piątek, 27 lipca 2012

"Wrzawa śmiertelnych" - Eric Nylund

Tytuł: “Wrzawa śmiertelnych”
Autor: Eric Nylund
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 888
Ocena: 10/10

“Z uwagi na kontrowersyjny charakter wszystkich historii dotyczących rodziny Postów i ostatnio pojawiające się informacje, że niektóre książki oparte na faktach nie do końca wiernie opisują rzeczywistość, redakcja TOR Books podjęła decyzję o zaklasyfikowaniu Wrzawy śmiertelnych przynajmniej tymczasowo do działu powieści fikcyjnych. Nie interesuje nas włączanie się do toczącej się w prasie debaty nad autentycznością tej historii.”

   Powyższy fragment noty od wydawcy znajduje się na początku “Wrzawy śmiertelnych”. Brzmi intrygująco, prawda? W połączeniu z ciekawym tytułem i zachęcającą okładką (mnie osobiście oczarowała) może wywołać w czytelniku ogromną ciekawość i nieodpartą chęć zajrzenia na karty powieści. Jak myślicie, jaka historia kryje się w tym obszernym dziele? Powiem krótko: świetna!

   Fiona i Eliot to bliźnięta wychowywani przez babcię. Nie można o nich powiedzieć, że są normalnymi piętnastolatkami - nie chodzą do szkoły, ale codziennie po powrocie z pracy w pizzeri odrabiają zadania domowe, które wymyśla dla nich babcia. Muszą też przestrzegać stu sześciu reguł, jakie zostały stworzone przez kobietę. A w większości są to zakazy, m.in. zakaz używania jakichkolwiek urządzeń typu komputery i telewizory, prowadzenia rozmów prywatnych przez telefon, wychodzenia na randki, słuchania bądź tworzenia muzyki, noszenia biżuterii itd. Dla rodzeństwa te zasady stanowią ważną część życia, choć chwilami nachodzi je ochota na mały bunt. Jednak kto odważyłby się przeciwstawić srogiej i zimnej, ale na swój sposób kochającej dzieci, babci Audrey?

“Zawsze mówili do niej “babciu”. Nigdy “Audrey” czy “babuniu”. (...) W tej kwestii nie istniał zakaz; po prostu nie przyszłoby im do głowy inaczej ją nazwać. Tylko określenie “babcia” niosło w sobie pełnię autorytetu towarzyszącego jej osobie.”

   Dzień urodzin bliźniąt wywraca całe ich życie do góry nogami. Dwoje nieistotnych dzieci w jednej chwili staje się przyczyną, dla której mieszkańcy piekła oraz nieśmiertelni bogowie są gotowi naruszyć pakt o neutralności, zawarty bardzo dawno temu. Okazuje się, że dzieci cały czas żyły w kłamstwie, a zasady wymyślone przez babcię miały je chronić przed rodziną. Bo matką Fiony i Eliota była bogini, zaś ich ojcem Lucyfer, Książę Ciemności... Teraz klany zamierzają wystawić dzieci na wiele prób i przygotować kuszenia, aby określić, do której rodziny należą. Bo przecież wielka moc, jaka w nich drzemie, nie może się zmarnować...

   “Wrzawa śmiertelnych” to obszerna powieść fantastyczna, zawierająca w sobie wiele z mitologii. Sama książka w pewien sposób ma przekonać czytelnika, że opowiada mit dwudziestego pierwszego wieku, dotyczący rodziny Postów. W całej powieści znajduje się wiele przypisów, które mają wyglądać “naukowo” i powodować, że w umyśle czytelnika zrodzi się pytanie: “Czy rzeczywiście istnieje jakiś mit o Del Sombrze i bliźniętach?”. Jednak większość z tych przypisów zdecydowanie poprawia humor.

   Często dzieła, które mają tak wielką liczbę stron, są na siłę zapychane opisami czy dłużącymi się w nieskończonoć refleksjami. W tym przypadku (a to aż 900 stron!) tak nie jest - akcja we “Wrzawie śmiertelnych” rozgrywa się cały czas! Na każdej kolejnej kartce mamy do czynienia z wydarzeniami, których nie sposób przewidzieć. Wynikają one z wyobraźni autora, który z pewnością musiał się wiele natrudzić, aby zbudować tak barwną, oryginalną i fascynującą opowieść. Przyznam szczerze, że to dzieło dostarczyło mi wszystkiego, co powinna dać dobra fantastyka. W tej książce nawet szczegóły są dopracowane, przez co wszystko wydaje się bardzo realistyczne (paradoksalnie mimo tego, że nic nie jest prawdziwe). Każdy też na pewno zauważy, jak wiele wartości przekazuje to dzieło. Po jego lekturze można umocnić się w przekonaniu, że to jednak rodzina jest najważniejsza.

   “Wrzawę śmiertelnych” jestem gotowa polecić każdemu. Nie tylko osobom uwielbiającym fantastykę i mitologię. Jeśli nie boicie się sięgnąć po tak obszerne dzieło (które z pewnością bardzo szybko przeczytacie), a macie ochotę na kawałek dobrej literatury - nie wahajcie się! Możliwe, że dzięki tej powieści polubicie fantasy!

Książkę mogłam przeczytać dzięki uprzejmości wydawnictwa Prószyński i S-ka.


niedziela, 22 lipca 2012

"Misery" - Stephen King

Tytuł: “Misery”
Autor: Stephen King
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 368
Ocena: 9/10

   Sławni ludzie, tacy jak aktorzy czy pisarze, mają wielu fanów. Na pewno przyjemność sprawiają im listy wysyłane przez wielbicieli. Jednak przesadne uwielbienie może być niebezpieczne w skutkach, o czym doskonale przekonał się Paul Sheldon, bohater powieści Kinga zatytułowanej “Misery”.

   Paul zdobył popularność dzięki serii powieści romantycznych rozgrywających się w XIX wieku, których główną bohaterką była tytułowa Misery. Kobiety z wypiekami na policzkach czytały każde jego najnowsze dzieło, przez co fanek ciągle przybywało. Jedną z nich, Annie Wilkes, Paul poznał (niestety) szczególnie dobrze. Gdyby nie ona, pisarz zmarłby w swoim samochodzie, który uległ wypadkowi na pewnym odludziu. Annie zabrała Paula do swojego domu i opiekowała się nim - w końcu kiedyś pracowała jako pielęgniarka. Nie czuła potrzeby wezwania pogotowia, bo przecież miała wszystko, czego rannemu było potrzeba - doświadczenie oraz leki uśmierzające ból...

“Dawała mu pigułki, które sprowadzały fale zatapiające pale bólu. Pigułki były przypływem. Annie Wilkes była księżycową obecnością.”

   Paul Sheldon miał szczęście, że przeżył wypadek, bo został przez kogoś uratowany. Miał też pecha, że tym kimś była Annie - kobieta psychicznie chora, która miała ustalony własny system wartości w swoim wyimaginowanym świecie. Paul był od niej uzależniony, gdyż nie mógł poruszać się na połamanych nogach oraz potrzebował codziennej dawki lekarstw. Ona zaś stawała się coraz bardziej niebezpieczna - jak duże dziecko, które niszczy wszystko wokół, jeśli coś nie pójdzie po jego myśli. Z tym że Annie bez skrupułów niszczyła ludzi.

  “Misery” to trzecia książka Kinga, jaką miałam okazję przeczytać. Muszę przyznać, że wstrząsnęła mną najbardziej. Nie chodzi tylko o ilość krwawych scen, jakie miały w niej miejsce (za którymi właściwie - o, zgrozo! - nawet przepadam), ale też o sposób przedstawiania wydarzeń przez autora. Wszystkie sytuacje obserwowałam z perspektywy Paula, z którym zżyłam się na swój sposób. Właśnie przez to tak bardzo przeżywałam każdą krzywdę i torturę, jakiej doznawał. Właśnie przez to cieszyłam się i jednocześnie niepokoiłam, kiedy dostawał szansę przeżycia. Właśnie przez to cały czas miałam nadzieję, że wyjdzie z tego - może nie “cało”, ale z życiem. Nadzieja matką głupich, jak to mówią, ale każda matka kocha swoje dzieci...

  Stephen King na pewno nie jest Wam obcy. Nie każdy przepada za jego twórczością, ale tak już bywa, że nie można się wszystkim podobać. Osobiście podczas lektury “Carrie” i “Zielonej mili” nie byłam jakoś nadzwyczajnie zachwycona. Przy “Misery” zaś pokochałam pióro Kinga. Jego styl, tak bardzo charakterystyczny z wieloma dziwnymi (acz barwnymi) porównaniami ("język zwisał na brodzie jak sznurek do zaciągania rolet") zawsze mi się podobał. Jeśli natomiast chodzi o fabułę, to wśród tych trzech tytułów “Misery” wygrywa. Pomysł na tę książkę nie był skomplikowany, ale intrygujący. Dodajmy do tego świetne wykonanie i mamy dzieło, które zasługuje na wystawioną już dziewiątkę. Nie jest to jednak do końca horror - bardziej thriller psychologiczny, w którym leje się trochę krwi w przyprawiający o dreszcze sposób. Mimo wszystko, skoro ta pozycja tak bardzo mi się spodobała, to nie mogę się doczekać aż sięgnę po tytuł, który udowodni mi, że King zasłużył na miano “Króla Grozy” - a wiem, że takich książek jest sporo. Teraz wystarczy tylko przekonać się o tym na własnej skórze.

   Podsumowując, książkę polecam fanom horrorów, którzy nie wymagają przerażających zdarzeń na każdym kroku, a którzy lubią czasem bać się najgroźniejszego, czyli... ludzkiej psychiki.

***

Czasem w babcinej piwnicy można znaleźć różne ciekawe skarby, w tym także podniszczone książki, których treść ciągle pozostaje niezmienna. Właśnie w taki sposób w moje ręce trafiło pierwsze polskie wydanie “Misery” z roku 1991, wydane nakładem wydawnictwa Amber Horror. Oto jak wygląda ta książka (zdjęcie nie jest moje, pochodzi STĄD).


Ładna, prawda? :) Jeśli się lepiej przyjrzyjcie, ujrzycie na siekierze krzyczącą twarz namalowaną krwią. Tyle wystarczy, aby ukazać w jednym obrazku całą magię książki.

Ciekawostka: na podstawie tego dzieła powstała również ekranizacja, a aktorka wcielająca się w Annie otrzymała Oscara za tę rolę.

***

Z wakacji już wróciłam, było świetnie! Mam ochotę przez najbliższy czas się troszkę ponudzić - tak bardzo brakowało mi nicnierobienia! Zamierzam też nadrobić zaległości książkowe oraz napisać kilka recenzji :)

Pozdrawiam!

sobota, 7 lipca 2012

"Smocza droga" - Daniel Abraham

Tytuł: “Smocza droga”
Autor: Daniel Abraham
Wydawnictwo: Ars Machina
Ilość stron: 568
Ocena: 8/10

   Fantastyka jest różnie definiowana przez mole książkowe. Zdaniem niektórych, można by do niej zaliczyć wszystkie dzieła, w których występują magiczne zjawiska. Jednak w moim odczuciu fantastyka, którą czyta się najprzyjemniej, dotyczy świata zbudowanego od podstaw przez autora, w którym występują nowe miejsca i stworzenia. Świata posiadającego własne legendy i rządzącego się swoimi prawami. Często w tych fikcyjnych krainach mamy do czynienia z wojnami angażującymi wiele istot. Takim fantastycznym dziełem jest “Smocza droga” Daniela Abrahama.

   Zacznę może od tego, że choć dzieło napisane zostało w narracji trzecioosobowej, to każdy rozdział widziany jest oczami innego bohatera. Jest to bardzo ciekawy zabieg, dzięki któremu czytelnik może patrzeć na mające miejsce wydarzenia z różnych perspektyw. W ten oto sposób poznajemy m.in. kapitana Marcusa Westera, Cithrin - sierotę będącą pod opieką banku, nieudolnego żołnierza imieniem Geder oraz Dawsona, barona Osterling. Są to główni bohaterowie powieści, z pozoru ze sobą niepowiązani. Z czasem jednak ich drogi krzyżują się, prowadząc w skutkach do niespodziewanych wydarzeń.

   Tym razem nie będę przytaczać zarysu fabuły, ponieważ myślę, że najlepiej będzie jeśli od razu sami zaczniecie czytać. Powiem tylko jedno: “Smocza droga” to dzieło fantasy, które zawiera wszystko to, co powinna mieć w sobie powieść z tego gatunku. Świat stworzony przez autora jest pięknie rozbudowany, może nie tak jak ten wykreowany przez Tolkiena, ale z pewnością warto go poznać. W jakiś sposób ułatwia to mapka umieszczona na początku. Historie bohaterów zaś są intrygujące i łączą się ze sobą w niezwykły sposób, przez co ciągle powstają nowe intrygi, czasem też nieporozumienia. A wszystko to dzieje się na tle legend o smokach, które żyły na świecie przed narodzeniem nowych ludzkich ras.

   Autor wyśmienicie skonstruował tę powieść. Nigdy nie wiadomo, co zdarzy się za chwilę. Bywa, że czytelnik czegoś się domyśla, jednak ostatecznie nie może przewidzieć ruchu każdego bohatera. Jedynym minusem było to, że początkowo nie mogłam się wciągnąć w czytanie. Dopiero po kilu rozdziałach zaczęłam się nakręcać, aż w końcu stale musiałam zaspokajać moją ciekawość, przewracając kolejne strony dzieła.

   Podsumowując, “Smocza droga” to dość obszerna książka, która zadowoli chyba każdego fana fantasy. Nawet jeśli nie przepadacie za tym gatunkiem, warto spróbować zacząć swoją przygodę z nim od tego dzieła. Nie muszę chyba dodawać, że jak większość książek, “Smocza droga” zawiera wiele fragmentów, nad którymi trzeba kilka razy się zastanowić...

“ - Odkryłem, że wiara w coś nie sprawia, że staje się to prawdą - odparł ostrożnie. 
- Istniały rzeczy, które zaakceptowałem, w które wierzyłem całym sercem, ale... myliłem się.
- Oszukano cię? - spytała.
- Oszukano - przytaknął, po czym zamilkł. - A może nie. Przynajmniej nie celowo. Niezależnie do tego, jak bardzo się mylisz, nigdy nie będzie kłamstwem to, w co naprawdę wierzysz.”

   W takim razie, zapraszam do lektury! Z tego, co mi wiadomo, jest to pierwsza część serii fantasy. Wszystkie wątki bohaterów zostały jednak zamknięte, lecz antrakt wyraźnie wskazuje, że jeszcze wiele może się wydarzyć...

Książkę mogłam przeczytać dzięki uprzejmości wydawnictwa Ars Machina.




***

Informuję, że wyjeżdżam na jakiś czas, będę dopiero po 20 lipca. Wówczas ostro zabiorę się do roboty i przyłożę się do pisania recenzji, gdyż ostatnio nie bardzo mi to idzie ;)

Udanych wakacji wszystkim życzę!