piątek, 24 lutego 2012

"Jutro 4. Przyjaciele mroku" - John Marsden

Tytuł: “Jutro 4. Przyjaciele mroku”
Autor: John Marsden
Wydawnictwo: Znak literanova
Ilość stron: 272
Ocena: 6,5/10

   Życie często stawia nas przed wieloma różnymi wyborami. Od tego, co zrobimy w danym momencie, zależy nasza przyszłość. Czasem decyzja jest wiadoma - w końcu jeśli będziemy rozstrzygać między dwiema opcjami, z których jedna uratuje nasze życie, a druga może ściągnąć śmierć, logicznie byłoby zdecydować się na pierwszą. Ale nie wszystko jest takie łatwe, jakim się wydaje. Bo czy można wieść spokojne i bezpieczne życie, z dala od wojny i niewolnictwa, jednocześnie godząc się z tym, że już więcej nie spotka się rodziny?
   Bohaterowie “Jutra” otrzymali od losu szansę. Mogli na zawsze porzucić Piekło i spróbować nie myśleć o miesiącach, w których każdy kolejny dzień był wielką niewiadomą. Ich decyzja była jednak inna. Dla wielu mogła wydawać się szalona. Ale w końcu są rzeczy ważne i ważniejsze...

“Nasze rodziny, rodziny i jeszcze raz rodziny. To właśnie ten argument tłumił wszystkie inne. Ciągnął nas z powrotem do domu.”

   Trzecia część serii “Jutro” okazała się świetną lekturą. Niestety, nie mogę powiedzieć tego samego o “Przyjaciołach mroku”. Irytujące było to, że praktycznie cała akcja książki skupiała się wokół jednego wydarzenia, jednej zasadzki. A przecież w poprzednich częściach bohaterowie potrafili zdziałać o wiele więcej, nie mając nikogo do pomocy. Odniosłam też wrażenie, że Ellie, podobnie jak pozostali, była zmęczona tą całą wojną i wszystkim, co do tej pory przeżyła. Po części jest to wytłumaczalne, chociaż ciężko mi było czytać przez ten drobny szczegół.
   W czwartej części serii zabrakło “tego czegoś”, co sprawiało, że nie można się oderwać od lektury. Może to z powodu braku emocjonujących wydarzeń? Może gdyby autor trochę "ścisnął" rozwlekłą w tym tomie akcję i dorzucił coś jeszcze, byłoby ciekawiej?

   Co do stylu autora, to nadal jest on lekki i przyjemny, jednak w tym wypadku nie pomogło mi to w “zjedzeniu” książki. Za bardzo mi się ona dłużyła, wystąpiło też wiele niepotrzebnych fragmentów. Przez cały czas po cichu liczyłam na to, że w końcu stanie się coś wielkiego, coś, co ożywi bohaterów i akcję dzieła. Niestety, nic takiego nie nadeszło.
   
   Ogólnie rzecz biorąc, ta część w moim odczuciu wypadła najsłabiej ze wszystkich, ale nie skreślam jej całkowicie. To nadal “Jutro”, nadal historia nastolatków postawionych przed wieloma problemami w obliczu wojny. Mam tylko nadzieję, że kolejny tom będzie o wiele lepszy i bogatszy w wydarzenia, których tutaj mi tak bardzo brakowało. Liczę też na to, że bohaterowie będą żywsi, chociaż to może być trudne, w końcu wiele przeżyli. Nie wiem, co John Marsden przygotował w “Gorączce”, ale chętnie się tego dowiem!

Książkę mogłam przeczytać dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak literanova.


***

Znudził mi się już ten szablon, chętnie zmieniłabym go na inny, ale nie mogę znaleźć odpowiedniego... Może polecacie jakieś szablony/strony z gotowcami?


Pozdrawiam serdecznie!

niedziela, 19 lutego 2012

"Numery 2. Chaos" - Rachel Ward

Tytuł: “Numery 2. Chaos”
Autor: Rachel Ward
Wydawnictwo: Wilga
Ilość stron: 384
Ocena: 10/10

   Czy dałbyś radę patrzeć na ludzi, jeśli spojrzenie w ich oczy równałoby się z poznaniem ich daty śmierci? Chciałbyś rozmawiać z rodzicami czy przyjaciółmi, wiedząc, kiedy umrą? Jakbyś się czuł, gdyby każda twarz przypominała Ci o tym, że żadne życie nie trwa wiecznie? A co byś zrobił, gdyby numery milionów ludzi były identyczne? Próbowałbyś ich uratować, wiedząc, że nikt Ci nie uwierzy?

“W numerach nie ma odpowiedzi. Są, czym są. Mówią mi tylko to, że w styczniu dużo ludzi umrze w Londynie. Coś się stanie pierwszego, coś, co zabija ludzi. I będą umierać jeszcze przez następne dni.”

   Adam odziedziczył po matce widzenie numerów. Zawsze stosował się do jej ostrzeżenia i nigdy nikomu nie mówił o swoim darze. Wszystkie daty skrupulatnie odnotowywał w notesie, aż pewnego dnia zauważył, że wiele z nich wygląda tak samo. Były to ostatnie dni życia ludzi mieszkających w Londynie. 1 stycznia 2027 - ta data oznaczać miała koniec spokojnego życia wielu osób, a początek piekła.

   W drugiej części “Numerów” mamy do czynienia z dwoma narratorami, których myśli wzajemnie się przeplatają. Adam, chłopak widzący daty śmierci, próbuje znaleźć sposób, aby uratować ludzi przed katastrofą. Natomiast Sara, dziewczyna po przeżyciach, również ma dar, który wiążę się ze zbliżającym się chaosem. Drogi dwojga bohaterów skrzyżują się, a ich wspólne działanie będzie mogło zmienić przyszłość... Tylko czyją?

“Gdybym ostrzegł ludzi, sprawił, że mnie wysłuchają, może nie zginą tysiące czy miliony. Może mógłbym ich uratować.”

   Przyznaję, że ten tom serii wywarł na mnie dużo lepsze wrażenie niż poprzedni, a przecież tamten zwalił mnie z nóg. Styl autorki nadal sprawia, że książkę czyta się przyjemnie, a wartka akcja i wiele intrygujących wydarzeń powoduje, iż ciężko odłożyć dzieło przed skończeniem lektury. Cały czas jak mantrę powtarzałam sobie “Jeszcze tylko jeden rozdział”, na którym nigdy się nie kończyło. To świadczy o tym, że “Numery” naprawdę wciągają.
   Również w tym tomie bohaterowie nie są wyidealizowani. Posiadają zalety, ale nie brakuje im także wad. Każdy z nich, tak samo jak Jem i Pająk, dźwiga ze sobą bagaż doświadczeń, który ma duży wpływ na podejmowane decyzje. W tej części jednak emocje postaci są bardziej napięte, a czytelnik wszystkie je odczuwa na sobie.

   Ogromnie polecam tę serię, przede wszystkim za niebanalną fabułę. Jeśli czytaliście już “Czas uciekać”, nie wahajcie się sięgnąć po “Chaos”. Jeżeli jednak nie mieliście okazji sięgnąć po te dzieła, zróbcie to jak najszybciej! TUTAJ znajdziecie recenzję pierwszej części. Ja już nie mogę się doczekać, kiedy sięgnę po trzeci tom “Numerów”.

Książkę mogłam przeczytać dzięki uprzejmości wydawnictwa Wilga.


***

Już połowa ferii za mną, a mam jeszcze tyle do zrobienia. Ech...

Muszę trochę ponarzekać na antyspam na blogspocie, bo szlag mnie trafia, jak muszę się wysilać, żeby odszyfrować tajemne kody. No i po co to ulepszali, żeby utrudnić ludziom życie?


wtorek, 14 lutego 2012

"Nie jestem seryjnym mordercą" - Dan Wells

Tytuł: “Nie jestem seryjnym mordercą”
Autor: Dan Wells
Wydawnictwo: Znak emotikon
Ilość stron: 256
Ocena: 8,5/10

   Każdy z nas ma jakieś zainteresowania. Jedni uwielbiają grać w piłkę, drudzy czytać książki, a jeszcze inni zbierać znaczki. Zwykle poświęcamy dużo czasu swojemu hobby, bo sprawia nam przyjemność. Lubimy też mówić o nim innym ludziom, opowiadać o swoich osiągnięciach czy też pokazywać różne kolekcje. Przeważnie jednak interesujemy się normalnymi sprawami, które nie wzbudzają w nikim podejrzeń. Bo czy jest coś złego w graniu w koszykówkę albo w śpiewaniu?
  John Cleaver ma piętnaście lat i nietypowe hobby - uwielbia seryjnych morderców. Namiętnie o nich czyta, a nawet pisze wypracowania na ich temat - w końcu są częścią historii. Nigdy nie obrzydzał go widok zwłok, obojętnie w jak złym stanie by się znajdowały. Przecież od wielu lat pomaga matce i cioci w balsamowaniu zmarłych. Budowa ludzkiego ciała, a zwłaszcza martwego ciała, bardzo go interesuje. Bardziej niż powinna.

“Seryjnymi mordercami niemal zawsze steruje wewnętrzny przymus, są jego niewolnikami. Zabijają, bo muszą i nie potrafią się od tego powstrzymać.”

   Pewnego dnia w miasteczku Clayton rozpoczyna się dziwna seria morderstw. Policja nie radzi sobie ze znalezieniem i ujęciem sprawy, a z każdym dniem ryzyko śmierci kolejnego mieszkańca miasta wzrasta. John jako jedyny potrafi myśleć jak seryjny morderca - w końcu ma z nimi wiele wspólnego. Nigdy jednak nie zamierzał zabijać. Chciał być normalnym nastolatkiem, dlatego ustanowił sobie zasady, których dla dobra własnego i innych nie mógł złamać. Ale czy w przypadku coraz częstszych morderstw jakiekolwiek zasady mają znaczenie? Co, jeśli tylko John potrafi dopaść sprytnego zabójcę? Mało prawdopodobne, że ktoś mu uwierzy. W końcu jest tylko bezuczuciowym piętnastolatkiem-socjopatą...

“- Strach jest... jest dziwną rzeczą, kiedy się o nim myśli. Ludzie boją się tylko innych, nigdy nie boją się samych siebie.
- A ludzie powinni bać się samych siebie?
- Bać się można rzeczy, które od nas nie zależą - oświadczyłem - przyszłości, ciemności czy kogoś, kto próbuje cię zabić. Sam siebie nie przerażasz, bo zawsze wiesz, co zrobisz.”

   “Nie jestem seryjnym mordercą” to powieść o intrygującej i oryginalnej fabule. Nie łatwo jest przewidzieć kolejne wydarzenia oraz zachowania bohaterów. To po prostu świetnie skonstruowany thriller, choć nie mogę powiedzieć, że mrożący krew w żyłach. Owszem, występują w tym dziele drastyczne sceny, ale nie są one zbyt wstrząsające. Za to dla niektórych niesmaczne mogą wydać się momenty balsamowania zwłok, dokładnie opisywane przez autora. Ale nawet w tym przypadku nie można mówić o zbyt wielkim obrzydzeniu. Takie sceny mają na celu uświadomić czytelnika, że główny bohater podchodzi do spraw “naprawiania” zmasakrowanego ciała jak do robienia zakupów w ulubionym sklepie. Trzeba to zrobić i już, ale przy okazji można czerpać z tego przyjemność...

   Książkę bardzo szybko się czyta, co w dużym stopniu jest zasługą lekkiego pióra autora. Narratorem utworu jest nastolatek, dlatego nie występują w nim trudne pojęcia czy rozległe opisy. Wszystko jest konkretne, przez co akcja cały czas się toczy, a czytelnik z każdą kolejną przeczytaną stroną chce wiedzieć, jak to wszystko się skończy. Warto wspomnieć, że w tej pozycji występuje wątek fantastyczny, który urozmaica całość, ale nie przeszkodzi w czytaniu osobom, które za fantastyką nie przepadają. Nie mamy też do czynienia z żadnym naiwnym romansem, jak to w książkach młodzieżowych bywa. Dlatego też polecam tę powieść wszystkim, bez względu na wiek (choć dla wyjątkowo młodych czytelników to dzieło może się  nie nadawać ze względu na owe “drastyczne” sceny). Jeśli jesteście fanami “Dextera”, to jest to coś dla Was. Jeśli nie, nic nie szkodzi. Może akurat spodoba Wam się styl Dana Wellsa i opisana przez niego historia Johna. Gwarantuję, że wielu z Was po lekturze powieści może mieć ochotę poczytać w internecie o seryjnych mordercach, obierających oryginalne metody zabijania :)

Książkę mogłam przeczytać dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak emotikon.


***

Część druga - “Pan Potwór” już na mojej półce. Mam nadzieję, że ten tom będzie równie dobry, jak poprzedni, a może nawet lepszy! :)

sobota, 11 lutego 2012

"Koniec gry" - Anna Onichimowska

Tytuł: “Koniec Gry”
Autor: Anna Onichimowska
Wydawnictwo: Znak emotikon
Ilość stron: 208
Ocena: 6,5/10

   Żyjemy w świecie, w którym zewsząd otacza nas nietolerancja. Często jej nie zauważamy i ciągle słyszymy od rodziny i przyjaciół, że dla nich kolor skóry czy orientacja seksualna nie ma żadnego znaczenia. W wielu przypadkach są to jedynie słowa rzucane na wiatr, które nie mają pokrycia w rzeczywistości. Ludzie mówią, że homoseksualizm im nie przeszkadza, ale zazwyczaj zmieniają zdanie, kiedy dowiadują się, że ich dziecko/brat/siostra/ktoś z rodziny/przyjaciel (niepotrzebne skreślić) woli przedstawiciela tej samej płci. Skąd to się bierze? Czy nie powinniśmy się nawzajem szanować, pozwalając drugiej osobie mieć swoje własne zdanie i poglądy? Skoro nikt nie krzywdzi nas swoją odmiennością, to skąd u nas ta nienawiść?

“Każdy ma prawo żyć po swojemu, jeśli nie krzywdzi tym innych. Ma prawo ubierać się jak chce, czytać to, na co ma ochotę i głośno mówić, co myśli. Ma prawo również decydować o tym, czy woli być z kobietą, czy mężczyzną, czy może z kobietą i mężczyzną jednocześnie, o ile nie dzieje się to wbrew ich woli. Na tym polega wolność i demokracja.”

   Aleksander jest już prawie dorosły. Nigdy specjalnie nie wyróżniał się z tłumu. Miał też umiarkowany kontakt ze swoją rodziną, chociaż nie można tego powiedzieć, jeśli chodzi o jego stosunki z bratem bliźniakiem. Chłopcy nigdy się nie rozumieli, nie mogli znaleźć wspólnego języka. Łączące ich nikłe więzi braterstwa osłabły wskutek różnych wydarzeń, mających miejsce przed ich wkroczeniem w dorosłość.
   W czasie wakacji Alek miał okazję wyjechać do Anglii, aby pomóc wujowi Ludwikowi w jego pracy i tym samym zarobić. To była dla niego wspaniała przygoda. Jego życie wreszcie zaczęło się zmieniać - miał najpiękniejszą dziewczynę w szkole, Renię, zrobił sobie urlop za granicą i zaprzyjaźnił się z brytyjską rodziną, u której służył jako pomocnik kamerdynera Ludwika. Musiał jednak wrócić do domu wcześniej, niż planował, ponieważ dostał telefon z Polski z informacją o wypadku ojca. Wrócił do kraju i został tam już do końca wakacji. Ale wówczas wiele zaczęło się zmieniać...

“Może szczęście jest pełniejsze, kiedy przemierza się w jego poszukiwaniu dalekie przestrzenie, a droga najeżona jest niebezpieczeństwami? Może radość ze zdobyczy powinna być nagrodą za długie niepewne wyczekiwanie?”

   “Koniec gry” to krótka opowieść o szukaniu siebie, a także o postępowaniu zgodnie ze swoim sumieniem, wbrew sprzeciwom innym, nawet rodziny. Śledzimy życie Aleksandra - nastolatka, który powoli odkrywa, że różni się od swojej rodziny i znajomych. Nie wstydzi się swojej orientacji seksualnej, przez co ma wiele kłopotów, choćby ze strony najbliższych. Jak sobie z tym poradzi?

   Nie czytałam wcześniej żadnego dzieła Anny Onichimowskiej, ale ta pozycja nie zachęciła mnie do sięgnięcia po inne książki autorki. Poza tym, że przekazuje czytelnikowi różne ważne wartości, nie ma w sobie niczego zachwycającego. Osobowość postaci jest słabo skonstruowana. Z trudem czuje się, że one żyją. Największym minusem jest charakter głównego bohatera, który zarazem jest narratorem. Aleksander opisuje wiele znaczących dla siebie wydarzeń, które wręcz powinny być naszpikowane jego emocjami. Tymczasem wszystko, co opowiada, ma jedną, nudną melodię. Przez to ma się wrażenie, że bohater pisze o tym wszystkim od niechcenia i jest wyprany z uczuć.

   Nie wiem, co jeszcze mogę napisać o tym dziele. Pomysł autorki mógł zostać doszlifowany i lepiej zrealizowany. Właściwie wszystko, co ważne w tym dziele ujęte zostało w powyższych dwóch cytatach. Reszta to nieciekawy dodatek.
   Nie polecam tego dzieła wymagającym czytelnikom. Możecie po nie sięgnąć, jeśli naprawdę nie macie co robić, a w domu nie ma żadnej innej nieprzeczytanej pozycji. Może Wam się spodoba. Może zauważycie w tej książce coś, czego ja nie widziałam i lepiej ją odbierzecie.

Książkę mogłam przeczytać dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak emotikon.


***


Zaczęły się ferie, więc ja zabieram się za odwiedzanie Waszych stron :)



środa, 1 lutego 2012

"Dziewczyna z Pomarańczami" - Jostein Gaarder

Tytuł: “Dziewczyna z Pomarańczami”
Autor: Jostein Gaarder
Wydawnictwo: Jacek Santorski & Co Agencja Wydawnicza
Ilość stron: 144
Ocena: 10/10

   “Siedzisz wygodnie, Georg? Ważne, byś miał przynajmniej o co się oprzeć, bo zamierzam Ci teraz opowiedzieć niezwykle emocjonującą historię...”

   Tymi słowami rozpoczyna się list do piętnastoletniego George’a, napisany przez jego ojca. Właściwie nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że tata chłopaka zmarł, gdy ten miał zaledwie cztery lata. Być może list nie trafiłby nigdy do adresata, jednak babcia George’a przeszukała jego starą spacerówkę i sprawiła, że chłopak po raz pierwszy mógł tak naprawdę wysłuchać i zrozumieć ojca. A Jan Olav zawsze marzył o opowiedzeniu swojemu synowi pewnej historii. Historii Dziewczyny z Pomarańczami, która na zawsze odmieniła jego życie.

“Ale czym jest człowiek, Georg? Ile jest wart? Czy jesteśmy tylko pyłem wirującym w powietrzu i ciskanym na cztery wiatry?”

   “Dziewczyna z Pomarańczami” to dzieło liczące jedynie sto czterdzieści cztery strony. Zapewniam jednak, że każde słowo znajdujące się na stronicach tej książki ma magiczną moc. Sprawia, że na chwilę przenosimy się do baśniowego świata, w którym rządzi przypadek. I choć może wydawać się nam, że prawdziwemu życiu daleko do bajki, po przeczytaniu tego dzieła zrozumiemy, że byliśmy w błędzie. Bo baśń tworzą ludzie, których kochamy, a nie wróżki i karoce z dyni. Każdy dzień jest kolejnym rozdziałem naszej własnej historii i tylko od nas zależy, jak się ona potoczy.

“Żyjemy w jednej wielkiej baśni, a nikt nie wie, czym ona jest. Tańczymy, bawimy się, gadamy i śmiejemy się w świecie, którego powstania nie potrafimy pojąć.
- Ten taniec i zabawa to muzyka życia - powiedziałem. - Znajdziesz ją wszędzie tam, gdzie są ludzie, tak jak w słuchawkach wszystkich telefonów słychać sygnał.”

   Stukam w klawiaturę, pisząc tę recenzję, ale nie jestem w stanie przelać na nią moich uczuć. Nigdy wcześniej nie czytałam tak krótkiego i zarazem wspaniałego dzieła, które mogłoby wpłynąć na mój sposób patrzenia na świat w tak dużym stopniu. Chociaż, jak wspomniałam, pozycja ta nie jest zbyt obszerna, przekazuje czytelnikowi to, co powinna. Może nawet ktoś odnajdzie dzięki niej sens życia? Może spróbuje zmienić się na lepsze i naprawić błędy przeszłości?

“Życie to gigantyczna loteria, w której widoczne są tylko wygrane losy.”

   “Dziewczyna z Pomarańczami” to niezwykle ciepła i dająca do myślenia opowieść o miłości - nie tylko do kobiety, ale także do rodziny. To współczesna baśń, różniąca się od tych tradycyjnych, kończących się happy endem. Chociaż, kto wie, czy koniec tego dzieła w pewien sposób nie zadowolił bohaterów i nie napełnił ich serc szczęściem...
   Jedno wiem na pewno - po tę pozycję może sięgnąć każdy, zarówno osoby młode, jak i starsze; świeży czytelnicy oraz mole książkowe. Każdy z Was powinien doszukać się w tej pozycji czegoś, co pozwoli na ciekawe przemyślenia. Każdy z Was odnajdzie w niej swój własny morał.

***
Recenzja odkopana z tych "na zapas".