poniedziałek, 31 grudnia 2012

Podsumowanie roku i postanowienia


Właśnie minął kolejny rok, który obfitował w naprawdę wiele różnych wydarzeń i premier książkowych. Mam nadzieję, że dobrze zleciał Wam ten czas, ale i tak na pewno 2013 będzie o wiele lepszy : ) Poza rokiem kalendarzowym, rozpoczyna się także trzeci rok działalności tego bloga - to aż zadziwiające, przynajmniej dla mnie, bo nie sądziłam, że tyle wytrzymam. Wiadomo, czasem miały miejsce różne kryzysy i ogólnie nie byłam zbyt wydajna, ale już za chwilę to wszystko się zmieni :D

To może zacznę od postanowień dotyczących książek i bloga na ten rok?

1. Przeczytać min. 52 książki - czyli to stałe, coroczne postanowienie. Tym razem również udało mi się je spełnić, chociaż nie pobiłam zeszłorocznej liczby i ostatecznie w 2012 przeczytałam 56 pozycji. Oczywiście, nie liczy się ilość tylko jakoś, jednak przy tej pięknej liczbie 52 wychodzi średnio jedno dzieło na tydzień, więc jest dobrze :)
2. Przeczytać kilka książek w oryginale - bardzo chciałabym spróbować, choć nie wiem dokładnie, ile mi się uda. Po prostu nie jestem pewna swojej znajomości angielskiego (bo tylko ten język biorę pod uwagę :D), ale myślę, że to może być naprawdę ciekawe doświadczenie! :)
3. Dołączyć do różnych wyzwań - mam już nawet kilka na oku, ale opracuję to wszystko w styczniu.
4. Zamieszczać m.in. 5 recenzji na miesiąc - muszę się jakoś zmotywować, a liczę na to, że i tak dam radę pisać ich więcej :)

W zasadzie wszystko wydaje się wykonalne, muszę tylko się spiąć :D

Jeśli chodzi o to podsumowanie, bo w końcu wypadałoby zrobić, skoro o tym ten post... Hmm, nie chcę bawić się w statystyki, więc mogę tylko wyróżnić te szczególnie książki, które przeczytałam w 2012r. I tak najbardziej poruszyło mnie dzieło Trzynaście powodów, którego raczej nigdy nie zapomnę. To jedna z tych książek, dzięki którym zmienia się sposób patrzenia na świat. Jeśli chodzi o typową fantastykę, to na kolana powaliła mnie Wrzawa śmiertelnych, zaś z tych niedawno poznanych dzieł mogłabym wziąć pod uwagę Delirium. Jeśli chodzi o moje wielkie odkrycie, to z pewnością są to dzieła pani Joy Fielding - Strefa szaleństwa i W pajęczej sieci. Mam nadzieję, że w nadchodzącym roku uda mi się przeczytać resztę!

To chyba tyle. Pozostaje mi życzyć Wam szczęśliwego Nowego Roku, niezapomnianego sylwestra (i bez zbytniego kaca!) i spełnienia wszystkich postanowień :)


czwartek, 27 grudnia 2012

"Czerwień rubinu" - Kerstin Gier

Tytuł: “Czerwień rubinu”
Autor: Kerstin Gier
Wydawnictwo: Egmont
Ilość stron: 344
Ocena: 6/10

   “Czerwień rubinu” to pierwsza część “Trylogii czasu”, która stała się międzynarodowym bestsellerem. Całkiem niedawno głośno było o tej serii na blogach i z pewnością zna ją wielu z Was. Osobiście czytałam mnóstwo pochlebnych recenzji i opinii zachęcających do sięgnięcia po to dzieło. Tak też zrobiłam, zastanawiając się, co takiego znajdę w owej książce, skoro podobno jest powalająca. Do teraz nie bardzo wiem, ponieważ moim zdaniem, szału nie ma. Ale zacznijmy od początku.

   W domu szesnastoletniej Gwendolyn wszyscy ciągle rozprawiają o podróżach w czasie. Jest to spowodowane tym, że w jej rodzinie niektóre kobiety posiadają gen, który pozwala przeskakiwać w przeszłość. Według kronik ostatnią, dwunastą podróżniczką, która zamknie Krąg ma być kuzynka bohaterki, Charlotta. Okazuje się jednak, że zaszło dość dziwne nieporozumienie i to właśnie w krwi Gwendolyn znajduje się czynnik x umożliwiający owe przeskoki. Jej rodzina nie może się z tym pogodzić, również dlatego, że dziewczyna nie była szkolona do podróży, co bardzo utrudnia sprawę. Zwłaszcza w obliczu misji, jaka czeka ją u boku Gideona - jedenastego podróżnika, zamykającego męską linię dziedziczenia genu. Trzeba jednak wierzyć, że oboje poradzą sobie z zadaniem, które muszą wykonać, choć jest ono owiane wieloma nieodkrytymi tajemnicami.

   Sięgając po to dzieło, nastawiałam się na oryginalną i zabawną lekturę, w której na każdym kroku pojawiać się będą nowe, intrygujące sekrety. Moje oczekiwania nie do końca się sprawdziły, choć nie mogę powiedzieć, że jestem kompletnie rozczarowana. Sam pomysł na fabułę jest świetny, to prawda, choć gorzej z realizacją. Mam wrażenie, że “Czerwień rubinu” to jeden wielki wstęp do powieści, która (być może) rozpocznie się dopiero w kolejnych tomach. Akcja w tej książce rozkręca się dopiero na końcu i zostaje brutalnie urwana w momencie, w którym jest więcej pytań niż odpowiedzi, co jest dość dziwnym zabiegiem. Aż do ostatnich rozdziałów razem z Gwendolyn próbujemy choć trochę zrozumieć, o co chodzi z Kręgiem Krwi, chronografem i tym całym podróżowaniem w czasie, a jest to trochę skomplikowane. Sprawy nie ułatwiają owe tajemnice, które piętrzyły się z każdą kolejną stroną, jednocześnie wciągając czytelnika w powieść. Działają one na korzyść pozycji, lecz nie naprawiają fabuły, która chwilami wydaje się taka... dziurawa. Jeśli zaś chodzi o humor, który był zapowiadany, to w jakimś stopniu można go zauważyć, więc nie jest tak źle, jak na początku mogło się wydawać. Gorzej z bohaterami...

   Narratorka i nasza główna postać, Gwendolyn, jest dość dziwną osobą. Czasem nie mogłam zrozumieć jej zachowania, które chwilami było zbyt dziecinne jak na szesnastolatkę. Dziwne, ale to wcale nie sprawiło, że jej nie polubiłam - wręcz przeciwnie. Wypadła na dość miłą, choć niezbyt interesującą bohaterkę, ale jednocześnie taką, której nie można znienawidzić. Nie jestem pewna, jak to odebrać.
   Oczywiście, nie obeszłoby się bez tego “bezczelnego, aroganckiego, choć bosko przystojnego młodziana”, który powoli zakochuje się w Gwendolyn. Wydawało mi się, że przeczytałam na tyle dużo książek, żeby wiedzieć, kiedy bohater rzeczywiście jest arogancki i uszczypliwy, ale w wypadku Gideona nie zostało to zbytnio podkreślone. Brakowało mu choćby tej skłonności do sarkastycznych docinek, które przecież uwypuklają pozorny brak zainteresowania postaci "tą dziewczyną", jeśli już zdecydowano się tak to zorganizować. Sądzę, że autorka próbowała zrobić z Gideona zniewalającego przystojniaka, który w oczach Gwendolyn jest “bufonem” i tak sobie myślę, że ostatecznie nikt poza nią tego nie widzi, nawet czytelnik. Pomysł był, ale nie do końca wyszedł.

   Ciężko podsumować tę pozycję, przyznaję. Dzieło Kerstin Gier jest jak wyjątkowy kamień szlachetny (wiem, że to idealne porównanie :D), który kusi i wydaje się pięknie prezentować, ale ostatecznie nie został oszlifowany. To trochę irytujące, że świetnego pomysłu niedopracowano. Wystarczyłoby trochę podreperować kreacje postaci, a już całość wypadłaby o wiele lepiej. Mimo to, nie mogę powiedzieć, że książka mi się nie podobała, bo to nieprawda. Nie żałuję czasu spędzonego z tą lekturą, bo zleciał on szybko i przyjemnie i na pewno sięgnę po kolejne części (w końcu też chcę poznać te wszystkie tajemnice!). Mam tylko nadzieję, że ten tom faktycznie był wstępem do powieści z wartką i zaskakującą akcją, na którą natknę się w “Błękicie szafiru”.

*** 

Już 29 grudnia miną dwa lata, odkąd piszę tego bloga... Strasznie szybko to zleciało ^^ Ale nie da się ukryć, że nie byłam zbyt wydajna, co - jak może zauważyliście - staram się powoli zmieniać :) Dlatego w ostatni dzień tego roku opublikuję post, będącego ogólnym podsumowaniem i dodatkowo obietnicą moich własnych postanowień związanych z blogiem. Mam nadzieję, że się uda :D

poniedziałek, 24 grudnia 2012

"Delirium" - Lauren Oliver

Tytuł: “Delirium”
Autor: Lauren Oliver
Wydawnictwo: Otwarte
Ilość stron: 360
Ocena: 9/10

   Przed Wami recenzja książki, o której słyszał już chyba każdy bloger. Szczerze mówiąc, aż do ostatniej strony nie zamierzałam recenzować tego dzieła, ponieważ do tej pory napisano tyle pozytywnych opinii, że z pewnością wiele osób zostało zachęconych (w tym także ja). Problem w tym, że nie wiem co zrobić ze swoimi myślami, ponieważ wszystkie toczą się wokół amor deliria nervosa, dlatego najrozsądniej będzie przelać je na klawiaturę i dać Wam możliwość spojrzenia na to dzieło po raz kolejny, tym razem moimi oczami.

“Wiesz, że nie możesz być szczęśliwa, jeśli czasami nie bywasz nieszczęśliwa, prawda?”

   Przybliżając fabułę: w świecie, w którym miłość jest uważana za chorobę, ludzie zmuszani są poddać się zabiegowi i przyjąć remedium sprawiające, że tracą zdolność kochania. Zwykle dzieje się to po skończeniu osiemnastego roku życia. Istnieją jednak przypadki, w których musi to nastąpić wcześniej, ponieważ doszło do zarażenia amor deliria nervosa, czyli “najbardziej zdradliwą chorobą na świecie”, jak mówi “Księga Szczęścia, Zdrowia i Zadowolenia”, na której wychowywane są wszystkie pokolenia. Przedstawia ona dokładnie, jakie są objawy choroby i wyjaśnia, że osoba niewyleczona umiera. Aby nie doszło do epidemii, dziewczęta i chłopcy aż do momentu zabiegu nie mogą ze sobą rozmawiać, spotykać się, a tym bardziej dotykać. Nawet ludzie dorośli, którzy są już sztucznie sparowani, nie powinni wykazywać objawów choroby - w przeciwnym razie grozi im powtórny zabieg, a w najgorszym wypadku dożywotnie więzienie lub śmierć. Teoretycznie nie da się tego uniknąć w świecie, w którym wszystko jest kontrolowane, a patrole czyhają za każdym rogiem. W mieście otoczonym granicami, z którego nie można sobie ot tak, po prostu wyjechać, wolność słowa nie istnieje, ale nikomu to nie przeszkadza. Bo przecież te wszystkie środki ostrożności jak i sama dobra wola państwa sprawiają, że ludzie wyzbywają się tej okropnej i paskudnej miłości i mogą być szczęśliwi...

“Mówią, że remedium ma zapewnić szczęście, lecz teraz rozumiem, że wcale tak nie jest i nigdy nie było. Pozostaje jedynie strach: strach przed bólem, przed cierpieniem, strach, strach, strach, egzystencja ślepego zwierzęcia, które się miota, obija o ściany, wędruje w labiryncie, przerażone, otępiałe i głupie.”

   Lena jest prawie pełnoletnia, a więc do zabiegu zostało jej kilkanaście tygodni. Gdy ten czas minie, pozbędzie się zalążków choroby, która krąży w jej żyłach. Wtedy wreszcie będzie wolna i szczęśliwa, tak jak jej ciotka Carol oraz siostra Rachel. Lena nie może doczekać się przyjęcia remedium i nawet nie przypuszcza, że tuż przed jej nosem istnieją miejsca, w których zasady ustanowione przez Konsorcjum nie są przestrzegane. Dziewczyna nie wierzy w plotki; jej marzeniem jest stać się wyleczoną, bo tylko wtedy osiągnie szczęście, do którego wszyscy dążą. Ale co jeśli zazna czegoś zakazanego i dojdzie do wniosku, że przez całe życie żyła w kłamstwie? Co się stanie, jeśli na własnej skórze przekona się jak smakuje uczucie, które powoli zabija od środka? I jaki to będzie miało wpływ na całe jej życie?

“To niesamowite, że można się czuć chronionym przez kogoś i jednocześnie być gotowym na wszystko, nawet oddać życie, by chronić jego.”

   “Delirium” to antyutopijna opowieść przepełniona bólem. Może i dzięki remedium ludzie nie popełniają przestępstw a ten cały nadzór sprawia, że są “prawymi obywatelami”, ale przecież nie zawsze zło jest najgorsze. Czasem obojętność krzywdzi o wiele bardziej. Po prostu tam, gdzie nie ma miłości, nie może być też szczęścia. I nie chodzi tylko o uczucie wiążące kobietę i mężczyznę, lecz także o miłość rodzicielską, której zwyczajnie nie ma. Matki wychowują dzieci według ustalonych zasad i bardziej z poczucia obowiązku i odpowiedzialności, niż z jakiejś głębszej przyczyny. To wszystko sprawia, że czytelnik czuje chłód, który otula każdego wyleczonego, mimo tego, że z pozoru wszyscy są szczęśliwi.

“Czasem mam wrażenie, że jeśli się tylko obserwuje rzeczy, siedzi się spokojnie i pozwala światu wokół nas po prostu istnieć, to wtedy na krótką chwilę czas zastyga i świat zatrzymuje się w ruchu. Tylko na krótką chwilę. I jeśli komuś uda się żyć w takiej chwili, będzie żył wiecznie.”

   Jeśli chodzi o sprawy techniczne, to styl autorki jest naprawdę piękny. Najbardziej przykuwają uwagę fantastyczne porównania i metafory urozmaicające lekturę. Fabuła jest bardzo dobrze skonstruowana, choć istnieją elementy dające się przewidzieć, ale to nie wpływa na jakość utworu. Nie wspominając o ilości wartościowych sentencji i kreacji bohaterów, a także o widocznej różnicy między zachowaniem niewyleczonych i osób po zabiegu. Warto też wspomnieć, że ukochany Leny nie jest aroganckim i bezczelnym bogiem, jak to w niektórych książkach młodzieżowych bywa, więc nie musicie się zrażać. A jeśli myślicie, że wszystko pójdzie gładko, a zakończenia domyślicie się od razu na początku, to jesteście w błędzie.

   Tak właśnie prezentuje się powieść Lauren Oliver, której bohaterowie muszą walczyć o to, co dla nich najważniejsze i próbować pokonać system. A nie jest to łatwe, bo jeśli tylko wystaje się z tłumu, od razu można zostać ukaranym. Istnieją jednak wartości, takie jak przyjaźń i miłość, których nie da się całkowicie zlikwidować, nawet za pomocą skomplikowanych zabiegów i operacji. Prawdziwy szczęśliwcy, którzy ich doznali, mają ze sobą siłę do walki i właśnie to może uratować im życie i sprawić, że świat zacznie dążyć ku zmianie.

***


Wreszcie mam czas, żeby sobie poczytać, więc nadrobię zaległości również w pisaniu recenzji. A w przyszłym roku (to już takie wstępne postanowienie :D) będę się o wiele bardziej starać : >

Korzystając z okazji, chciałabym Wam życzyć wesołych Świąt - abyście je spędzili w ciepłym, rodzinnym gronie i docenili to, że możecie dzielić się szczęściem wynikającym z miłości, której nikt Wam nie zabrania :)

sobota, 17 listopada 2012

Liebster Blog i trailer "Miasta Kości"



,,Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę" Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."

Zostałam nominowana przez Penelopę oraz zakochaną wilczycę, dziękuję :)

Pytania od Penelopy:

1. Książki jakiego gatunku czytasz najczęściej i dlaczego?  
Kiedyś najczęściej czytałam książki fantastyczne, lecz z czasem się to zmieniło. Teraz gatunek nie ma dla mnie znaczenia - czytam to, co mi się podoba. Nawet moje uprzedzenia do kryminałów zniknęły, wręcz przeciwnie - niektórych autorów dosłownie pokochałam!

2. Co najbardziej cenisz w książkach?
Najbardziej cenię sobie autorów, którzy potrafili stworzyć wspaniałą powieść wywołującą u czytelnika emocje. Cenię ich i jednocześnie zazdroszczę :) Jeśli chodzi o same książki, to najważniejszy jest dla mnie przekaz, szczególnie tych dzieł, które potrafią zmienić u odbiorcy spojrzenie na świat, w pozytywny sposób.

3. Jaką książkę polecasz?
Nie bardzo wiem, jak odpowiedzieć na to pytanie. Ciągle polecam ludziom jakieś książki, w zależności od ich upodobań. Może o tym świadczyć chociażby fakt, że prowadzę bloga z recenzjami, którego głównym zadaniem jest właśnie zachęcać do ciekawych pozycji :) Na tę chwilę mogłabym polecić “Kiedy ulegnę” Chang-Rae Lee, ale jestem dopiero po kilku rozdziałach, więc wolę nie chwalić dnia przed zachodem (chociaż myślę, że raczej się nie rozczaruję :D).

4. Zwracasz większą uwagę na oryginalność stylu, poprawność językową czy może bardziej liczy się dla Ciebie fabuła i pomysłowość autora z tym związana?  
Obie rzeczy są ważne, ale raczej wygrywa fabuła. Chociaż nie da się ukryć, że czasem mimo tego, że pomysł na powieść jest wspaniały, to kiepskie ubranie tego w słowa zaważa na ocenie. Moim zdaniem, dobry pisarz powinien umieć oszlifować swoje pomysły. Wówczas powstanie dobra powieść. Jeśli jednak mowa o książkach zagranicznych, to trzeba przyznać, że tłumacze odgrywają w tym wypadku dużą rolę, tak więc mimo wszystko ważniejsza jest dla mnie fabuła powieści (drobne niedociągnięcia w stylu da się przeżyć, ale drobne).

5. Lubisz e-booki? Uważasz, że zdołają one wyprzeć tradycyjne książki?
Ach, ten popularny problem. Osobiście uwielbiam czytać papierowe książki, przewracać kolejne strony powieści i wdychać ich specyficzny zapach. Lubię widzieć, jak z lewej strony zwiększa się ilość przeczytanych kartek. E-booki na pewno nie wyprą tradycyjnych powieści, nie tylko ze względu na to, że dla wielu osób trzymanie książki w ręku jest o wiele przyjemniejsze, lecz również dlatego, że ludzie często kolekcjonują woluminy. Podobnie jest z filmami - można je oglądać w Internecie, ale jaka to satysfakcja mieć własną, oryginalną kolekcję! Nie skreślam jednak e-booków, które są wspaniałym pomysłem i wygodnym rozwiązaniem. Sama czasem je czytam, kiedy na przykład nie mogę nigdzie dostać jakiegoś dzieła. Myślę, że raczej żadna z wersji książek nie zastąpi drugiej - każda już teraz posiada zwolenników i przeciwników, więc ludzie będą po prostu korzystać ze swojej ulubionej lub też z obu na raz :)

6. Jakiego gatunku muzyki słuchasz?
Słucham muzyki, nie gatunków, lecz na moim odtwarzaczu jest najwięcej rocka.

7. Jeśli miałabyś/miałbyś możliwość wprowadzić kilka zmian do wszystkich księgarni na świecie (również tych internetowych) co by to było?  
Zmiany w księgarniach? Może jeszcze więcej promocji i kreatywnych konkursów? :)

8. Preferujesz książki w twardej czy miękkiej okładce?  
Wygodniej czyta mi się książki w miękkiej okładce, są też one o wiele tańsze. Jednak dzieła w twardych oprawach rzadziej się niszczą, chociaż dla mnie nie ma to znaczenia, bo staram się dbać o książki.

9. Co aktualnie czytasz?
Aktualnie czytam wspomniane już dzieło “Kiedy ulegnę”. Jestem na początku, lecz zapowiada się fascynująco :)

10. Za najlepszą ekranizację książki uważasz?
Najlepsza ekranizacja książki? Chyba “Igrzyska śmierci” - wiernie oddana treść, sceneria dokładnie taka, jak w moim wyobrażeniach, świetna gra aktorów - tak, zdecydowanie moja ulubiona adaptacja.

11. Lubisz tzw. okładki piórkowe?
Właściwie nie ma to dla mnie znaczenia :)

Pytania od zakochanej wilczycy:

1. Jesteś w tej chwili szczęśliwy/a?
Jak chyba każdy człowiek, dążę do tego :) Może nie jest to wielkie szczęście, ale cieszę się, że jest weekend! :)

2. Masz swoją ulubioną książkę z dzieciństwa?
Zdecydowanie i bezkonkurencyjnie “Królowa śniegu”. (Uwielbiałam też komiksy z Kaczorem Donaldem ^^)

3. Skąd u Ciebie zamiłowanie do czytania?
Nie jestem pewna. Jako dziecko lubiłam, kiedy ktoś czytał mi książki. Potem zaczęłam nałogowo czytać “Giganty”, czyli owe komiksy z postaciami z bajek Disney’a. Potem mama zapisała mnie do biblioteki miejskiej, chyba od tego się zaczęło.

4. Masz jakąś pasję, hobby?
Uwielbiam pisać, nie tylko recenzje, ale też opowiadania i inne rzeczy. W ten sposób mogę wyrazić siebie. Poza tym, jestem uzależniona od anime <3

5. Masz zwierzątko?
Mam kundla ze schroniska, którego niesamowicie kocham!

6. Piszesz pamiętnik?
Kiedyś pisałam i to wiele. Teraz nie mam na to czasu ani chęci. Czasem, kiedy czuję potrzebę, zapiszę coś w przeznaczonym do tego zeszycie, ale bardzo rzadko. Raczej zwierzam się i opisuję przeżycia przyjaciołom.

7. Uważasz że szkoła jest potrzebna?
Jest potrzebna, chociaż wiele mogłoby się zmienić w programie nauczania. Odchodząc jednak od tematu nauki, dzięki szkole uczestniczymy w życiu jakiejś większej społeczności, uczymy się nawiązywać kontakty, radzić sobie w trudnych sytuacjach, być odpowiedzialnym.

8. Jesteś optymistą czy pesymistą?
Może nie tyle jestem, co staram się być optymistką, co bardzo denerwuje moich znajomych, chociaż w gruncie rzeczy często są mi za to wdzięczni :) Po prostu tak jest łatwiej żyć. Nie widzę sensu w użalaniu się nad sytuacją, której nie da się zmienić. Wtedy trzeba sobie z nią poradzić i poszukać jakichś pozytywów, które na pewno gdzieś są.

9. Ostatnio w Twoim życiu wydarzyło się coś ważnego?
Raczej nie.

10. Lubisz robić zdjęcia?
Lubię, ale nie uważam tego za pasję.

11. Dużo czasu spędzasz na blogu?
Ostatnio mniej, co staram się naprawić. Jednak nawet jeśli nic nie piszę, to codziennie wchodzę popatrzeć co nowego tutaj lub u innych :)


Moje pytania:
1. Autograf jakiego autora chciałabyś/chciałbyś zdobyć?
2. Lubisz czytać tzw. fan fiction? Może takie piszesz?
3. Marzysz o napisaniu i wydaniu powieści?
4. Który portal książkowy lubisz najbardziej i dlaczego?
5. Wolisz kupować książki przez internet czy w zwykłych księgarniach?
6. Jakiej premiery książkowej i kinowej wyczekujesz?
7. Ile książek rocznie czytasz?
8. Czy jest książka, która poruszyła Cię, wywarła niezwykłe emocje i spowodowała tzw. “książkowego kaca”?
9. Co myślisz o dziełach nastoletnich autorów?
10. Lubisz czytać wiersze?
11. Na jaki koncert chciałbyś/chciałabyś się wybrać?

Ciężko znaleźć kogoś, kto jeszcze nie brał udziału w zabawie. Popatrzyłam na Wasze archiwa i zapraszam do zabawy (jeśli brałyście udział, przepraszam, nie zauważyłam): Dosiaka, Książkocholiczki Krakowa, eM, Antyśkę, Meme, Mery, Tetiisheri i Scarlett oraz tych, którzy jeszcze nie brali udziału, a chcieliby (nie krępujcie się :D)

***

W przyszłym roku, w sierpniu, do kin wejdzie ekranizacja “Miasta Kości”. Seria Cassandry Clare to powieści, do których zawsze będę miała sentyment. Fakt, że zostanie nakręcona adaptacja, ucieszył mnie, ale po tym, jak dowiedziałam się jaka będzie obsada (mam na myśli głównie Jace’a, który... ach, szkoda słów!) i po obejrzeniu trailera, nie jestem pewna, czy na seans się wybiorę. Jasne, może wybór aktorów nie jest pierwszorzędną sprawą, ale są rzeczy, których nie mogę po prostu ścierpieć! Mam nadzieję, że mimo wszystko zagrają oni dobrze, bo jeśli i to by im nie wyszło, to chyba będę lamentować. Oto owy trailer, jeszcze bez napisów:



Co o tym myślicie? Oczekujecie tej premiery? Zadowala Was obsada? Czego się spodziewacie?

sobota, 10 listopada 2012

"W pajęczej sieci" - Joy Fielding

Tytuł: “W pajęczej sieci”
Autor: Joy Fielding
Wydawnictwo: Świat Książki
Ilość stron: 432
Ocena: 9/10

   Wielu ludzi marzy o sławie i popularności. Jeśli chodzi o redaktorów gazet, często dążą oni do tego bardziej niż inni. Starają się, aby ich artykuły były oryginalne i zapadające w pamięć. Wtedy na pewno będzie o nich głośno, ale czy w pozytywnym sensie? Chociaż, czy ma to jakieś znaczenie? W końcu “ważne, że mówią, nie ważne jak”...

   Charley Webb to trzydziestoletnia dziennikarka, której artykuły w gazecie są dość bulwersujące. Kobieta czuje się dobrze w opisywaniu sposobów na wydepilowanie bikini czy też w krytykowaniu innych ludzi, o których aktualnie jest głośno. To sprawiło, że ceną za popularność są obraźliwe maile od czytelników, a nawet poważne groźby. Jednak czy można oceniać człowieka tylko na podstawie tego, co pisze? Charley tworzy artykuły o tzw. bzdetach, bo to stanowi dla niej przyjemność. W rzeczywistości kobieta ma wiele problemów - samotnie wychowuje dwójkę dzieci, nie ma przyjaciół, a jej rodzina dawno temu się rozpadła. Ale czytelnicy nie mają o tym pojęcia...

   Któregoś dnia dziennikarka dostaje list z więzienia. Napisała go kobieta, która czeka na wyrok śmierci za morderstwo trojga dzieci, dla których była opiekunką. W liście prosi Charley o wysłuchanie jej historii i napisanie książki. Jest to nietypowa propozycja, tym bardziej jeśli wziąć pod uwagę tematykę, o której zwykle pisze Charley. Mimo to, po jakimś czasie dziennikarka dochodzi do wniosku, że spróbuje. W ten sposób zaczęła się jej współpraca z więźniarką. Godziny spędzone w zakładzie karnym, próby rozwiązania zagadki morderstwa,  a do tego bardzo realne groźby od kogoś, kto próbuje zastraszyć Charley i jej dzieci, nie mówiąc już o niemożliwej do spełnienia chęci połączenia rodziny - czyli wszystko to, z czym ta “radosna” kobieta musi się zmierzyć.

“Każdy ma własną prawdę. Nikt nie chce się uważać za złego człowieka. Wszyscy mamy doskonale wypracowany system oceniania i usprawiedliwiania własnych poczynań.”

   Jestem zdania, że opis z okładki lub jakakolwiek recenzja nie będzie w stanie dobrze pokazać, o czym tak naprawdę jest ta książka. To wszystko, co wyżej napisałam to tylko punkt wyjścia. A potem? Potem wszystko diametralnie się zmienia, wręcz staje na głowie. Właśnie to lubię w twórczości Joy Fielding - sam zarys fabuły zachęca do sięgnięcia po powieść, ale należy mieć świadomość, że tak czy siak wydarzenia przyjmą niespodziewany obrót, a zakończenia ciężko będzie się domyślić. Ten “efekt niespodzianki”, który dostajemy na ostatnich stronach dzieła, bardzo podnosi wartość powieści.

   Muszę wspomnieć też o głównej bohaterce, Charley, która z pozoru wydaje się pustą lalą przekonaną o tym, że “słońce wschodzi i zachodzi na jej ślicznych ramionkach”, jak to określił pewien oburzony czytelnik gazety. Nic dziwnego, że po czytaniu artykułów o dobieraniu butów i błyszczyku ludziom nasuwają się takie właśnie spostrzeżenia. Rzeczywistość jest jednak inna, a Charley okazuje się bardzo sympatyczną postacią, która od razu daje się polubić. Jest dzielna jako samotna matka, ponad życie kocha swoje dzieci, a z czasem staje się też zdeterminowana do połączenia rodziny, która rozpadła się dawno, dawno temu, gdy jej matka wyjechała z inną kobietą. Niełatwo jest doprowadzić do pogodzenia rodzeństwa i przekonać brata oraz siostry do zaakceptowania skruszonej matki. Charley mimo wszystko próbuje, co na początku staje się tłem akcji kręcącej się wokół niezrównoważonej psychicznie więźniarki. Później jednak wszystkie wydarzenia się ze sobą łączą, a każda postać, z pozoru niewiele wnosząca do powieści, w jakiś sposób łączy się z innymi.

   Wartka akcja, logicznie (choć trzeba być czujnym) skomponowana całość, żywiołowi bohaterowie i worek niespodzianek - czyli wszystko to, co serwuje nam Joy Fielding w swojej powieści. Nie można pominąć też faktu, jak bardzo sytuacja rodzinna Charlie oddziałuje na czytelnika, który umacnia się w przekonaniu, że jego bliscy są najważniejsi i powinniśmy próbować żyć z nimi w zgodzie, pomimo wszelkich przeciwności losu.

   Książkę gorąco wszystkim polecam!

***

Pierwsza powieść Joy Fielding, jaką czytałam, opowiadała o przyjaźni. Głównym tematem tej powieści jest rodzina. A nie, raczej to wszystko stanowi tło dla wartkiej akcji. Nie brakuje też wątków miłosnych, gdyby kogoś rozczarował ich brak : ) Gdyby nie te wspaniałe promocje, to chyba nie zetknęłabym się z twórczością tej pisarki, która cały czas zbiera u mnie plusy : D

Powoli uzupełniam braki, staram się pisać recenzje. Zaraz wszystko wróci do normy : )

Zostałam też nominowana przez Penelopę w Liebster Blog, tak więc kolejny post będzie odpowiedzią na zadane pytania :)

Pozdrawiam!

niedziela, 28 października 2012

Powrotowy stosik :)

...od czego by tu zacząć?

Ostatnia recenzja pojawiła się dość dawno temu, niestety. Wyszło jak wyszło, ale teraz trzeba to nadrobić! Mam nadzieję, że nie zapomniałam jak się pisze recenzje... Cóż, wkrótce się przekonamy ^ ^ Wpisy się nie pojawiały, owszem, ale o książkach nie zapomniałam, więc materiały na recenzje są :) Ale to jeszcze nie dziś...

Przyznaję też, że rzadko odwiedzałam Wasze strony, ale nadal o wszystkich pamiętam. Już się ustabilizowałam, że tak powiem, i od teraz powinnam mieć więcej czasu na bloga oraz na czytanie Waszych recenzji. Wszystko więc zmierza w dobrym kierunku. Tamta chwilowa przerwa się przydała i mam nadzieję, że teraz będzie jeszcze lepiej : )

A tak z innej beczki. Jak wiecie (albo nie) - kocham weltbildowe promocje! Uwielbiam przeglądać dziesiątki stron z bogatą ofertą książek w przystępnych cenach (zwłaszcza te za 9,90 :D). Właśnie kończy się promocja “Milion książek na jesień”. Zachęcam do zaglądnięcia, może akurat coś Wam się spodoba :) Osobiście zdecydowałam się na cztery tytuły, które znajdują się w poniższym stosiku. Jednak trafiły tam też inne pozycje, mam nadzieję, że ciekawe, bo jeszcze nie miałam okazji do nich zajrzeć.


Od góry:
“Władczyni snów” - Nina Blazon - książka fantasy, której opis brzmi dość ciekawie i może sprawdzić się jako miłe czytadło :) (nakanapie.pl, nagroda)
“Czerwone gardło” - Jo Nesbo - wiele słyszałam o dziełach tego autora, ale jak dotąd nie zetknęłam się z jego twórczością. Ciekawe, czy Jo Nesbo znajdzie się też na mojej liście ulubionych pisarzy... (zlota-zakladka.pl, nagroda)
“Wróg” - Charlie Higson - wszyscy powyżej 14. roku życia zamieniają się w zombie... Zalatuje “Gone”, choć dla młodszych, jednak z recenzji wynika, że to dość brutalna książka dla starszej młodzieży. Cóż, zobaczymy. (weltbild.pl)
“W pajęczej sieci” - Joy Fielding - nie zwracałam zbytniej uwagi na opis książki, chodziło mi głównie o autorkę, której dzieło “Strefa szaleństwa” bardzo mi się podobało. Mam nadzieję, że i tym razem się nie zawiodę! (weltbild.pl)
“Największy lęk” - Linwood Barclay - książka autorka “Bez śladu”, której jednak nie czytałam, ale słyszałam wiele pozytywów. Poza tym, podobno dzieło to spodoba się fanom Cobena. I do tego ten opis kojarzący się z filmem “Uprowadzona” - może być ciekawie :D (weltbild.pl)
“Kiedy ulegnę” - Chang-Rae Lee - zachęcający opis, pozytywne recenzje - podobno wzruszające dzieło. Mam dobre przeczucia. (weltbild.pl)

Zżera mnie ciekawość co do tych dzieł, już wkrótce do nich zajrzę :) Aktualnie po raz kolejny czytam serię “Gone” (jestem w fazie drugiej), bo niestety, moja pamięć nie jest aż taka szczegółowa. Przygotowuję się więc do piątej części, która cały czas jest przede mną. Szkoda, że jeszcze tylko jedna i koniec... Chociaż tasiemce nie są pożądane, to jakiś smutek po zakończeniu serii istnieje... Eh.

Za kilka dni wpadnę z jakąś recenzją. W tym czasie zajrzę także do Was :)

Pozdrawiam cieplutko!