niedziela, 22 lipca 2012

"Misery" - Stephen King

Tytuł: “Misery”
Autor: Stephen King
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 368
Ocena: 9/10

   Sławni ludzie, tacy jak aktorzy czy pisarze, mają wielu fanów. Na pewno przyjemność sprawiają im listy wysyłane przez wielbicieli. Jednak przesadne uwielbienie może być niebezpieczne w skutkach, o czym doskonale przekonał się Paul Sheldon, bohater powieści Kinga zatytułowanej “Misery”.

   Paul zdobył popularność dzięki serii powieści romantycznych rozgrywających się w XIX wieku, których główną bohaterką była tytułowa Misery. Kobiety z wypiekami na policzkach czytały każde jego najnowsze dzieło, przez co fanek ciągle przybywało. Jedną z nich, Annie Wilkes, Paul poznał (niestety) szczególnie dobrze. Gdyby nie ona, pisarz zmarłby w swoim samochodzie, który uległ wypadkowi na pewnym odludziu. Annie zabrała Paula do swojego domu i opiekowała się nim - w końcu kiedyś pracowała jako pielęgniarka. Nie czuła potrzeby wezwania pogotowia, bo przecież miała wszystko, czego rannemu było potrzeba - doświadczenie oraz leki uśmierzające ból...

“Dawała mu pigułki, które sprowadzały fale zatapiające pale bólu. Pigułki były przypływem. Annie Wilkes była księżycową obecnością.”

   Paul Sheldon miał szczęście, że przeżył wypadek, bo został przez kogoś uratowany. Miał też pecha, że tym kimś była Annie - kobieta psychicznie chora, która miała ustalony własny system wartości w swoim wyimaginowanym świecie. Paul był od niej uzależniony, gdyż nie mógł poruszać się na połamanych nogach oraz potrzebował codziennej dawki lekarstw. Ona zaś stawała się coraz bardziej niebezpieczna - jak duże dziecko, które niszczy wszystko wokół, jeśli coś nie pójdzie po jego myśli. Z tym że Annie bez skrupułów niszczyła ludzi.

  “Misery” to trzecia książka Kinga, jaką miałam okazję przeczytać. Muszę przyznać, że wstrząsnęła mną najbardziej. Nie chodzi tylko o ilość krwawych scen, jakie miały w niej miejsce (za którymi właściwie - o, zgrozo! - nawet przepadam), ale też o sposób przedstawiania wydarzeń przez autora. Wszystkie sytuacje obserwowałam z perspektywy Paula, z którym zżyłam się na swój sposób. Właśnie przez to tak bardzo przeżywałam każdą krzywdę i torturę, jakiej doznawał. Właśnie przez to cieszyłam się i jednocześnie niepokoiłam, kiedy dostawał szansę przeżycia. Właśnie przez to cały czas miałam nadzieję, że wyjdzie z tego - może nie “cało”, ale z życiem. Nadzieja matką głupich, jak to mówią, ale każda matka kocha swoje dzieci...

  Stephen King na pewno nie jest Wam obcy. Nie każdy przepada za jego twórczością, ale tak już bywa, że nie można się wszystkim podobać. Osobiście podczas lektury “Carrie” i “Zielonej mili” nie byłam jakoś nadzwyczajnie zachwycona. Przy “Misery” zaś pokochałam pióro Kinga. Jego styl, tak bardzo charakterystyczny z wieloma dziwnymi (acz barwnymi) porównaniami ("język zwisał na brodzie jak sznurek do zaciągania rolet") zawsze mi się podobał. Jeśli natomiast chodzi o fabułę, to wśród tych trzech tytułów “Misery” wygrywa. Pomysł na tę książkę nie był skomplikowany, ale intrygujący. Dodajmy do tego świetne wykonanie i mamy dzieło, które zasługuje na wystawioną już dziewiątkę. Nie jest to jednak do końca horror - bardziej thriller psychologiczny, w którym leje się trochę krwi w przyprawiający o dreszcze sposób. Mimo wszystko, skoro ta pozycja tak bardzo mi się spodobała, to nie mogę się doczekać aż sięgnę po tytuł, który udowodni mi, że King zasłużył na miano “Króla Grozy” - a wiem, że takich książek jest sporo. Teraz wystarczy tylko przekonać się o tym na własnej skórze.

   Podsumowując, książkę polecam fanom horrorów, którzy nie wymagają przerażających zdarzeń na każdym kroku, a którzy lubią czasem bać się najgroźniejszego, czyli... ludzkiej psychiki.

***

Czasem w babcinej piwnicy można znaleźć różne ciekawe skarby, w tym także podniszczone książki, których treść ciągle pozostaje niezmienna. Właśnie w taki sposób w moje ręce trafiło pierwsze polskie wydanie “Misery” z roku 1991, wydane nakładem wydawnictwa Amber Horror. Oto jak wygląda ta książka (zdjęcie nie jest moje, pochodzi STĄD).


Ładna, prawda? :) Jeśli się lepiej przyjrzyjcie, ujrzycie na siekierze krzyczącą twarz namalowaną krwią. Tyle wystarczy, aby ukazać w jednym obrazku całą magię książki.

Ciekawostka: na podstawie tego dzieła powstała również ekranizacja, a aktorka wcielająca się w Annie otrzymała Oscara za tę rolę.

***

Z wakacji już wróciłam, było świetnie! Mam ochotę przez najbliższy czas się troszkę ponudzić - tak bardzo brakowało mi nicnierobienia! Zamierzam też nadrobić zaległości książkowe oraz napisać kilka recenzji :)

Pozdrawiam!

28 komentarzy:

Dominique pisze...

I to własnie mój problem uwielbiam Kinga i niewżne co napisze ja i tak to przeczytam .. nawet jeśli będzie to totalna głupota .. to się chyba nazywa ślepe zakochanie w autorze xD

Wpadnij do mnie

Floss pisze...

Och King, można go kochac jak i nienawidzić, bo jest on jednym z najbardziej specyficznych autorów, z którymi miałam do czynienia. Styl pisania nie do podrobienia i ten charakterystyczny wzrost napięcia.
"Misery" po prostu kocham. :)

Nati pisze...

Ja nie jestem fanką horrorów, a do Kinga jestem zrażona śmiertelnie po "Zielonej mili". Dla mnie gniot jakich mało... Po kolejne powieści tego pana nie prędko sięgnę. O ile w ogóle.

Querida pisze...

Do tej pory czytałam tylko "Carrie" Kinga. Nie zrobiła na mnie co prawda jakiegoś wielkiego wrażenia, ale chętnie sięgnę po recenzowaną przez Ciebie książkę. :)

Papierowa panna pisze...

Lubię Kinga, choć słyszałam pewne "miejskie legendy", że pisarz nie mógł napisać wszystkich powieści, bo jest ich zbyt wiele... ja osobiście w to nie wierze, bo jego styl jest jeden jedyny;) Misery jeszcze nie przeczytałam ale słyszałam, że jest świetna i słyszałam też, że film jest rewelacyjny;) wszystko przede mną

Larysa pisze...

Czytałam i bardzo miło wspominam :)

Magda pisze...

oglądałam film baaardzo dawno temu, ale pamiętam że wtedy mi sie podobał, mam nadzieję, że jak sięgnę po ksiązkę to będę miała podobne odczucia :)

Taki jest świat pisze...

Książka i jej ekranizacja świetne

Antyśka (Meow) pisze...

Książka według mnie genialna, czytałam ją z wypiekami na twarzy. Byłam ciekawa co takiego wymyśliła ta psychopatka jeszcze dla Paula. A co gorsza, każda zadawana mu tortura miała swoje odzwierciedlenie we mnie. Jeżeli coś tyczyło się jego nogi, mnie bolało w tym samym miejscu i jednocześnie kurczyłam ją i przysuwałam jak najbliżej ciała. Polecam książkę każdemu, naprawdę!

Szkoda, że ja nie mam takich cudownych piwnic w mojej rodzinie. Kiedyś moja mama, babcia i inni czytali wiele książek. Nie wiedzieli, że ja zarażę się tą pasją, byłam przecież malutka. I książki poszły w ogień. Serce boli do dziś!

kasandra_85 pisze...

Uwielbiam Kinga:))

Catalina pisze...

Ja Kinga jeszcze nic nie czytałam, ale ma w planach ;)

Miłośniczka Książek pisze...

po książkę z chęcią bym sięgnęła, gdyż bardzo lubię autora :)

Dosiak pisze...

Koniecznie muszę w najbliższym czasie przeczytać coś Kinga. Lubię jego styl i pomysły na te wszystkie niespodziewane zdarzenia. "Misery" jest na mojej liście :)

Sheti pisze...

Już niedługo zaczynam swoją przygodę z tym panem! :D

Natula pisze...

Akurat tej książki nie czytałam, ale oglądałam film, który zresztą bardzo mi się podobał. Przygodę z Kingiem zaczęłam od doskonałej "Dolores Claiborne", później już nie mogłam przestać, chociaż ten autor jak mało kto ma też totalne niewypały, mimo to lubię tego pisarza :)

Sylwia_85 pisze...

King - klasyka, a ja ciągle nie mam na niego czasu. Muszę nadrobić.

maryelizabeth pisze...

Była to chyba pierwsza książka, którą przeczytałam od Kinga. I chyba nadal pozostanie dla tą jedyną i najlepszą. Lektura taka... hipnotyzująca, nazwałabym. Pomimo, że to tylko słowa na kartkach - trzymały mnie w napięciu od początku do końca. Fantastyczna książka, której nigdy nie zapomnę. Pozdrawiam.

Tirindeth pisze...

Na bank przeczytam - nie wiem tylko jeszcze, kiedy :) Póki co jestem zawalona zaległymi lekturami ;)

Paweł pisze...

Uwielbiam Kinga, dlatego z chęcią przeczytam! Poza tym świetna recenzja!
Pozdrawiam!;)

Agata pisze...

Ojejku, Pan King jet moim marzeniem, za którego realizację na razie się nie biorę. Mam ogromny szacunek do autora i wydaje mi się, że jego książki trzeba czytać godnie, a wiem, że ja na dzień dzisiejszy nie zrobiłabym tego tak, jak należy. Więc Pan King czeka na swoją kolej w mojej liście książek ;)

hadzia pisze...

Muszę się w końcu zabrać za Kinga;)

Kala pisze...
Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.
awiola pisze...

Stephen King mój mistrz horroru. Często wracam do tej książki.

Kinga pisze...

Swego czasu wypożyczyłam Misery z biblioteki i... oddałam bo chciałabym mieć swój egzemplarz, który stanie obok pozostałych książek autora :)
Przeczytam z pewnością, tym lepiej wiedzieć, że to jedna z lepszych książek Króla :)

Scarlett pisze...

Wszyscy Kinga znają oprócz mnie :-)
Dotąd nie przeczytałam żadnej jego książki.

Ruda pisze...

Lubię Kinga i przeczytałam już kilka jego książek, jednak ostatnio chyba przedawkowałam, bo zaczął mnie potwornie męczyć :) grube tomiska i te opisy... :) ale to nie znaczy, że odstawiam go na bok. Wręcz przeciwnie! w stosiku już czeka na mnie "cmętarz zwierząt" :) "Misery" nie czytałam, ale może kiedyś nadrobię :)

Dominika Anna pisze...

Lubię autora. Tej książki jeszcze nie czytałam, ale taka wysoka ocena zachęca i rozejrzę się za nią następnym razem w bibliotece :)

Simon pisze...

Naprawdę świetna książka. King daje tutaj prawdziwy popis umiejętności, bowiem buduje klimat i napięcie w sytuacjach bardzo statycznych. Mężczyzna przykuty do łóżka, a jako jego wróg kobieta, która w normalnych okolicznościach nie mogłaby mu nic zrobić. Ale Stephen znakomicie oddaje charaktery bohaterów, przedstawia nam co w nich siedzi i groza staje się przez to coraz bardziej autentyczna. Bardzo mi się podobało.

Pozdrawiam

Prześlij komentarz

Drogi Czytelniku! Bardzo mi miło, że się tutaj znalazłeś. Jeśli spodobał Ci się post i chcesz podyskutować - zostaw komentarz :)