środa, 23 lutego 2011

"Atramentowe serce" - Cornelia Funke

Tytuł: “Atramentowe serce”
Autor: Cornelia Funke
Wydawnictwo: Egmont
Ilość stron: 512
Ocena: 10/10

    Cornelia Funke, autorka “Atramentowej Trylogii” nazywana jest "niemiecką Rowling". Oprócz trzech tomów cyklu rozpoczętego “Atramentowym sercem”, napisała również “Króla złodziei” i “Smoczego jeźdźca”. Cornelia początkowo pracowała jako ilustratorka książek dla dzieci. Zainspirowało ją to do stworzenia własnego świata i historii w nim osadzonej. Właśnie tak powstało “Atramentowe serce” - książka o książkach.
    Dwunasoletnia Meggie mieszka wraz z ojcem, który jest introligatorem. Dziewczyna odziedziczyła po nim miłość do kart pokrytych drukiem. To właśnie dzięki niemu od najmłodszych lat przesiaduje wieczorami pod kołdrą ze świeczką w ręce, pochylona nad lekturą. Czasem Meggie chciałaby, aby Mo - bo tak zwraca się do ojca - przeczytał jej fragment jakiegoś dzieła. Jego głos jest tak ciepły i napełniający poczuciem bezpieczeństwa, że dziewczyna od zawsze prosi o to tatę. Jednak on, mimo nieograniczonej miłości, jaką darzy swoją córkę, zawsze odmawia. Meggie nie ma pojęcia, że wkrótce ma dowiedzieć się, czym spowodowane jest zachowanie jej ojca. Nie wie też, że jedno spotkanie z dziwnym mężczyzną może diametralnie zmienić ich życie.

“Ciemność poszarzała od deszczu, a obcy na jej tle był zaledwie cieniem. W mroku widziała wyraźnie tylko jego twarz. Do mokrego czoła kleiły się włosy, deszcz spływał po nim strugami, ale on nie zwracał na to uwagi. Stał nieruchomo, obejmując piersi skrzyżowanymi ramionami, jakby w ten sposób próbował się ogrzać. Stojąc tak, wpatrywał się w ich dom.”

    Dar “wyczytywania” postaci z książek oraz wysyłania żywych ludzi do świata zamkniętego między dwoma okładkami dla jednych wydaje się być skarbem, dla innych zaś jest przekleństwem. Najbardziej skutki takiej mocy mogą odczuć zarówno ludzie, którzy stracili w ten sposób kogoś bliskiego, jak i ci, których “porwano” z ich świata. Smolipaluch, pożeracz ognia wyczytany przez Mo z “Atramentowego serca” za wszelką cenę chce wrócić do swojej rodziny. Mężczyzna jest pewien, że introligator w jakiś sposób może go odesłać, nawet jeśli sam jeszcze nie wie jak. Jednak obojętnie, co by próbował wymyślić, potrzebuje do tego świata Smolipalucha, czyli książki zatytułowanej “Atramentowe serce”. Zdobycie powieści nie jest takie łatwe, jak się wydaje, ponieważ ktoś pragnie zniszczyć wszystkie egzemplarze dzieła. Jak się później okazuje, Capricorn i jego sprzymierzeńcy, którzy także zostali wyrwani ze swojej historii przez Mortimera, za nic w świecie nie chcą wrócić do swojego świata. Postanawiają zrobić wszystko, aby uniemożliwić odesłanie ich z powrotem.
     
     “Atramentowe serce” to pięćset stron niezwykłej przygody, w której nie ma czasu na nudę. Owa książka z pewnością będzie wspaniałym przysmakiem dla ludzi, którzy kochają czytać. Jednak ostrzegam - gdy już wyruszycie razem z introligatorem Mo, jego córką Meggie, pożeraczem ognia Smolipaluchem, chłopcem z “Baśni tysiąca i jednej nocy” i innymi barwnymi postaciami w podróż w poszukiwaniu ostatniego egzemplarza magicznej powieści, nie będziecie mogli się oderwać. Książka będzie trzymała Was przy sobie tak długo, aż w końcu razem z bohaterami przeżyjecie chwile grozy, poznacie istotę prawdziwej przyjaźni i skutki wynikające ze zdrady towarzyszy. Gdy natomiast odejdziecie od lektury, będziecie mogli z satysfakcją stwierdzić, że czas poświęcony tej książce nie był czasem straconym.
    Całą “Atramentową Trylogię” przeczytałam dwa lata temu. Mimo to, przygody Meggie, Mo oraz ich kompanów na zawsze pozostanę w mojej pamięci. Po prostu nie sposób zapomnieć tak niezwykłej historii, tym bardziej, iż miała ona wpływ na to, że dziś nazywam się “molem książkowym”. Z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że ta trylogia jest prawdziwą fantastyką. Jej głównym wątkiem wcale nie jest miłość dwojga bohaterów. W tym wypadku fabuła sięga głębiej, a autorka stara się zachwycić czytelnika posługując się metodami ciekawszymi od opisów pocałunków między wampirami/aniołami/wilkołakami/wybierz rasę.         
     Jestem zachywcona “Atramentowym sercem”. To dzieło urzekło mnie od samego początku i teraz nie pozostaje mi nic innego, jak polecić je Wam - niezależnie od tego, ile macie lat. Książka co prawda napisana jest dla młodzieży, jednak myślę, że dorośli mogą czerpać z jej czytania tyle samo (a może nawet więcej) przyjemności, co osoby młodsze.
    Daję maksymalną ilość punktów. Za fabułę, styl, bohaterów, zwroty akcji. Jednak żeby zrozumieć mój zachwyt, musicie po prostu usiąść i przeczytać to dzieło - inaczej się nie da. Gwarantuję, że po przeczytaniu “Atramentowego serca” z jeszcze większą chęcią sięgnięcie po dwa pozostałe tomy - “Atramentową krew” i “Atramentową śmierć”.

***
Wczoraj skończyłam czytać "Opowieści celtyckie". W niedzielę ukaże się recenzja tego dzieła, a później... to się zobaczy :) Na razie zabieram się za lektury konkursowe, gdyż do kolejnego etapu zostało mi tylko półtora tygodnia. Ciekawe, co z tego wyjdzie.

Pozdrawiam :)


sobota, 19 lutego 2011

"Świeżak" - Henryk Gostomski

Tytuł: “Świeżak”
Autor: Henryk Gostomski
Wydawnictwo: Novae Res
Ilość stron: 330
Ocena: 9/10

    “Świeżak” to książka polskiego autora, Henryka Gostomskiego. Ta pozycja spodobała mi się od samego początku, głównie z tego powodu, że jej fabuła nie powiela się w co drugim dziele. Z przyjemnością przeczytałam ją jednym tchem i teraz pozostaje mi zachęcić do niej także Was.
    Ludzie mają różne zdanie o osobach przebywających w Młodzieżowych Ośrodkach Wychowawczych. Niektórzy czują do nich niechęć, uważając ich za przestępców. Coś w tym jest, ale czy to znaczy, że są oni całkowicie spisani na straty? Młodość to czas, w którym ludzie często popełniają beznadziejne błędy, a czasem nawet zbaczają z dobrych ścieżek. W konsekwencji swoich działań niektórzy trafiają do ośrodków, które mają im przypomnieć, że wolność to najlepsze, co może spotkać człowieka i należy korzystać z niej mądrze. Wielu osobom przypomina się to dopiero wtedy, gdy zmuszone zostają być pod stałym nadzorem, w świecie, gdzie oglądanie telewizji jest luksusem, nagrodą za dobre sprawowanie. Nie wszyscy wytrzymują takie życie, nawet jeśli ich kara ma trwać krótki czas. Wówczas próbują ucieczek, które zawsze kończą się powrotem do ośrodka i wieloma zakazami. 

“Docenia się coś dopiero wtedy, gdy się to straci.”

    Książka napisana jest z punktu widzenia Bartka - gimnazjalisty, który uczy się żyć w Młodzieżowym Ośrodku Wychowawczym. Chłopak trafia tam z powodu nagminnych kradzieży samochodów. W przeszłości nigdy by nie pomyślał, że dopuści się czegoś takiego. Jednak to wszystko zmieniło się już w podstawówce, kiedy jego starsi koledzy pokazali mu, jak łatwo zdobywać duże pieniądze, nie brudząc sobie przy tym rąk. Szkoła także wydawała się być idiotycznym pomysłem - po co tracić czas na naukę, skoro można zwinąć jakiegoś volkswagena sprzed marketu? Takie myślenie doprowadza Bartka do nieuniknionej kary. Zostaje wywieziony ze Szczecina do małej miejscowości zwanej Grzybowo. Teraz nie ma żadnego wyjścia. Musi robić to, co każą mu inni, sprzątać i pracować na pobliskich polach oraz przede wszystkim - ma obowiązek chodzić do szkoły.
    Życie w ośrodku początkowo wzbudza w Bartku obawy. Nie ma pewności, czy jako świeżak nie będzie gnębiony przez starszych i silniejszych wychowanków. Nie wie też, że nie każdy wychowawca pragnie dobra swoich podopiecznych - są też tacy, którzy uwielbiają wlepiać kary za drobne przewinienia i nie pozwalają na grę w piłkę nożną w wolnym czasie. Takie zakazy są niczym w porównaniu do tego najgorszego - odebrania przepustki na wyjazd. Bartek dowiaduje się, że właśnie ta kara jest najczęstszym powodem ucieczek. Sam chętnie opuściłby ośrodek, ale z czasem ma coraz więcej wątpliwości. Jeżeli bowiem jeden z wychowanków ucieknie, cała jego grupa może zostać ukarana, w związku z czym będzie spędzać ferie i wakacje w ośrodku. Wychowankowie raczej nie są zadowoleni, jeśli muszą ponosić konsekwencje za czyjś wyskok. Czy nienarażenie się chłopakom będzie dla Bartka ważniejsze od uzyskania wolności?
“Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego.”

    “Świeżak” to książka nie tylko dla młodzieży. Została napisana w prosty sposób, przez co szybko się ją czyta. Mają na to wpływ także bohaterowie, których losy zaciekawiają czytelnika i sprawiają, że chce on wiedzieć więcej i więcej. Niektóre postacie są tak wykreowane, że nie sposób ich nie polubić - nawet jeśli nie mają one do końca czystego sumienia.
    Nie mam żadnych zastrzeżeń odnośnie tego dzieła. Poza tym, że te trzysta stron mi nie wystarczyło - miałam ochotę przeżyć więcej przygód razem z Bartkiem i jego kolegami.
    Dużym plusem jest wspomniana przeze mnie oryginalność zarówno fabuły, jak i postaci. Naprawdę niełatwo przewidzieć, co się wydarzy. Często drogi wybierane przez bohaterów zaskakują czytelnika, co uważam za wielką zaletę książki.
    Przyznam, że czytając “Świeżaka” zastanawiałam się, jak wyglądałoby moje życie w podobnym ośrodku. Wymyśliłam setki różnych scenariuszy, jednak nie mam zamiaru żadnego wprowadzać w życie :)

Książkę mogłam przeczytać dzięki uprzejmości wydawnictwa Novae Res.
***

    Ta recenzja miała ukazać się już dawno, jednak nie mogłam znaleźć wolnej chwili, żeby ją opublikować. Przepraszam również za opuszczenie się w czytaniu Waszych blogów. Mam nadzieję, że to nadrobię i znów zacznę odkrywać nowe tytuły :)


Pozdrawiam serdecznie!

piątek, 11 lutego 2011

"Dziedzictwo Agwatronu" - Paulina Koniuk

Tytuł: “Dziedzictwo Agwatronu”
Autor: Paulina Koniuk
Wydawnictwo: Novae Res
Ilość stron: 254
Ocena: 6/10

    “Za sprawą zwykłego przypadku, jakim dla Emmy było uratowanie nietoperza, dziewczyna przenosi się do innego wymiaru - krainy zwanej Agwatronem, w której będzie musiała zmierzyć się z lękiem do czarownic i wampirów, potwornymi “drugimi wcieleniami” syren, zabójczymi pieśniami trolli i zagadkami sprytnych dżinów. Nieoczekiwanie styka się też z tragedią, jaka dotknęła ową krainę pięćset lat temu, a odkrycie, jakiego dokona, może na zawsze zmienić jej życie...”
    Tak właśnie brzmi opis “Dziedzictwa Agwatronu” umieszczony na okładce. Gdy go czytałam, wydawał się być zachęcający, dlatego wybrałam ową pozycję jako pierwszą do przeczytania i zrecenzowania z mojego stosiku. Po tych kilku zdaniach oczekiwałam wspaniałej książki fantasy, właśnie takiej, jakie lubię. Jak to wyglądało w praktyce? Cóż...
    Na początku książki poznajemy zwykłą nastolatkę o imieniu Emma, która jest typem samotnika. Lubi siedzieć i rozmyślać, mając za towarzystwo jedynie przyrodę. Jak to z samotnikami bywa, Emma nie ma i nigdy dotąd nie miała chłopaka. Uważa, że jest to spowodowane brakiem atrakcyjności oraz jej nieciekawym wyglądem. A poza tym, kto dzisiaj wierzy w prawdziwą miłość? Przecież, jak sądzi dziewczyna, takie rzeczy zdarzają się tylko w bajkach...
    Uratowanie przez dziewczynę nietoperza, który chcąc ją ugryźć, doświadcza bolesnego upadku, rzeczywiście jest początkiem przygód piętnastoletniej Emmy. Dziewczyna zabiera zwierzaka do domu i opatruje skaleczenia, jakich doznał. Gdy później kładzie się spać, podenerwowany nietoperz wymyka się z klatki i... przybiera postać człowieka. Nie dostrzegając budzącej się Emmy, tworzy tunel, do którego oczywiście dziewczyna wskakuje tuż za nim. Przez ten incydent trafia do jaskini uratowanego przez nią wampira, znajdującej się w krainie zwanej Agwatronem. Rozpoczyna się przygoda, którą Emma przeżywa wraz z nowo poznanymi przyjaciółmi: wcześniej wspomnianym, niezwykle przystojnym wampirem Dymitrem, wredną, ale gotową do poświęceń czarownicą Agnes oraz z jej bratem, z pozoru cichym i grzecznym syrenem Krelonem. Grupa wyrusza w podróż w poszukiwaniu flakonu, pozwalającego Emmie wrócić do swojego wymiaru. Owa wędrówka pełna jest stworzeń, które w świecie dziewczyny nie istnieją, a każdy, kto w nie wierzy, uchodzi za wariata: trolli, dżinów,duchów, wilkołaków, smoków, wampirów, syren, czarownic i wielu innych. Brzmi zachęcająco, ale czy to wystarczy, aby uznać książkę za dobrą?
    Już po pierwszym rozdziale byłam zdziwiona stylem autorki - wydawał mi się aż nazbyt prosty. Postanowiłam wyszukać w Internecie informacji o Paulinie Koniuk. I wszystko stało się jasne - książkę napisała szesnastolatka. Przyznam szczerze, że nigdy nie czytałam dzieła stworzonego przez tak młodą osobę, więc byłam ciekawa, jak poradziła sobie ona z wyzwaniem, którego się podjęła. W związku z tym, po przeczytaniu przeanalizowałam sobie jeszcze raz fabułę, bohaterów oraz styl autorki. Zdecydowałam, że Paulina Koniuk nie otrzyma żadnych względów - w końcu jej książka została wydana i ona stała się pisarką, mimo swojego wieku - dlatego przyznaję “Dziedzictwie Agwatronu” sześć punktów na dziesięć.
     Jeśli chodzi o fabułę książki, to jest ona strasznie przewidywalna. Chętnie posłużyłabym się przykładami, ale wówczas zdradziłabym istotne szczegóły. Mimo to, jestem pewna, że każdy z Was po dwóch lub trzech pierwszych rozdziałach przewidywałby przebieg akcji oraz zakończenie książki. Jak pisałam w recenzji “Cienia wiatru” - lubię być “szybsza” niż bohaterowie, ale jeśli jestem w stanie przewidzieć akcję całego dzieła, traci ono w moich oczach. Właśnie to nie podobało mi się w tej książce. Nie skłamię, jeśli powiem, że niektóre “odmóżdżacze” trudniej przewidzieć.
     Co się zaś tyczy bohaterów - niektóre ich zachowania były strasznie dziecinne, rodem z kiepskich komedii. Wyglądało to tak, jakby autorka chciała pokazać, że potrafi wpleść w akcję zabawne momenty. Mimo to, muszę przyznać, że postacie potrafiły wzbudzić moją sympatię. Jest to dość ważny plus tego dzieła, więc warto na niego zwrócić uwagę.
     Oczywiście, w całej historii nie mogło zabraknąć wątku romantycznego. Był on strasznie przerysowany (wielka, prawdziwa miłość po dwóch dniach znajomości?), szablonowy i przewidywalny (cóż). Przypomniałam sobie moją rozmowę z Viconią na temat wprowadzania wątków miłosnych do książek. Doszłyśmy do wniosku, że jest to bardzo trudne zadanie, bo nie łatwo stworzyć coś oryginalnego i nieszablonowego, nie psując przy tym akcji dzieła. Mimo to, jest to możliwe. Myślę, że autorka wprowadziła ów wątek, gdyż ostatnio panuje moda na książki fantasy z romansem między głównymi bohaterami. Może się mylę, jednak takie odnoszę wrażenie.
     Ta recenzja może przydługawa, ale szczera. Starałam się ocenić “Dziedzictwo Agwatronu” obiektywnie. Jednak zwróćmy też uwagę na wiek autorki - jak na szesnastolatkę, nieźle jej poszło. Nie oznacza to jednak, że nie mogło być lepiej. Czytałam wiele blogowych opowiadań pisanych przez młodsze dziewczyny i gdybym miała je oceniać pod tym samym kątem, otrzymałyby większą ilość punktów.
     “Dziedzictwo Agwatronu” to pierwsza (i myślę, że nie ostatnia) książka Pauliny Koniuk. Mam nadzieję, że autorka z czasem wzbogaci swój warsztat literacki i sama dostrzeże błędy, jakie popełniła. “Ćwiczenie czyni mistrza”. Książki ani nie polecam, ani nie odradzam. Sami zdecydujcie, czy chcecie ją przeczytać (dużo czasu nie zajmie, w końcu ma tylko 254 strony). Może dostrzeżecie coś, czego ja nie zauważyłam :) 

Książkę mogłam przeczytać dzięki uprzejmości wydawnictwa Novae Res.


***

Moje ferie się kończą, a czas szkoły zbliża się nieubłaganie. Mimo to, gwarantuję, że w niedzielę (ewentualnie w poniedziałek) ukaże się recenzja "Świeżaka" Henryka Gostomskiego.

Muszę pochwalić się cudowną zakładką, która trafiła do mnie wczoraj :) Zrobiła ją Varia:

Jeszcze raz bardzo dziękuję ;) Jestem pewna, że pingwinek będzie się dobrze sprawował ^ ^ 


Pozdrawiam serdecznie wszystkich czytelników! :)

15.02.2011r.
A jednak recenzja się nie pojawiła... Wybaczcie, nie miałam czasu sklecić myśli dotyczących "Świeżaka". Nie będę nic oficjalnie zapowiadać, poza tym, że jeszcze coś napiszę w tym tygodniu :) Mam też nadzieję, że uda mi się wpaść do Was, bo widzę, że sporo recenzji czeka, aż je przeczytam. Już nie mogę się doczekać, aby odkryć kolejne perełki!

poniedziałek, 7 lutego 2011

"Cień wiatru" - Carlos Ruiz Zafón

Tytuł: “Cień wiatru”
Autor: Carlos Ruiz Zafón
Wydawnictwo: MUZA S.A.
Ilość stron: 516
Ocena: 8,5/10

    Nie będę oryginalna, publikując recenzję “Cienia wiatru”. Mimo wszystko to zrobię, abyście mogli poznać moje odczucia związane z tym bestsellerem :)
    Myślę, że większość zna treść tej książki. Opis na okładce rozpyla w powietrzu słodką woń tajemnicy, która sprawia, że czytelnik musi zajrzeć do środka i poznać jej rozwiązanie. A nie jest to byle jaka zagadka! Daniel, mieszkaniec Barcelony, który rozpoczyna swoją przygodę w wieku dziesięciu lat, pragnie poznać jak najwięcej szczegółów z życia Juliana Caraxa, autora “Cienia wiatru”. Ową książkę chłopiec znajduje na Cmentarzu Zapomnianych Książek, zaprowadzony tam przez swojego ojca. Spośród tysięcy dzieł, o których świat już nie pamięta, chłopak wybiera właśnie tę pozycję i zobowiązuje się nią opiekować.

“Byłem święcie przekonany, że ta książka czekała na mnie już od dawna, bardzo możliwe, że czekała już na mnie, zanim w ogóle przyszedłem na świat.”

    Pewnego razu Daniel spotyka mężczyznę bez twarzy, który za wszelką cenę pragnie zdobyć “Cień wiatru”. Jednak chłopak nie daje za wygraną i pamiętając o odpowiedzialności, na jaką się pisał, zabierając do domu książkę, odmawia tajemniczej postaci. Ta przestrzega go, że jeszcze powróci. Później Daniel dowiaduje się, że owy człowiek ze spaloną twarzą przedstawia się jako Lain Coubert. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że takie samo nazwisko nosi jedna z postaci książki Caraxa, będąca diabłem.
    Daniel jest jednak uparty i po latach zaczyna intensywne rozszyfrowywanie tajemnicy Juliana. Pomagają mu w tym jego przyjaciele oraz inni mieszkańcy pięknej Barcelony. Z czasem chłopak zaczyna rozumieć, jak wiele spraw dotyczących pisarza ma związek z nim samym, kilkunastoletnim miłośnikiem książek. W wyniku tego z pozoru nic nieznaczącego dochodzenia, życie Daniela zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni. Poznaje tajemnice i sekrety, które nigdy nie powinny były wyjść na światło dzienne. Dowiaduje się rzeczy, o których ludzie nie mówią. Smakuje także uczucia miłości i pożądania oraz przyswaja sobie definicję prawdziwej przyjaźni. Gdyby wcześniej ktoś powiedział mu, że przez swoją ciekawość i chęć odkrywania tajemnic jego życie może być zagrożone, nie uwierzyłby. Często, żeby się o czymś przekonać, musimy tego doświadczyć. Tak też było w przypadku młodego Daniela.
    Sięgnęłam po tę książkę, ponieważ miałam wrażenie, że wszyscy wokół ją czytali, tylko nie ja. “Cień wiatru” jest przecież bestsellerem, więc musi mieć w sobie to coś. Pierwszy rozdział niezwykle mnie zafascynował. Czułam, że ta książka jest magiczna, wyjątkowa! Jednak tak szybko, jak przyszło to uczucie, tak szybko też minęło. Byłam rozczarowana powolną i nudną akcją. Miałam ochotę odłożyć książkę w kąt i do niej nie wracać. Jednak jakoś wytrwałam i doszłam do momentów, w których akcja nabierała tempa. Potem było już z górki - czytałam zżerana przez ciekawość, a w mojej głowie ciągle powstawało pytanie: “co dalej?”. Cieszę się, że dzieło nie było przewidywalne. Co prawda, lubię być “szybsza” od bohaterów i orientować się w sytuacji przed nimi, jednak jeśli jakaś pozycja sprawia, że notorycznie tak się dzieje, traci w moich oczach. Z “Cieniem wiatru” tak nie było i choć akcja nie rozkręca się od razu, warto na nią poczekać. 
    Polecam Wam “Cień wiatru”, jednak myślę, że lepiej zacząć od innych książek tego autora. Mam wrażenie, że całkiem inaczej patrzyłabym na to dzieło, gdybym wcześniej zabrała się za “Księcia Mgły” lub “Marinę”. Mimo wszystko, książka jest warta przeczytania. 

***
"Cień wiatru" to typowa kopalnia złotych myśli. Te najciekawsze, wydobyte przeze mnie, możecie przeczytać TUTAJ.


Pozdrawiam serdecznie!

sobota, 5 lutego 2011

"Skóra" - Adrienne Maria Vrettos

Tytuł: “Skóra”
Autor: Adrienne Maria Vrettos
Wydawnictwo: KORA
Ilość stron: 206
Ocena: 7/10

    “Oto myśli, które przychodzą ci do głowy, kiedy po powrocie do domu stwierdzasz, że twoja siostra zagłodziła się na śmierć, a ty padasz na kolana, żeby ją cucić:
1. Moja siostra jest płaska jak deska. W szatni widuję grubych kolesi z większymi cyckami.
2. Kiedy wykrzykuję w twarz siostry jej imię, wydaje mi się, że słyszę głos ojca.
3. Gdzie powinno się naciskać? Pośrodku? Z boku? Z lewej czy z prawej?”
    Oto początek “Skóry” autorstwa Adrienne Marii Vrettos. Narratorem utworu jest czternastoletni Donnie, mieszkający z wiecznie kłócącymi się rodzicami oraz siostrą kochającą go ponad życie. Chłopak przyzwyczaił się do tych stałych waśni, które często wybuchały bez powodu. Nie narzekał też na swoją sytuację pryszczatego i nudnego frajera, dopóki utrzymywał koleżeńskie stosunki z Chrisem i Beanem. Jednak jego życie całkowicie się zmieniło, kiedy szesnastoletnia Karen zaczęła przesadnie przejmować się zdaniem innych, wskutek czego ograniczyła jedzenie. Jej ciągłe chudnięcie było przyćmione rozstaniem rodziców. Nikt nie widział albo nie chciał widzieć, jak Karen staje się anorektyczką. Potem było już za późno na interwencję...
    Donnie nie miał łatwego życia. Ignorowano go wszędzie: w domu, w szkole. Stawał się widoczny tylko wtedy, kiedy dostawał zapalenia ucha, co było dość częste w jego przypadku. W szkole miał dwie bliskie osoby, które uważał za swoich przyjaciół. Jednak Chris i Bean byli przed nim na liście nieudaczników i z czasem odsunęli się od niego, bojąc się spaść niżej. Donnie w pewnym sensie ich rozumiał, jednak to nie wymazało z jego serca uczucia rozczarowania, jakiego doznał. W domu nikt go nie słuchał ani się nim nie przejmował. Przecież Karen miała napady złości, gdy mama gotowała zbyt kaloryczne jedzenie. To było na pierwszym planie. Później zaczęły się wizyty u terapeuty i pobyt w ośrodku... Donnie nie miał tego nikomu za złe. Wbrew opiniom ludzi, nie był głupi i rozumiał sytuację chorej siostry. Nie wściekał się na rodzinę za to, że go ignorowała. Wręcz przeciwnie - chciał stać się niewidzialny, aby w ten sposób pomóc ukochanej siostrze. Jednak jego “zniknięcie” nie zapobiegło tragedii.
    “Skóra” jest łatwą książką, z pozoru typowym "odmóżdżaczem". Jednak lekki styl i nieskomplikowaną akcję wyrównuje niesamowita refleksyjność. Jako czytelnicy poznajemy trudną sytuację anorektyczki widzianą oczami jej młodszego brata. Refleksje Donnie’go nie są obszerne ani też zawiłe. Typowe przemyślenia wypływające z chłopięcej głowy. Mimo tych wszystkich cech przypisujących książkę do kategorii “lekka powiastka dla nastolatek”, zasługuje ona na przeczytanie przez dorosłego i dojrzałego czytelnika, a przede wszystkim przez kobiety - młodsze i starsze - które mają problem ze swoją wagą. W dzisiejszym świecie tylko mały procent pań jest z niej zadowolony. “Skóra” pokazuje, że anoreksja jest chorobą o podłożu psychicznym, która nie zniknie nawet wtedy, kiedy pacjent będzie o niej wiedział i spróbuje żyć normalnie. W leczeniu potrzebna jest pomoc i z r o z u m i e n i e ze strony rodziny. Nie powinniśmy o tym zapominać.
    Jeśli chodzi o styl autorki, jestem jak najbardziej na tak. Słownictwo nie jest górnolotne (nie zapominajmy o naszym wspaniałym, czternastoletnim narratorze), ale sprawia, że książkę czyta się szybko i przyjemnie. Początkowo przeszkadzała mi narracja w czasie teraźniejszym, jednak z czasem się do niej przyzwyczaiłam. Mimo to, myślę, że całkiem inaczej wyglądałaby historia Donnie’go napisana tradycyjnie, w czasie przeszłym. Jednak to zależy od czytelnika i w żadnym stopniu nie wpływa na moją końcową opinię: szału nie ma, ale warto przeczytać. Niezależnie od wieku. Trochę refleksji nikomu nie zaszkodzi.
Szkoda, że “Skóra” jest tak trudno dostępna. Jakoś udało mi się ją zdobyć, gdyż to moja lektura konkursowa. Mam nadzieję, że Wy znajdziecie ją w swoich bibliotekach :)

***
Właśnie skończyłam "Cień wiatru" i jestem w połowie "Dziedzictwa Agwatronu". Jeśli chodzi o to pierwsze, to nie wiem, czy ukaże się recenzja. Jednak mam zamiar pochwalić się moim dziwnym zboczeniem książkowym przed światem i jego skutki publikować na blogu. Otóż podczas czytania zapisuję długopisem na nadgarstku numery stron, na których znajduje się jakaś sentencja. Później wpisuję ją oznakowaną wg mojego systemu do specjalnego zeszytu. W ten sposób nagromadziło się tam już sporo cytatów i chciałabym przepisać większość z nich na bloga. Już teraz możecie przeczytać kilka w zakładce "Cytaty".
Dodałam także zakładkę "Współpraca". Mam nadzieję, że wkrótce pojawi się tam więcej logo wydawnictw.

Jeśli chodzi o lektury konkursowe, zostały mi jeszcze dwie. Trzymajcie za mnie kciuki, żeby udało mi się je zdobyć i dobrze wypaść w ostatnim etapie olimpiady :)

Na koniec chciałam zaprosić Was na bloga secret-books.blogspot.com Kobra organizuje candy, w którym do wygrania jest książka "Jillian Westfield wyszła za mąż" Winn Scotch Allison. Aby zdobyć tę książkę wystarczy spełnić kilka zasad. Więcej szczegółów na blogu Kobry.


Serdecznie pozdrawiam!

czwartek, 3 lutego 2011

Pierwszy stosik


Jestem niezmiernie szczęśliwa, ponieważ wczoraj dostałam paczkę od wydawnictwa Novae Res, w której znajdowało się pięć pozycji:

1. “Ostatni Nefilim” Michała Solanina - opis na okładce jest kuszący, tym bardziej, że akcja rozgrywa się w średniowieczu! Mam nadzieję, że nie zawiodę się czytając to dzieło.
2. "Dziedzictwo Agwatronu" Pauliny Koniuk - jak tylko skończę “Cień wiatru”, to zabiorę się za przygody Emmy.
3. “Świeżak” Henryka Gostomskiego - coś z innej beczki, nienależące do gatunku fantasy. Mimo to, myślę, że ta pozycja mnie zachwyci, gdyż zapowiada się obiecująco. Nie wiem jak Wam, ale mi podoba się pomysł na książkę napisaną z perspektywy chłopaka, który trafił do zakładu wychowawczego.
4. "Drugie życie" Andrzeja Sikory - już wkrótce poznam przeżycia człowieka, który poddał się przeszczepowi mózgu...
5. "Opowieści celtyckie" Karoliny Janowskiej - jednak nic nie przebije fantasy.

Mam nadzieję, że każda z tych pozycji spełni moje oczekiwania :)

Zaczęły się ferie i zgodnie z obietnicą, zabiorę się za tego bloga. Zacznę od uzupełnienia istniejących już zakładek oraz dodania nowych. Potem oczywiście będę solidnie pracować nad recenzjami ^ ^ Już wkrótce pojawi się recenzja “Skóry” autorstwa Adrienne Marii Vrettos. Pozostaje Wam tylko czekać i wierzyć, że niczego nie zepsuję ;)

Pozdrawiam serdecznie!