czwartek, 27 grudnia 2012

"Czerwień rubinu" - Kerstin Gier

Tytuł: “Czerwień rubinu”
Autor: Kerstin Gier
Wydawnictwo: Egmont
Ilość stron: 344
Ocena: 6/10

   “Czerwień rubinu” to pierwsza część “Trylogii czasu”, która stała się międzynarodowym bestsellerem. Całkiem niedawno głośno było o tej serii na blogach i z pewnością zna ją wielu z Was. Osobiście czytałam mnóstwo pochlebnych recenzji i opinii zachęcających do sięgnięcia po to dzieło. Tak też zrobiłam, zastanawiając się, co takiego znajdę w owej książce, skoro podobno jest powalająca. Do teraz nie bardzo wiem, ponieważ moim zdaniem, szału nie ma. Ale zacznijmy od początku.

   W domu szesnastoletniej Gwendolyn wszyscy ciągle rozprawiają o podróżach w czasie. Jest to spowodowane tym, że w jej rodzinie niektóre kobiety posiadają gen, który pozwala przeskakiwać w przeszłość. Według kronik ostatnią, dwunastą podróżniczką, która zamknie Krąg ma być kuzynka bohaterki, Charlotta. Okazuje się jednak, że zaszło dość dziwne nieporozumienie i to właśnie w krwi Gwendolyn znajduje się czynnik x umożliwiający owe przeskoki. Jej rodzina nie może się z tym pogodzić, również dlatego, że dziewczyna nie była szkolona do podróży, co bardzo utrudnia sprawę. Zwłaszcza w obliczu misji, jaka czeka ją u boku Gideona - jedenastego podróżnika, zamykającego męską linię dziedziczenia genu. Trzeba jednak wierzyć, że oboje poradzą sobie z zadaniem, które muszą wykonać, choć jest ono owiane wieloma nieodkrytymi tajemnicami.

   Sięgając po to dzieło, nastawiałam się na oryginalną i zabawną lekturę, w której na każdym kroku pojawiać się będą nowe, intrygujące sekrety. Moje oczekiwania nie do końca się sprawdziły, choć nie mogę powiedzieć, że jestem kompletnie rozczarowana. Sam pomysł na fabułę jest świetny, to prawda, choć gorzej z realizacją. Mam wrażenie, że “Czerwień rubinu” to jeden wielki wstęp do powieści, która (być może) rozpocznie się dopiero w kolejnych tomach. Akcja w tej książce rozkręca się dopiero na końcu i zostaje brutalnie urwana w momencie, w którym jest więcej pytań niż odpowiedzi, co jest dość dziwnym zabiegiem. Aż do ostatnich rozdziałów razem z Gwendolyn próbujemy choć trochę zrozumieć, o co chodzi z Kręgiem Krwi, chronografem i tym całym podróżowaniem w czasie, a jest to trochę skomplikowane. Sprawy nie ułatwiają owe tajemnice, które piętrzyły się z każdą kolejną stroną, jednocześnie wciągając czytelnika w powieść. Działają one na korzyść pozycji, lecz nie naprawiają fabuły, która chwilami wydaje się taka... dziurawa. Jeśli zaś chodzi o humor, który był zapowiadany, to w jakimś stopniu można go zauważyć, więc nie jest tak źle, jak na początku mogło się wydawać. Gorzej z bohaterami...

   Narratorka i nasza główna postać, Gwendolyn, jest dość dziwną osobą. Czasem nie mogłam zrozumieć jej zachowania, które chwilami było zbyt dziecinne jak na szesnastolatkę. Dziwne, ale to wcale nie sprawiło, że jej nie polubiłam - wręcz przeciwnie. Wypadła na dość miłą, choć niezbyt interesującą bohaterkę, ale jednocześnie taką, której nie można znienawidzić. Nie jestem pewna, jak to odebrać.
   Oczywiście, nie obeszłoby się bez tego “bezczelnego, aroganckiego, choć bosko przystojnego młodziana”, który powoli zakochuje się w Gwendolyn. Wydawało mi się, że przeczytałam na tyle dużo książek, żeby wiedzieć, kiedy bohater rzeczywiście jest arogancki i uszczypliwy, ale w wypadku Gideona nie zostało to zbytnio podkreślone. Brakowało mu choćby tej skłonności do sarkastycznych docinek, które przecież uwypuklają pozorny brak zainteresowania postaci "tą dziewczyną", jeśli już zdecydowano się tak to zorganizować. Sądzę, że autorka próbowała zrobić z Gideona zniewalającego przystojniaka, który w oczach Gwendolyn jest “bufonem” i tak sobie myślę, że ostatecznie nikt poza nią tego nie widzi, nawet czytelnik. Pomysł był, ale nie do końca wyszedł.

   Ciężko podsumować tę pozycję, przyznaję. Dzieło Kerstin Gier jest jak wyjątkowy kamień szlachetny (wiem, że to idealne porównanie :D), który kusi i wydaje się pięknie prezentować, ale ostatecznie nie został oszlifowany. To trochę irytujące, że świetnego pomysłu niedopracowano. Wystarczyłoby trochę podreperować kreacje postaci, a już całość wypadłaby o wiele lepiej. Mimo to, nie mogę powiedzieć, że książka mi się nie podobała, bo to nieprawda. Nie żałuję czasu spędzonego z tą lekturą, bo zleciał on szybko i przyjemnie i na pewno sięgnę po kolejne części (w końcu też chcę poznać te wszystkie tajemnice!). Mam tylko nadzieję, że ten tom faktycznie był wstępem do powieści z wartką i zaskakującą akcją, na którą natknę się w “Błękicie szafiru”.

*** 

Już 29 grudnia miną dwa lata, odkąd piszę tego bloga... Strasznie szybko to zleciało ^^ Ale nie da się ukryć, że nie byłam zbyt wydajna, co - jak może zauważyliście - staram się powoli zmieniać :) Dlatego w ostatni dzień tego roku opublikuję post, będącego ogólnym podsumowaniem i dodatkowo obietnicą moich własnych postanowień związanych z blogiem. Mam nadzieję, że się uda :D

20 komentarzy:

Gosiarella pisze...

Cała trylogia jest bardzo przyjemna, niestety trzeba ją czytać jako całość, a nie oddzielne ksiązki - trochę to dziwne, ale cóż.

Carline pisze...

Sama nie wiem co myśleć o tej serii. Raz chcę ją bardzo przeczytać, innym razem wręcz przeciwnie ;d może kiedyś w końcu przeczytam

Alys pisze...

Za to ja byłam tą książką jak i całą trylogią zachwycona. Może w następnych częściach przekonasz się co do bohaterów ;)

Hanna pisze...

Sama nie wiem... Opinie są bardzo różne, poza tym tyle się ich już naczytałam, że chyba nie miałabym żadnej przyjemności z czytania tej książki...

Taki jest świat pisze...

Dla mnie lektura ta była świetną lekturą:)

Upadły czy Anioł pisze...

cały cykl mam dopiero w planie :)

2 lata spory czas :) ja niedawno świętowałam pierwszy rok, ale też z wydajnością u mnie różnie :)

Agata pisze...

W planach :)

Magda pisze...

mam w planach, ale nie najbliższych :) tylko coś się obawiam, że nie polubię głównej bohaterki :)

Tirindeth pisze...

Kocham tę serię więc liczę na to, że kolejne tomu jakoś Cię przekonają do Gwen, bo to naprawdę niesamowita postać ;)

Pomiń. pisze...

Jestem zachwycona lekturą. Czytałam ją miesiąc temu i muszę przyznać, że nigdy nie miałam do czynienia z czymś takim. Połączenie powieści dla nastolatek i historii. Znaleźć można tam także niebanalne dialogi i postacie. Gorąco polecam, nie pożałujecie przeczytania. (:

Sheti pisze...

Wszyscy się tą serią zachwycają, dla mnie ta książka była średnia.

Ciarolka pisze...

Uwielbiam całą trylogię, a najbardziej trzecią część;) Nie mogę się doczekać filmu;)

DżejEr/Carmen pisze...

Ma być ekranizacja i jestem jej bardzo ciekawa. Książki nie czytałam, ale wydaje mi się przyjemna i dość dobra. Poczytałam sporo pozytywnych recenzji... Może będę miała kiedyś okazję ją przeczytać, ale na razie się na to nie zanosi. Miałam ochotę kupic ostatnio pakiet, ale jakoś pomysł się rozwiał... i niech na razie tak pozostanie;)
Pozdrawiam:D

Sol pisze...

Ja bardzo lubię Gwen Gideona pana X i całą serię ;)

Meme pisze...

Już jakiś czas temu słyszałam o tej pozycji i mam na nią, mimo wszystko, ochotę :) Zastanawiałam się tylko czy nie spróbować przeczytać jej w oryginale :P

Amelia Grey pisze...

Mam ebooka tej książki (którego dostałam za darmo), ale poluję na wersję papierową, bo wolę zdecydowanie takie. Nie mogę się doczekać, kiedy w końcu przeczytam - mam nadzieję, że przed ekranizacją:)

Miłośniczka Książek pisze...

Trylogię mam w planach, choć nie mam pojęcia, kiedy i czy w ogóle uda mi się po nią sięgnąć.
2 lata? Pięknie, pozazdrościć! :D

awiola pisze...

Słyszałam o tej trylogii jakiś czas temu. Wydaje mi się, że warto do niej zajrzeć.

Dominique pisze...

Miałam na nią ochotę.. ale jakoś nie przeczytałam do dzisiaj. Może kiedyś..

Ashera pisze...

Rzeczywiście, fabuła wydaje się świetna. Oryginalny pomysł. Boję się trochę, że główna bohaterka mi się nie spodoba...;/ Może kiedyś.

Prześlij komentarz

Drogi Czytelniku! Bardzo mi miło, że się tutaj znalazłeś. Jeśli spodobał Ci się post i chcesz podyskutować - zostaw komentarz :)