czwartek, 30 sierpnia 2012

"Trzynaście powodów" - Jay Asher

Tytuł: “Trzynaście powodów”
Autor: Jay Asher
Wydawnictwo: Rebis
Ilość stron: 272

    Plotka powstaje bardzo łatwo. Wystarczy, że jakaś niesprawdzona informacja zostanie przekazana dalej, a kolejne osoby zaczną ją przeinaczać i dodawać coś od siebie. Wówczas mamy do czynienia z nowinką, której wiarygodność należy podważać. W dzisiejszych czasach bardzo ciężko uchronić się przed tym zjawiskiem, które – niestety – jest tak powszechne. Nam samym z pewnością zdarzyło się powtórzyć komuś coś, co usłyszeliśmy, a co niekoniecznie jest faktem. Czasem robimy to nieświadomie. I na pewno nigdy nie zastanawialiśmy się, jaki wpływ na życie innych mogą mieć nasze słowa. A prawda jest taka, że czasem jedna, z pozoru niewinna plotka wystarczy, aby uruchomić reakcję łańcuchową i zniszczyć czyjeś życie, doprowadzając do tragedii.

„Nikt nie wie ze stuprocentową pewnością, w jaki sposób jego postępowanie odbija się na życiu innych. Bardzo często nie mamy choćby bladego pojęcia. Mimo to robimy, co się nam żywnie podoba.”

    Clay Jensen jest uczniem liceum. Pewnego dnia po powrocie ze szkoły znajduje paczkę, adresowaną do siebie. Wewnątrz jest siedem kaset magnetofonowych. Każdą z nich ponumerowano z obu stron, z wyjątkiem ostatniej, więc w sumie do odsłuchania pozostaje 13 stron. Do przesyłki nie dołączono żadnego liściku, nie ma też nazwiska i adresu nadawcy. Kasety stanowią jedyną zawartość paczki. Clay postępuje, jak chyba każdy w podobnym przypadku – postanawia odsłuchać nagrań. Gdy włącza starą wieżę wyciągniętą z garażu, do jego uszu dochodzi głos nieżyjącej koleżanki Hannah, która niedawno popełniła samobójstwo. Okazuje się, że dziewczyna za pomocą kaset opowiada o powodach, które doprowadziły do tego, że odebrała sobie życie. Wiąże się z tym historia, która zmusza Claya do wędrówki po mieście w noc, która z pewnością zmieni jego życie.

„Nie można przewinąć przeszłości.”

    „Trzynaście powodów” to książka z rodzaju tych, które czyta się tylko raz w życiu, jednak treść pamięta na zawsze. Autor opisuje w niej fikcyjną, lecz wstrząsającą opowieść o tym, jak w łatwy sposób, często nieumyślnie, można doprowadzić kogoś do rozpaczy, wiążącej się nawet z samobójstwem. W tym wypadku wpływ na ostateczną decyzję Hannah nie miała sytuacja rodzinna czy jedno traumatyczne przeżycie. Przyczynili się do tego ludzie z jej otoczenia, którzy co jakiś czas „dorzucali do pieca” swoimi nieprzemyślanymi gadkami i ubarwianiem historyjek. To wszystko spowodowało tzw. efekt śnieżnej kuli, czyli powstawanie kolejnych plotek, które tylko potwierdzały „prawdziwość” poprzednich.

    W przypadku tej książki ciężko mówić o rozwoju akcji. Wydarzenia mają miejsce w głównej mierze w przeciągu jednej nocy. Razem z Clayem, który jest narratorem, wysłuchujemy wszystkich kaset oraz odwiedzamy miejsca powiązane z nagraniami. Musimy też zmierzyć się z przemyśleniami bohatera, którego życie, jak wspomniałam, diametralnie się zmieniło.
    Bardzo ciekawe w tej powieści jest to, że z każdą kolejną kasetą poznajemy innych ludzi, których losy przez całą książkę się przeplatają. Nie będę Was zapewniać, że przy tym dziele nie można się nudzić, bo to chyba… niestosowne. „Trzynaście powodów” to nie książka, którą da się dawkować, a jeśli już trzeba, to na pewno z ogromnym trudem. W tym przypadku należy usiąść i ją przeczytać. Powiem więcej: trzeba usiąść i ją przeżyć.

    Wypadałoby teraz podsumować to wszystko i napisać, komu spodoba się ta pozycja. Jednak w moim odczuciu ciężko umieścić ją w jakiejkolwiek kategorii, tak samo jak ocenić w dowolnej skali. Trzeba po prostu wziąć tę książkę do ręki i poznać historię nastolatków, którzy niewielkimi przewinieniami spowodowali wielką tragedię. Nie pożałujecie, bo coś z tej opowieści na pewno w Was zostanie. Kto wie, może dzięki tej książce otworzycie oczy, a Wasze życie się zmieni.

„Read it. Just read it. Trust me, you won’t regret it.” *

***

Nie wiem, co mogę dodać. Mam kaca po tej książce, większego niż ostatnim razem. Będę ją przeżywać jeszcze długo.


* „Przeczytaj to. Po prostu przeczytaj. Zaufaj mi, nie pożałujesz.”

sobota, 25 sierpnia 2012

"Świadomy sen" - Karol Leopold Cetlin

Tytuł: “Świadomy sen, czyli jak podświadomość kształtuje Twoje życie”
Autor: Karol Leopold Cetlin
Wydawnictwo: Studio Astropsychologii
Ilość stron: 168
Ocena: 8,5/10

“Kim jesteś? Czym się zajmujesz? Wiem jedno, na pewno masz sny. Mam je ja, Ty, a także Twój pies.”

   Mimo tego, że co noc doświadczamy snów, często ich nie pamiętamy. Jeśli jednak tak jest, to nie zawsze są one wspaniałe. Bywa i tak, że dręczą nas koszmary, których trudno się pozbyć. Jakiekolwiek by nie były nasze sny, rzadko się zdarza, że potrafimy obudzić naszą świadomość w trakcie śnienia. A to dałoby nam dosłownie nieograniczone możliwości. Moglibyśmy nie tylko latać i posiadać supermoce, ale także spełniać swoje marzenia - obojętnie, czy zalicza się do nich podróż dookoła świata, nowe luksusowe auto, czy też spotkanie z idealnym partnerem. Kiedy zdobędziemy już tę fascynującą umiejętność, nigdy jej nie zapomnimy - podobnie jak jazdy na rowerze. Wówczas jakość naszych snów i to, co się będzie w nich działo, zależeć będzie jedynie od naszej wyobraźni, której świadomie będziemy mogli używać podczas spania. Brzmi interesująco, prawda?

“Kiedy dobrze korzystamy z naszych snów, to tak jakby czas naszego życia uległ podwojeniu. Zamiast 100 lat żyjemy 200.” - Tarthang

   Na początku książki autor w prosty sposób tłumaczy, czym są sny oraz jak je zapamiętywać - jest to pierwszy krok do uzyskania świadomości. Idealnym sposobem jest dziennik snów, który sprawi, że przestaniemy mieć wrażenie, że nic nam się nie śniło (co oczywiście nie jest prawdą). Odpowiednio prowadzony przyda się także do wywołania świadomego snu. W pierwszych rozdziałach dowiemy się wszystkiego o tym, jak prowadzić taki dziennik. Nauczymy się też robić testy rzeczywistości, które mi osobiście bardzo się spodobały.  

“W snach mają początek nasze możliwości.” - W. Szekspir

   Drugi, z czterech przedstawionych w książce kroków, przedstawia metody osiągania świadomych snów. Jest ich kilka, dlatego każdy bez problemu powinien znaleźć coś dla siebie, a nawet łączyć je wedle uznania. Są to sposoby, które z początku mogą wydawać się banalne i błahe lub też dziwne, jednak nie da się zaprzeczyć, że trenowanie z ich pomocą daje efekty.
   Trzeci krok dotyczy bezpośrednio śnienia. Karol Cetlin opisuje w nim sposoby na kontrolowanie świadomego snu, zmienianie otoczenia, wywoływanie postaci (zarówno istniejących jak i nie), a także przykładowe czynności, które wykonywać możemy jedynie w snach (na przykład latanie - kto by nie chciał spróbować?). Pisarz radzi też, jak za pomocą świadomych snów rozwiązywać życiowe problemy oraz co zrobić, aby pozbyć się koszmarów. Mnie to zainteresowało, ponieważ uwielbiam podobne tematy. Zaintrygowały mnie zwłaszcza bonusy, mówiące m.in. o i-doserach, prawie przyciągania czy stanie OOBE. Może dla niektórych z Was to wszystko to czarna magia, ale w rzeczywistości sprawy mają się o wiele prościej.
   
   Dużym plusem tego poradnika jest jego konstrukcja. Rozdziały są posegregowane i zatytułowane, dlatego nie musimy czytać całej książki, jeśli interesują nas tylko wybrane tematy. Poza tym, dobre rady, wskazówki czy recepty na świadomy sen są wyszczególnione tak, że można je zauważyć podczas wertowania książki - coś dla osób, które nie przepadają za czytaniem, a interesują się podobną tematyką. Sam stosunek autora do czytelnika jest bardzo przyjazny, co widać na każdej stronie.

   Podsumowując, książka Karola Cetlina to idealna pozycja dla osób interesujących się parapsychologią i ezoteryką, które chcą umilić sobie życie dzięki świadomym snom. Nie sądzę jednak, że przyda się osobom, które posiadają już tę umiejętność. Jest to raczej poradnik dla nowicjuszy mających o tym jako-takie pojęcie oraz dla kompletnie zielonych w tej sprawie. Sama nauka nie powinna sprawiać wiele trudności. Jeśli rzeczywiście chcemy co noc osiągać świadomy sen, wystarczy, że wczytamy się we wskazówki autora i będziemy ćwiczyć - bo bez tego ani rusz. Próbowałam na sobie i jak na razie nie osiągnęłam świadomego snu (pewnie przez brak regularności), ale prowadzę dziennik snów i przyznam szczerze, że teraz pamiętam praktycznie każdy sen. Myślę, że jestem na dobrej drodze do świadomego śnienia.


Książkę mogłam przeczytać dzięki uprzejmości Studia Astropsychologii.


Można ją kupić TUTAJ. 


recenzja edytowana 24.08.12 r. o godz. 19:55

niedziela, 19 sierpnia 2012

"Jestem Numerem Cztery" - Pittacus Lore

Tytuł: “Jestem Numerem Cztery”
Autor: Pittacus Lore
Wydawnictwo: G+J Książki
Ilość stron: 320
Ocena: 7/10

   Nie łatwo żyć w strachu i cały czas uciekać przed wrogiem. Czasami jednak jest to konieczne. Pewien piętnastoletni chłopak od dziesięciu lat prowadzi życie, w którym właściwie nic nie jest pewne. Nie pochodzi z Ziemi, ale został tutaj wysłany przed laty wraz z ośmiorgiem innych dzieci ze swojej rodzimej planety Lorien, która została zaatakowana przez wroga. Teraz musi się ukrywać wśród Ziemian i nie dać się złapać Mogadorczykom, którzy chcą zniszczyć naszą planetę, podobnie jak kiedyś Lorien. Cała nadzieja tkwi w nastolatkach, którzy powoli rozwijają swoje moce. Kiedy będą gotowi, muszą stawić czoła niebezpieczeństwu. Do tego czasu jednak ich życie to ciągła ucieczka. Mogadorczycy mogą zabijać ocalałych Loryjczyków tylko w kolejności, ponieważ chroni ich czar. Trzech już nie żyje. Na celowniku jest Numer Cztery.

“Kiedy jedno z nas zostaje wytropione i zabite, wokół prawej kostki tych, którzy jeszcze żyją, pojawia się blizna. (...) To system ostrzegawczy, który powiadamia o naszej sytuacji i mówi, kiedy przyjdą po nas jako następnych w kolejce.”
   
   Narratorem książki jest Numer Cztery, który po śmierci Trójki znowu zmienia miejsce zamieszkania. Tym razem, wraz ze swoim opiekunem Henrim, przeprowadza się do małej miejscowości w Ohio. Przyjmuję imię John. Chłopak po raz kolejny musi wtopić się w otoczenie i próbować żyć jak normalny nastolatek. Tym razem wszystko komplikuje się nieco bardziej niż zawsze. Dopiero tutaj John zawiera prawdziwe przyjaźnie i smakuje miłości, a przecież musi być o wiele bardziej ostrożny, gdyż Mogadorczycy teraz szukają jego. Każdy znak, że wróg się zbliża, może spowodować konieczność ucieczki. Jednak nie łatwo zostawić za sobą to, co się kocha... Ale czy to konieczne? Przecież zawsze mamy wybór, niezależnie od sytuacji. John może uciec albo też zostać i spróbować pokonać najeźdźców z pomocą rozwijających się mocy. Lecz to może nie być łatwe...

“A kiedy ci się wydaje, że wszystko stracone, kiedy wszystko wygląda tragicznie i beznadziejnie, zawsze jest nadzieja.”

   Przyznaję, że nie miałam pojęcia o istnieniu tej książki, dopóki nie obejrzałam filmu nakręconego na jej podstawie. Było to jednak dość dawno, dlatego bez oporu sięgnęłam po dzieło. Dałam się wciągnąć w świat, w którym Ziemia nie jest jedyną zamieszkaną planetą w Układzie Słonecznym i nie żałuję! Co prawda, książka nie jest wybitna, ale potrafi zaciekawić i wciągnąć, co skutecznie sprawia, że czytelnik miło spędza czas podczas lektury. Czytając pierwszą część “Dziedzictw planety Lorien”, nie można się nudzić, gdyż akcja rozgrywa się praktycznie cały czas. Wspaniałą otoczkę tworzy historia planety głównego bohatera oraz owe dziedzictwa z nią związane. W tym tomie dostajemy zaledwie zalążek tego wszystkiego.

   Jeśli zaś chodzi o bohaterów, to nie są oni skomplikowani. Właściwie każdy z nich wydaje się podobny, ale to nie powinno przeszkadzać niewymagającym czytelnikom. Jeśli potraktujemy tę lekturę jako sposób na miłe spędzenie dnia, to właściwie można na to przymknąć oko. W końcu cała książka jest dosyć prosta, dlatego nie powinniśmy wymagać nie wiadomo czego od postaci.
   Mimo wszystko, irytująca była wielka miłość, którą poczuł bohater do pewnej przedstawicielki płci pięknej. Po prostu za szybko. Tak niesamowicie mocne uczucie, jak to, raczej nie powstaje łatwo i bez trudu. A nawet jeśli tak, to zostało to opisane mało wiarygodnie, co działa na szkodę powieści.

   Co jeszcze mogę powiedzieć? Książkę jak najbardziej polecam, zaznaczając ponownie, że nie jest to wybitna i skomplikowana lektura. W sam raz na nudę. Mimo wszystko wciąga, dlatego z pewnością sięgnę po kolejne (mam nadzieję, że trochę lepsze) części. Dodam jeszcze, że podoba mi się sposób reklamowania serii, a także intrygujące dane autora. Zachęcam do poszukania treści zamieszczonych na okładce. Ten chwyt marketingowy zdecydowanie się udał, przynajmniej moim zdaniem.

***

Kolejna recenzja książki, która nabyłam dzięki cudownej promocji Weltbildu. Udało mi się zdobyć takie perełki, że chyba częściej będę szukać podobnych okazji :)

Pozdrawiam!

czwartek, 9 sierpnia 2012

"Pamiętnik z przyszłości" - Cecelia Ahern

Tytuł: “Pamiętnik z przyszłości”
Autor: Cecelia Ahern
Wydawnictwo: Świat Książki
Ilość stron: 352
Ocena: 9/10

   Na pewno każdy choć raz w życiu zastanawiał się, jakby to było znać swoją przyszłość. Gdybyśmy wiedzieli, co przyniesie jutro, moglibyśmy zachować się inaczej w niektórych sytuacjach, aby zmienić coś na naszą korzyść. Taką szansę od losu otrzymała nastoletnia Tamara Goodwin w momencie, w którym jej życie zaczęło się walić. Bogata dziewczyna, która zawsze dostawała to, czego chciała, musiała pogodzić się z samobójstwem ojca oraz depresją, w jaką wpadła jej matka po śmierci męża. Na dodatek bank odebrał im dom, więc Tamara zostawiła przyjaciół i wyprowadziła się z rodzicielką na wieś do wujka i cioci, aby tam zacząć nowe życie. Czy aby na pewno spokojne?

   Któregoś dnia przez okoliczne wsie przejeżdżała biblioteka objazdowa. Tamara, chcąc zabić czającą się wszędzie nudę, postanowiła skorzystać z okazji, aby zrobić coś ciekawego. Zamierzała tylko zaprzyjaźnić się z chłopakiem, który wypożyczał innym książki, ale skończyło się na tym, że jeden wolumin trafił do niej. Zaintrygowało ją to, że księga nie miała tytułu ani autora, a na dodatek była zamknięta na klucz. Kiedy później Tamarze udało się ją otworzyć, ujrzała puste kartki, zapełniające się co noc jej własnym pismem. Dziewczyna miała przy sobie swój pamiętnik z przyszłości, dzięki któremu wiedziała, co zdarzy się następnego dnia. Za sprawą pamiętnika mogła zmienić bieg wydarzeń, ale czy to aby na pewno dobre rozwiązanie dręczących ją problemów?

   “Pamiętnik z przyszłości” to dzieło Ceceli Ahern, którą na pewno kojarzycie dzięki fantastycznej powieści zatytułowanej “P.S. Kocham Cię!”. W tej książce autorka ponownie pokazuje, z jaką łatwością przychodzi jej tworzenie świetnych historii, w których bardzo łatwo się zatracić. Uwierzcie mi na słowo, że odejście od lektury było dla mnie niesamowicie trudne. Do ostatniej strony nie wiedziałam, jak potoczą się losy bohaterki, która za pomocą magicznego pamiętnika próbowała odkryć sekrety swojej rodziny. Podobała mi się wielowątkowość fabuły oraz to, że romanse wcale nie były na pierwszym planie, ale mimo tego świetnie wkomponowały się w całość. Ogólnie rzecz biorąc, treść książki niesie za sobą głębokie przesłanie, choć po zarysie fabuły ciężko jest wysunąć takie wnioski. Nie zapominajmy jednak, że historia powstała z ręki osoby, która napisała już kilka pięknych dzieł, w związku z czym nie jest pierwszą lepszą powiastką dla młodzieży. Mimo tego, że główną bohaterką i jednocześnie narratorką jest nastolatka, to myślę, że pozycja ta wciągnęłaby również osoby starsze.

   Właściwie jeśli chodzi o postacie, to jestem pod wrażeniem metamorfozy, jaką przeszła Tamara - z bogatej, rozpieszczonej i pyskatej dziewczyny zmieniła się w osobę rozumiejącą świat, dla której na pierwszym miejscu są osoby bliskie, a nie imprezy do białego rana. Jednak żeby do tego doszło, musiało wydarzyć się wiele, niekoniecznie przyjemnych, rzeczy.
   Inni bohaterowie również są dobrze wykreowani - mają swój własny charakter, co jest ważne. Mówię tutaj nie tylko o istotnych postaciach, takich jak rodzina czy przyjaciele dziewczyny, ale również o osobach, które znalazły się w tle. Niektóre z nich mają swoje małe (albo większe) dziwactwa, co bardzo urozmaica powieść.

   Jakie jest zasadnicze przesłanie książki? - to miłość jest najważniejsza, zwłaszcza ta istniejąca w rodzinie. Bliskim należy wybaczać, gdyż czasem mogą zrobić coś złego, jak nas okłamać, ale tylko dla naszego dobra. Trzeba jednak uważać, aby kilkoma nieprawdziwymi słowami nie zniszczyć komuś życia. To może nieść za sobą fatalne skutki, trudne do przewidzenia, nawet przez tajemnicze pamiętniki.

***

Niestety, przez tę recenzję nie potrafiłam oddać zachwytu, w jaki wprawił mnie “Pamiętnik z przyszłości”. Po tym dziele, pierwszy raz od dawna miałam książkowego kaca : D Udało mi się je nabyć (tak jak kilka innych perełek) dzięki lipcowej promocji na stronie Weltbild.pl

Chciałabym, żebyście wiedzieli, że czytam Wasze posty tak często, jak dam radę i z przyjemnością poznaję nowe tytuły, których potem szukam w bibliotekach lub księgarniach (uwielbiam, kiedy znajdę recenzję czegoś, co trafi w mój gust!). Nie zawsze jednak zostawiam ślad, co muszę koniecznie nadrobić :)

środa, 1 sierpnia 2012

"Królowa Attolii" - Megan Whalen Turner

Tytuł: “Królowa Attolii”
Autor: Megan Whalen Turner
Wydawnictwo: Ars Machina
Ilość stron: 392
Ocena: 9/10


   Kiedy mag króla Sounis postanowił wykorzystać Gena do odnalezienia skarbu mającego wielką moc, nie przeczuwał, że sprawy wymkną się spod kontroli. Nie wiedział też, kim naprawdę jest Złodziej Gen i nie wierzył w jego spryt, który chłopak ukrywał pod maską marudnego więźnia. Prawda odkryta pod koniec pierwszej części serii zszokowała wszystkich bohaterów, a także czytelników. Co jednak stanie się z Genem, który podczas podróży z magiem naraził się królowej Attolii? Zimna i surowa kobieta o wiecznie kamiennej twarzy z pewnością nie pozwoli, aby złodziejowi uszedł na sucho jego postępek. W końcu już raz ją ośmieszył, a potem bezczelnie zakradał się do jej zamku, kpiąc z niej. Aby odzyskać twarz w oczach swoich poddanych będzie musiała ukarać Złodzieja. A jeśli poniżyło się Attolię, nie należy liczyć na jej łaskę.

   Nie mogę bardziej przybliżyć fabuły książki, aby nie zdradzić szczegółów, które odkryte zostały w pierwszym tomie. W “Złodzieju” na zaledwie trzystu stronach wykwitła opowieść o podróży Eugenidesa i jego towarzyszy w poszukiwaniu Daru Hamiatesa - cennego przedmiotu o magicznych właściwościach. Historia była ciekawa, jednak chwilami wiało nudą. W przypadku “Królowej Attoli” nie było czasu na znużenie. Akcja rozgrywała się przez cały czas. Autorka wymyśliła również o wiele więcej wątków (głownie dotyczących wojny i polityki, co wbrew pozorom, było ciekawe) niż w swoim poprzednim dziele i sprawnie nimi operowała, przez co zafascynowanie towarzyszyło mi przy każdej kolejnej stronie. Nie zamknęła jednak ich wszystkich - przecież wkrótce pojawią się kolejne części, dzięki którym nadal będziemy mogli śledzić losy Złodzieja Gena.

    Mimo tego, że głównym bohaterem jest wspomniany Eugenides, dużo uwagi w książce poświęcono tytułowej królowej Attolii - kobiecie bez serca, która usiłuje rządzić swoim krajem najlepiej, jak potrafi. Nie jest to łatwe zadanie, tym bardziej, że odkąd w młodym wieku zasiadła na tronie, nie mogła zaufać nikomu. Od zawsze mężczyźni chcieli wkraść się w jej łaski tylko po to, aby potem rządzić krajem. Jedynym sposobem, dzięki któremu do tej pory Attolia nie straciła władzy, była jej bezwzględność. Królowa nie wahała się pokazać zdrajcom, gdzie ich miejsce. Czasem podejmowane przez nią decyzje były okrutne (o czym przekonał się sam Eugenides), ale można je zrozumieć, jeśli pozna się historię życia kobiety. W pewnym momencie przestałam się odnosić do Attolii jak do czarnego charakteru. Zaczęłam ją lepiej rozumieć, ponieważ rzeczy, które robiła, były ostatecznością. Nie zwracała wielkiej uwagi na innych ludzi i nie czuła potrzeby bycia dla nich dobrą, skoro przez całe życie nie doświadczyła miłości. Musiała bronić swojego tronu, aby jej przydomek królowej-cienia, nadany jej na początku panowania, nie powrócił. Tak interesującej postaci dawno nie spotkałam w żadnej książce. To również dzięki niej druga część serii o Złodzieju wypada lepiej od swojej poprzedniczki.
   Jeśli zaś chodzi o Gena, to bardzo cieszy mnie fakt, że choć bohater zmienił się na lepsze, nie stał się nagle chodzącym ideałem. Wręcz przeciwnie - jego wady, czasem irytujące, były tutaj jeszcze częściej prezentowane. Nie sposób nie lubić tak oryginalnej i zabawnej postaci, która jednak dość często denerwuje wszystkich wokół i wiecznie marudzi - bez tego Gen nie byłby sobą. Poza tym, na oczach czytelnika, mimo wielu trudności, zmienił się w prawdziwego mężczyznę, co również jest dużym plusem.

   Dzięki Megan Turner bardzo miło spędziłam czas przy lekturze “Królowej Attolii”. Teraz jestem jeszcze mocniej przywiązana do bohaterów i nie mogę się doczekać kolejnej części serii. Styl autorki, nadal lekki i przyjemny, sprawia, że książkę czyta się szybko i łatwo. Tło cyklu stylizowane jest na starożytną Grecję, ale pisarka stworzyła własny panteon bogów, o których dowiadujemy się dzięki mitom, jakie czasem wymieniają między sobą bohaterowie. Mimo wszystko tej mitologii nie jest aż tak wiele, dlatego jeśli ktoś z Was za nią nie przepada, nie powinien z tego powodu odrzucać serii. To naprawdę ciekawe fantasy, przy którym można przyjemnie spędzić czas wolny, zrelaksować się. Lekka, ale fascynująca lektura - to coś idealnego na wakacje!

Książkę mogłam przeczytać dzięki uprzejmości wydawnictwa Ars Machina.