poniedziałek, 31 grudnia 2012

Podsumowanie roku i postanowienia


Właśnie minął kolejny rok, który obfitował w naprawdę wiele różnych wydarzeń i premier książkowych. Mam nadzieję, że dobrze zleciał Wam ten czas, ale i tak na pewno 2013 będzie o wiele lepszy : ) Poza rokiem kalendarzowym, rozpoczyna się także trzeci rok działalności tego bloga - to aż zadziwiające, przynajmniej dla mnie, bo nie sądziłam, że tyle wytrzymam. Wiadomo, czasem miały miejsce różne kryzysy i ogólnie nie byłam zbyt wydajna, ale już za chwilę to wszystko się zmieni :D

To może zacznę od postanowień dotyczących książek i bloga na ten rok?

1. Przeczytać min. 52 książki - czyli to stałe, coroczne postanowienie. Tym razem również udało mi się je spełnić, chociaż nie pobiłam zeszłorocznej liczby i ostatecznie w 2012 przeczytałam 56 pozycji. Oczywiście, nie liczy się ilość tylko jakoś, jednak przy tej pięknej liczbie 52 wychodzi średnio jedno dzieło na tydzień, więc jest dobrze :)
2. Przeczytać kilka książek w oryginale - bardzo chciałabym spróbować, choć nie wiem dokładnie, ile mi się uda. Po prostu nie jestem pewna swojej znajomości angielskiego (bo tylko ten język biorę pod uwagę :D), ale myślę, że to może być naprawdę ciekawe doświadczenie! :)
3. Dołączyć do różnych wyzwań - mam już nawet kilka na oku, ale opracuję to wszystko w styczniu.
4. Zamieszczać m.in. 5 recenzji na miesiąc - muszę się jakoś zmotywować, a liczę na to, że i tak dam radę pisać ich więcej :)

W zasadzie wszystko wydaje się wykonalne, muszę tylko się spiąć :D

Jeśli chodzi o to podsumowanie, bo w końcu wypadałoby zrobić, skoro o tym ten post... Hmm, nie chcę bawić się w statystyki, więc mogę tylko wyróżnić te szczególnie książki, które przeczytałam w 2012r. I tak najbardziej poruszyło mnie dzieło Trzynaście powodów, którego raczej nigdy nie zapomnę. To jedna z tych książek, dzięki którym zmienia się sposób patrzenia na świat. Jeśli chodzi o typową fantastykę, to na kolana powaliła mnie Wrzawa śmiertelnych, zaś z tych niedawno poznanych dzieł mogłabym wziąć pod uwagę Delirium. Jeśli chodzi o moje wielkie odkrycie, to z pewnością są to dzieła pani Joy Fielding - Strefa szaleństwa i W pajęczej sieci. Mam nadzieję, że w nadchodzącym roku uda mi się przeczytać resztę!

To chyba tyle. Pozostaje mi życzyć Wam szczęśliwego Nowego Roku, niezapomnianego sylwestra (i bez zbytniego kaca!) i spełnienia wszystkich postanowień :)


czwartek, 27 grudnia 2012

"Czerwień rubinu" - Kerstin Gier

Tytuł: “Czerwień rubinu”
Autor: Kerstin Gier
Wydawnictwo: Egmont
Ilość stron: 344
Ocena: 6/10

   “Czerwień rubinu” to pierwsza część “Trylogii czasu”, która stała się międzynarodowym bestsellerem. Całkiem niedawno głośno było o tej serii na blogach i z pewnością zna ją wielu z Was. Osobiście czytałam mnóstwo pochlebnych recenzji i opinii zachęcających do sięgnięcia po to dzieło. Tak też zrobiłam, zastanawiając się, co takiego znajdę w owej książce, skoro podobno jest powalająca. Do teraz nie bardzo wiem, ponieważ moim zdaniem, szału nie ma. Ale zacznijmy od początku.

   W domu szesnastoletniej Gwendolyn wszyscy ciągle rozprawiają o podróżach w czasie. Jest to spowodowane tym, że w jej rodzinie niektóre kobiety posiadają gen, który pozwala przeskakiwać w przeszłość. Według kronik ostatnią, dwunastą podróżniczką, która zamknie Krąg ma być kuzynka bohaterki, Charlotta. Okazuje się jednak, że zaszło dość dziwne nieporozumienie i to właśnie w krwi Gwendolyn znajduje się czynnik x umożliwiający owe przeskoki. Jej rodzina nie może się z tym pogodzić, również dlatego, że dziewczyna nie była szkolona do podróży, co bardzo utrudnia sprawę. Zwłaszcza w obliczu misji, jaka czeka ją u boku Gideona - jedenastego podróżnika, zamykającego męską linię dziedziczenia genu. Trzeba jednak wierzyć, że oboje poradzą sobie z zadaniem, które muszą wykonać, choć jest ono owiane wieloma nieodkrytymi tajemnicami.

   Sięgając po to dzieło, nastawiałam się na oryginalną i zabawną lekturę, w której na każdym kroku pojawiać się będą nowe, intrygujące sekrety. Moje oczekiwania nie do końca się sprawdziły, choć nie mogę powiedzieć, że jestem kompletnie rozczarowana. Sam pomysł na fabułę jest świetny, to prawda, choć gorzej z realizacją. Mam wrażenie, że “Czerwień rubinu” to jeden wielki wstęp do powieści, która (być może) rozpocznie się dopiero w kolejnych tomach. Akcja w tej książce rozkręca się dopiero na końcu i zostaje brutalnie urwana w momencie, w którym jest więcej pytań niż odpowiedzi, co jest dość dziwnym zabiegiem. Aż do ostatnich rozdziałów razem z Gwendolyn próbujemy choć trochę zrozumieć, o co chodzi z Kręgiem Krwi, chronografem i tym całym podróżowaniem w czasie, a jest to trochę skomplikowane. Sprawy nie ułatwiają owe tajemnice, które piętrzyły się z każdą kolejną stroną, jednocześnie wciągając czytelnika w powieść. Działają one na korzyść pozycji, lecz nie naprawiają fabuły, która chwilami wydaje się taka... dziurawa. Jeśli zaś chodzi o humor, który był zapowiadany, to w jakimś stopniu można go zauważyć, więc nie jest tak źle, jak na początku mogło się wydawać. Gorzej z bohaterami...

   Narratorka i nasza główna postać, Gwendolyn, jest dość dziwną osobą. Czasem nie mogłam zrozumieć jej zachowania, które chwilami było zbyt dziecinne jak na szesnastolatkę. Dziwne, ale to wcale nie sprawiło, że jej nie polubiłam - wręcz przeciwnie. Wypadła na dość miłą, choć niezbyt interesującą bohaterkę, ale jednocześnie taką, której nie można znienawidzić. Nie jestem pewna, jak to odebrać.
   Oczywiście, nie obeszłoby się bez tego “bezczelnego, aroganckiego, choć bosko przystojnego młodziana”, który powoli zakochuje się w Gwendolyn. Wydawało mi się, że przeczytałam na tyle dużo książek, żeby wiedzieć, kiedy bohater rzeczywiście jest arogancki i uszczypliwy, ale w wypadku Gideona nie zostało to zbytnio podkreślone. Brakowało mu choćby tej skłonności do sarkastycznych docinek, które przecież uwypuklają pozorny brak zainteresowania postaci "tą dziewczyną", jeśli już zdecydowano się tak to zorganizować. Sądzę, że autorka próbowała zrobić z Gideona zniewalającego przystojniaka, który w oczach Gwendolyn jest “bufonem” i tak sobie myślę, że ostatecznie nikt poza nią tego nie widzi, nawet czytelnik. Pomysł był, ale nie do końca wyszedł.

   Ciężko podsumować tę pozycję, przyznaję. Dzieło Kerstin Gier jest jak wyjątkowy kamień szlachetny (wiem, że to idealne porównanie :D), który kusi i wydaje się pięknie prezentować, ale ostatecznie nie został oszlifowany. To trochę irytujące, że świetnego pomysłu niedopracowano. Wystarczyłoby trochę podreperować kreacje postaci, a już całość wypadłaby o wiele lepiej. Mimo to, nie mogę powiedzieć, że książka mi się nie podobała, bo to nieprawda. Nie żałuję czasu spędzonego z tą lekturą, bo zleciał on szybko i przyjemnie i na pewno sięgnę po kolejne części (w końcu też chcę poznać te wszystkie tajemnice!). Mam tylko nadzieję, że ten tom faktycznie był wstępem do powieści z wartką i zaskakującą akcją, na którą natknę się w “Błękicie szafiru”.

*** 

Już 29 grudnia miną dwa lata, odkąd piszę tego bloga... Strasznie szybko to zleciało ^^ Ale nie da się ukryć, że nie byłam zbyt wydajna, co - jak może zauważyliście - staram się powoli zmieniać :) Dlatego w ostatni dzień tego roku opublikuję post, będącego ogólnym podsumowaniem i dodatkowo obietnicą moich własnych postanowień związanych z blogiem. Mam nadzieję, że się uda :D

poniedziałek, 24 grudnia 2012

"Delirium" - Lauren Oliver

Tytuł: “Delirium”
Autor: Lauren Oliver
Wydawnictwo: Otwarte
Ilość stron: 360
Ocena: 9/10

   Przed Wami recenzja książki, o której słyszał już chyba każdy bloger. Szczerze mówiąc, aż do ostatniej strony nie zamierzałam recenzować tego dzieła, ponieważ do tej pory napisano tyle pozytywnych opinii, że z pewnością wiele osób zostało zachęconych (w tym także ja). Problem w tym, że nie wiem co zrobić ze swoimi myślami, ponieważ wszystkie toczą się wokół amor deliria nervosa, dlatego najrozsądniej będzie przelać je na klawiaturę i dać Wam możliwość spojrzenia na to dzieło po raz kolejny, tym razem moimi oczami.

“Wiesz, że nie możesz być szczęśliwa, jeśli czasami nie bywasz nieszczęśliwa, prawda?”

   Przybliżając fabułę: w świecie, w którym miłość jest uważana za chorobę, ludzie zmuszani są poddać się zabiegowi i przyjąć remedium sprawiające, że tracą zdolność kochania. Zwykle dzieje się to po skończeniu osiemnastego roku życia. Istnieją jednak przypadki, w których musi to nastąpić wcześniej, ponieważ doszło do zarażenia amor deliria nervosa, czyli “najbardziej zdradliwą chorobą na świecie”, jak mówi “Księga Szczęścia, Zdrowia i Zadowolenia”, na której wychowywane są wszystkie pokolenia. Przedstawia ona dokładnie, jakie są objawy choroby i wyjaśnia, że osoba niewyleczona umiera. Aby nie doszło do epidemii, dziewczęta i chłopcy aż do momentu zabiegu nie mogą ze sobą rozmawiać, spotykać się, a tym bardziej dotykać. Nawet ludzie dorośli, którzy są już sztucznie sparowani, nie powinni wykazywać objawów choroby - w przeciwnym razie grozi im powtórny zabieg, a w najgorszym wypadku dożywotnie więzienie lub śmierć. Teoretycznie nie da się tego uniknąć w świecie, w którym wszystko jest kontrolowane, a patrole czyhają za każdym rogiem. W mieście otoczonym granicami, z którego nie można sobie ot tak, po prostu wyjechać, wolność słowa nie istnieje, ale nikomu to nie przeszkadza. Bo przecież te wszystkie środki ostrożności jak i sama dobra wola państwa sprawiają, że ludzie wyzbywają się tej okropnej i paskudnej miłości i mogą być szczęśliwi...

“Mówią, że remedium ma zapewnić szczęście, lecz teraz rozumiem, że wcale tak nie jest i nigdy nie było. Pozostaje jedynie strach: strach przed bólem, przed cierpieniem, strach, strach, strach, egzystencja ślepego zwierzęcia, które się miota, obija o ściany, wędruje w labiryncie, przerażone, otępiałe i głupie.”

   Lena jest prawie pełnoletnia, a więc do zabiegu zostało jej kilkanaście tygodni. Gdy ten czas minie, pozbędzie się zalążków choroby, która krąży w jej żyłach. Wtedy wreszcie będzie wolna i szczęśliwa, tak jak jej ciotka Carol oraz siostra Rachel. Lena nie może doczekać się przyjęcia remedium i nawet nie przypuszcza, że tuż przed jej nosem istnieją miejsca, w których zasady ustanowione przez Konsorcjum nie są przestrzegane. Dziewczyna nie wierzy w plotki; jej marzeniem jest stać się wyleczoną, bo tylko wtedy osiągnie szczęście, do którego wszyscy dążą. Ale co jeśli zazna czegoś zakazanego i dojdzie do wniosku, że przez całe życie żyła w kłamstwie? Co się stanie, jeśli na własnej skórze przekona się jak smakuje uczucie, które powoli zabija od środka? I jaki to będzie miało wpływ na całe jej życie?

“To niesamowite, że można się czuć chronionym przez kogoś i jednocześnie być gotowym na wszystko, nawet oddać życie, by chronić jego.”

   “Delirium” to antyutopijna opowieść przepełniona bólem. Może i dzięki remedium ludzie nie popełniają przestępstw a ten cały nadzór sprawia, że są “prawymi obywatelami”, ale przecież nie zawsze zło jest najgorsze. Czasem obojętność krzywdzi o wiele bardziej. Po prostu tam, gdzie nie ma miłości, nie może być też szczęścia. I nie chodzi tylko o uczucie wiążące kobietę i mężczyznę, lecz także o miłość rodzicielską, której zwyczajnie nie ma. Matki wychowują dzieci według ustalonych zasad i bardziej z poczucia obowiązku i odpowiedzialności, niż z jakiejś głębszej przyczyny. To wszystko sprawia, że czytelnik czuje chłód, który otula każdego wyleczonego, mimo tego, że z pozoru wszyscy są szczęśliwi.

“Czasem mam wrażenie, że jeśli się tylko obserwuje rzeczy, siedzi się spokojnie i pozwala światu wokół nas po prostu istnieć, to wtedy na krótką chwilę czas zastyga i świat zatrzymuje się w ruchu. Tylko na krótką chwilę. I jeśli komuś uda się żyć w takiej chwili, będzie żył wiecznie.”

   Jeśli chodzi o sprawy techniczne, to styl autorki jest naprawdę piękny. Najbardziej przykuwają uwagę fantastyczne porównania i metafory urozmaicające lekturę. Fabuła jest bardzo dobrze skonstruowana, choć istnieją elementy dające się przewidzieć, ale to nie wpływa na jakość utworu. Nie wspominając o ilości wartościowych sentencji i kreacji bohaterów, a także o widocznej różnicy między zachowaniem niewyleczonych i osób po zabiegu. Warto też wspomnieć, że ukochany Leny nie jest aroganckim i bezczelnym bogiem, jak to w niektórych książkach młodzieżowych bywa, więc nie musicie się zrażać. A jeśli myślicie, że wszystko pójdzie gładko, a zakończenia domyślicie się od razu na początku, to jesteście w błędzie.

   Tak właśnie prezentuje się powieść Lauren Oliver, której bohaterowie muszą walczyć o to, co dla nich najważniejsze i próbować pokonać system. A nie jest to łatwe, bo jeśli tylko wystaje się z tłumu, od razu można zostać ukaranym. Istnieją jednak wartości, takie jak przyjaźń i miłość, których nie da się całkowicie zlikwidować, nawet za pomocą skomplikowanych zabiegów i operacji. Prawdziwy szczęśliwcy, którzy ich doznali, mają ze sobą siłę do walki i właśnie to może uratować im życie i sprawić, że świat zacznie dążyć ku zmianie.

***


Wreszcie mam czas, żeby sobie poczytać, więc nadrobię zaległości również w pisaniu recenzji. A w przyszłym roku (to już takie wstępne postanowienie :D) będę się o wiele bardziej starać : >

Korzystając z okazji, chciałabym Wam życzyć wesołych Świąt - abyście je spędzili w ciepłym, rodzinnym gronie i docenili to, że możecie dzielić się szczęściem wynikającym z miłości, której nikt Wam nie zabrania :)