sobota, 31 marca 2012

"Nieśmiertelność zabije nas wszystkich" - Drew Magary

Tytuł: “Nieśmiertelność zabije nas wszystkich”
Autor: Drew Magary
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 464
Ocena: 9/10

   Nieśmiertelność - to słowo brzmi kusząco. Pewnie każdy z nas myślał kiedyś o tym, aby żyć wiecznie. Jesteśmy przekonani, że wtedy wszystko byłoby łatwiejsze i piękniejsze. Mielibyśmy nieograniczone możliwości, szansę na spełnienie nawet najbardziej nieprawdopodobnych marzeń oraz czas, któremu dzisiaj brakuje tak wielu ludziom. I, przede wszystkim, nie musielibyśmy bać się starości i śmierci. Ale czy ktokolwiek pomyślał, co stałoby się ze światem, gdyby każdy z nas mógł być nieśmiertelny?

“Moi pacjenci przychodzą tu i myślą jedynie: “O rany, będę nieśmiertelny!”. Nie dociera do nich jednak, co to naprawdę znaczy. Chcą wiecznego życia, ale nie rozumieją, z czym takie życie będzie się wiązać. Co przyjdzie im znosić. Nie wiedzą nawet, czy naprawdę tego pragną.”

   W 2019r. zostało wynalezione lekarstwo na nieśmiertelność. Zatrzymuje ono starzenie się komórek, ale nie czyni człowieka odpornym na kule, ostrza czy choroby. Pierwsi ciekawscy, którzy pragnęli być wiecznie piękni i młodzi, płacili tysiące, aby poddać się zabiegowi. Z czasem jednak lek rozprzestrzenił się na cały świat, a populacja wzrosła do dwudziestu miliardów ludzi... To, co początkowo miało być ogromnym krokiem w przód, stało się przyczyną klęsk, zamachów, terroryzmu. Życie ludzi miało stać się piękniejsze, tymczasem...

   Świat, w którym pojęcie starość wyszło z użycia możemy obserwować oczami Johna Farella, który prowadzi coś na kształt pamiętnika na swoim WEPS-ie. Ten sposób narracji sprawia, że powieść jest dla czytelnika bardzo wiarygodna, a wszystkie wydarzenia mające miejsce w tak innym od naszego świecie wywołują u czytelnika emocje. Nie chodzi tutaj tylko o problemy i rozterki głównego bohatera, ale także o wydarzenia, które z pewnością wstrząsnęłyby nami, gdybyśmy usłyszeli o nich w wiadomościach. To zadziwiające, do czego zdolni są ludzie, którzy problem śmierci naturalnej mają “z głowy”...

   Gdy sięgałam po “Nieśmiertelność zabije nas wszystkich” wiedziałam, że ta książka będzie inna niż wszystkie. Mówił o tym nie tylko tytuł, ale także okładka przedstawiająca Zabitą Śmierć. Nie wspominając już o początkowym dopisku: “Śmierć to dar od boga”. Drew Magary pisząc to dzieło, poruszył bardzo ciekawą tematykę, bo kogo choć w jakimś małym stopniu nie interesuje nieśmiertelność? Jednak wszystko ma swoje wady i zalety, nawet sprawy, w których widzimy same pozytywy. To dzieło pokazuje przyszłość, jaka mogłaby nadejść, gdyby faktycznie owe lekarstwo wpływające na kod genetyczny organizmu powstało. Niekoniecznie kolorową przyszłość...

   Pozycję tę czytało mi się fantastycznie. Mogłabym wymieniać praktycznie same plusy tej książki - począwszy od oryginalnej fabuły, przez sposób przedstawienia świata, aż do psychiki bohaterów. Styl autora jest świetny, dzięki czemu od tego dzieła wręcz nie można się oderwać. Każdy wątek, nawet ten dodatkowy, powodował u mnie jakieś emocje - pozytywne bądź negatywne. Często jednak byłam wstrząśnięta tym, co czytałam, ale świadczyć to może tylko o niesamowitym oddaniu sytuacji przez autora.
   Na zakończenie dodam, że to dzieło jest idealną lekturą dla osób, które choć w jakimś stopniu zaintrygował tytuł bądź okładka (a może jakiś fragment tej recenzji? :D). Mam wrażenie, że każdy może w trochę inny sposób odebrać tę książkę, ale na pewno po jej przeczytaniu inaczej będzie myślał o życiu i śmierci. Nie żałuję, że sięgnęłam po tę pozycję. Oby więcej takich książek pojawiało się na rynku!

Książkę mogłam przeczytać dzięki uprzejmości wydawnictwa Prószyński i S-ka.



 

piątek, 16 marca 2012

"Złodziej" - Megan Whalen Turner

Tytuł: “Złodziej”
Autor: Megan Whalen Turner
Wydawnictwo: Ars Machina
Ilość stron: 304
Ocena: 7/10

   Przechwałki nie prowadzą do niczego dobrego. Świetnie mógł przekonać się o tym złodziej Gen, który wszem i wobec ogłaszał: “Potrafię wykraść wszystko.” Swoim zachowaniem zapewnił sobie miejsce w więzieniu króla Sounis, skąd szanse na ucieczkę są raczej niewielkie. Dziwnym zbiegiem okoliczności pewien mag potrzebował akurat świetnego złodzieja, dzięki któremu mógłby zdobyć przedmiot o wielkiej mocy. Postanowił wykorzystać Gena jako użyteczne narzędzie, dzięki któremu mógłby dokonać czegoś, czego nikomu wcześniej się nie udało, choć wielu próbowało. Jednak czy wszystko potoczy się według oczekiwań królewskiego doradcy? Do skarbu prowadzi długa droga, którą trzeba pokonać, a niebezpieczeństwa mogą czyhać na każdym kroku...

   Po przeczytaniu pierwszych stron “Złodzieja” moja opinia o książce nie była zbyt pozytywna, gdyż właściwie wiało od niej nudą. Miałam wielką nadzieję, że wreszcie zacznie się dziać coś ciekawego i nie zawiodłam się. Podróż Gena, maga oraz obstawy z każdą chwilą stawała się coraz bardziej interesująca, w wielu miejscach nawet zabawna. W końcu doszło do tego, że nie mogłam oderwać się od książki i niecierpliwie czekałam, aż wszystko się wyjaśni.
   Na atrakcyjność dzieła w dużym stopniu wpłynęły legendy wymyślone przez autorkę oraz stworzony przez nią panteon bogów. Gdy mag lub złodziej opowiadali podczas postojów historie o stworzeniu świata, miałam wrażenie, że siedzę koło nich przy ognisku i z zapałem słucham magicznych opowieści. Miejscami były one trochę naciągane, ale myślę, że to celowe - w końcu miały sprawiać wrażenie wymyślonych setki lat wcześniej przez prostych ludzi.

   Co się tyczy zaś postaci, to największą uwagę trzeba zwrócić na głównego bohatera, a zarazem narratora powieści - Gena. Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek miała do czynienia z taką postacią. Na początku nie przepadałam za nią, gdyż denerwowało mnie ciągłe narzekanie mężczyzny i jego wieczny głód. Z czasem jednak zaczęłam zmieniać do niego stosunek, aż w końcu stał się moim ulubieńcem. Cieszę się, że nie jest to jeden z idealnych bohaterów, posiadających same chwalebne cechy. Wręcz przeciwnie - Gen to typowy złodziej - niechlujny, niewychowany, przy każdej okazji robiący na złość magowi i reszcie. Jednak cechuje go również inteligencja, spryt i przebiegłość. Gen udaje, że zależy mu tylko na sobie i ma gdzieś cały świat, swojego króla i wszystkich innych ludzi, choć prawda wygląda zupełnie inaczej. Nie sposób nie polubić tego bohatera!
   Jeśli natomiast mowa o innych postaciach, to widać, że autorka każdej z nich starała się nadawać wyjątkowy charakter. Myślę jednak, że trzysta stron to zbyt mało, aby dobrze je poznać, tym bardziej, że przez dużą część dzieła nie wszyscy byli rozmowni. Szkoda, bo uważam, że gdyby bohaterowie zostali bardziej dopracowani, a czytelnicy poznaliby więcej szczegółów z ich życia, lektura byłaby o wiele przyjemniejsza. Wzrosłaby też jej objętość, ale nie byłoby to zapełnianie stron na siłę.

   Zakończenie książki nie jest wielkie i fenomenalne, ale nie skłamię, mówiąc, że w jakimś stopniu zaskakuje. Mam jednak wrażenie, że ta historia mogłaby zostać opisana bardziej szczegółowo. Większa ilość zwrotów akcji również nie zaszkodziłaby dziełu. Mimo wszystko, pozycja przypadła mi do gustu. Można się w niej doszukać również elementów fantastycznych, które ją wzbogacają. Jestem pewna, że kolejne części będą o wiele lepsze i z przyjemnością po nie sięgnę - zrobię to głównie dla Gena.

   Podsumowując, “Złodziej” to dzieło idealne dla osób lubiących mity, legendy, a także fantastykę. Klimat tej książki pozwoli na jakiś czas oderwać się czytelnikowi od realnego świata i zapewni przyjemne wrażenia.

Książkę mogłam przeczytać dzięki uprzejmości wydawnictwa Ars Machina.



środa, 14 marca 2012

"Tam gdzie ty" - Jodi Picoult

Tytuł: “Tam gdzie ty”
Autor: Jodi Picoult
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 568
Ocena: 10/10

   Wiele kobiet marzy o posiadaniu dziecka, lecz nie każda może nosić pod sercem żywą istotę. Bezpłodność to choroba, która przychodzi niespodziewanie i często uniemożliwia osiągnięcie pełni szczęścia. Ale czy to nie jest niesprawiedliwe, że akurat ci, którzy bardzo czegoś pragną, nie mogą tego dostać? Nawet jeśli na to zasługują i starają się o to na wszystkie możliwe sposoby?

“To niesamowite, do czego zdolny jest człowiek, gdy mu na czymś bardzo zależy.”

   Zoe i Max są kochającym małżeństwem od wielu lat. Ona jest fizjoterapeutką leczącą za pomocą muzyki i z całych sił pragnie urodzić oraz wychowywać dziecko, on natomiast ma firmę ogrodniczą, a w wolnym czasie surfuje. Max bardzo kocha swoją żonę i jest w stanie zrobić dla niej wszystko - zgadza się nawet na kilkakrotne próby in vitro, które są dla nich obojga szansą na wychowanie potomka. Mężczyzna zostaje jednak zniechęcony wielokrotnymi porażkami i nie chce więcej narażać swojej żony. Występuje o rozwód, wyprowadza się i zaczyna mieszkać kątem u swojego brata - wzorca cnót chrześcijańskich - i jego małżonki. Oboje należą do Kościoła Wiecznej Chwały, w którym Max znajduje ukojenie i rozwiązanie swoich problemów.
   Zoe, zrozpaczona zaistniałą sytuacją, przeżywa wewnętrzną tragedię. Wszystko zmienia się w momencie nawiązania przyjaźni ze znajomą pedagog, Vanessą. Jednak czy uczucie, które zaczyna powstawać między kobietami, można nazwać tylko przyjaźnią? Czy Zoe właśnie zaczyna odkrywać swoją prawdziwą naturę przy boku kobiety?

“Wiesz, jakbyś się czuła, wchodząc do sali dla maluchów i siadając na malutkim krzesełku, przy malutkim stoliku, jak Alicja w Krainie Czarów? I czując, że się nie zmieścisz? Tak samo jest się ujawnić. Patrzysz wstecz i nie wyobrażasz sobie, że mogłabyś się wcisnąć w dawne ramy.”

   Drogi Maxa i Zoe krzyżują się ponownie dopiero w sądzie... Ona nadal pragnie dziecka, on zapalczywie wierzy w Boga i przestrzega przykazań. Czym to się dla nich skończy?

   “Tam gdzie ty” to moje drugie spotkanie z twórczością Jodi Picoult. Nie mam w zwyczaju wyrabiać sobie zdania o pisarzu po przeczytaniu jednego dzieła, lecz - szczerze mówiąc - poprzednie mnie zachwyciło. Tak samo było w przypadku tej książki. Urzekła mnie od samego początku i trzymała przy sobie, nie pozwalając odejść. Cenię sobie autorkę za umiejętność poruszania ważnych spraw moralnych w sposób, który zaciekawia czytelnika i pozwala wyrobić sobie własne zdanie na dany temat. W tym tekście mamy do czynienia ze starciem homoseksualizmu i chrześcijaństwa, a przy tym problemów osób niemogących mieć dzieci. Każda ze stron konfliktu ma swoje racje oraz zwolenników. W żaden sposób nie czułam się nakierowana, co uważam za plus.
   Jeśli chodzi o bohaterów, to trzech z nich jest narratorami - Zoe, Max oraz Vanessa. Dzięki temu czytelnik może spojrzeć na niektóre sprawy z innej perspektywy, zagłębiając się w refleksje osób bardzo różniących się od siebie poglądami i sposobem życia. Każda postać ma swój charakter, a przemyślenia są trafione - w ten sposób bohaterowie ożywają na kartkach książki. Dodatkowo czytanie urozmaicają utwory muzyczne znajdujące się na płycie dołączonej do książki. Czytelnik może poczuć się, jakby słyszał prawdziwy głos Zoe.

   Jeżeli lubicie czytać pozycje poruszające ważne sprawy, które mogą spotkać każdego z nas, a zarazem cenicie sobie dzieła pisane lekkim i jasnym językiem, książka Jodi Picoult pt. “Tam gdzie ty” to coś dla Was. Nie bez powodu pisarka odniosła wielki sukces - jej utwory pokazują, że z całą pewnością na to zasłużyła.

Książkę mogłam przeczytać dzięki uprzejmości portalu NaKanapie.pl


 ***

Tak, ja nadal żyję :) Ostatnio mam małe urwanie głowy, ale powoli wszystko wraca do normy, więc będzie tylko lepiej. Przepraszam jednak za nieodwiedzanie Waszych blogów - w weekend nadrobię wszystko, co mnie ominęło.

Pozdrawiam!