piątek, 30 grudnia 2011

To już rok bloga!


Jak obiecałam, tak wróciłam! Brakowało mi czytania Waszych recenzji oraz pisania własnych. Nie mogę tego zostawić :) Tak się złożyło, że dokładnie rok temu opublikowałam swoją pierwszą recenzję. Nie była ona zbyt długa ani ciekawa. Teraz czytając ją, widzę, jak bardzo poprawił się mój styl pisania, z czego niezmiernie się cieszę! Była to recenzja dzieła “P.S. Kocham Cię” Ceceli Ahern, możecie ją przeczytać TUTAJ.

Wiecie, strasznie szybko minął ten rok, ale uważam, że był świetny - zarówno, jeśli chodzi o książki, recenzje i tego bloga, jak i rzeczywistość. Nie mogę narzekać :) Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że przyszły rok będzie równy wspaniały. Wszystkim tego serdecznie życzę!

No, może teraz trochę historii...
Pomysł recenzowania książek wpadł mi do głowy wcześniej, niż rok temu, ale nie wiedziałam, jak go zrealizować. Kiedy założyłam tego bloga, zaczęłam odwiedzać Wasze strony i wzorować się na nich, co bardzo mi pomogło stawiać pierwsze kroki. Jeśli chodzi o blogowanie, to mam jako takie doświadczenie, ponieważ miałam naprawdę wiele stron na Onecie, ale żadna nie dotyczyła książek. Cieszę się, że w końcu założyłam tego bloga oraz poznałam Was. To wszystko ma dla mnie duże znaczenie. Ten rozwijany pasek po prawej stronie jest czymś niezwykłym - znajdują się tam wszystkie strony, które wpływają w jakimś stopniu na mnie. Wchodzę tam, czytam Wasze recenzje i bardzo często poznaję utwory, o których być może bym nie usłyszała. To naprawdę niesamowite! :) Przyznaję, że nie zawsze komentowałam Wasze posty, ale w tym roku postaram się poprawić :P

W każdym razie, OGROMNIE WAM DZIĘKUJĘ. Za wszystko. Nie będę wymieniać po nickach, bo bardzo możliwe, że przypadkowo kogoś pominę. Wszyscy jesteście dla mnie ważni - każdy, kto tutaj wchodzi i zostawia po sobie ślad, ale także Wy, anonimowi czytelnicy. Bez Was prowadzenie tego bloga nie miałoby sensu. Dziękuję! :)

Jestem także wdzięczna wydawnictwom, dzięki którym miałam okazję przeczytać wiele interesujących książek. Cieszę się, że zechciały nawiązać ze mną współpracę.

A jeśli chodzi o podsumowanie 2011 roku...



Moje główne postanowienie dotyczące książek spełniło się. Jak brzmiało? Przeczytam minimum 52 książki, czyli ok. 1 na tydzień. Z dumą przyznaję, że nawet je pobiłam - przeczytałam 64 pozycje, co jest dla mnie wielkim sukcesem! Przeżyłam wiele niesamowitych przygód, np. przy lekturze książek z serii “Gone” czy “Jutro” oraz podczas czytania ebooka “Slumdog. Milioner z ulicy” (RECENZJA). Wreszcie udało mi się poznać twórczosć Carlosa Ruiza Zafona, a to wszystko dzięki “Cieniowi wiatru” (RECENZJA). Mogłam się wzruszyć przy “Chłopcu w pasiastej piżamie” oraz “Dziewczynie z Pomarańczami”. Rozczarowań było znacznie mniej, ale także się pojawiły - “Ostatni Nefilim” (KLIK). Zaś jeśli chodzi o ulubionego bohatera, chyba do końca życia będę pamiętać Jace’a Waylanda (tak, dla mnie Wayland cały czas :D). Inni byli równie wspaniali - grunt, że większość z nich miała charakter :)

To chyba tyle, nie będę się więcej rozpisywać. Obiecuję poprawę w przyszłym roku, częstsze recenzje i komentowanie. Mam już w zapasie jedną :)


Na koniec życzę Wam dużo zdrowia, szczęścia, spełnienia marzeń i wszystkiego dobrego w 2012 roku!

czwartek, 1 grudnia 2011

Krótko i zwięźle

Witam Was po dość długiej przerwie!

Na wstępie przepraszam za tak duże zaniedbanie. Przyznam szczerze, że od momentu opublikowania ostatniej recenzji nie napisałam nic nowego, a Wasze blogi odwiedzałam naprawdę rzadko. Chciałabym to zmienić, ponieważ nie jestem w stanie zostawić recenzowania książek. Przyzwyczaiłam się do tego, a co najważniejsze, sprawia mi to przyjemność : ) Problem w tym, że ostatnio mam dużo na głowie, szczególnie jeśli chodzi o olimpiady. Pragnę dobrze wypaść w kolejnych etapach konkursów, dlatego muszę się nieco przygotowywać. Za to wcale nie opuściłam się w czytaniu - udaje mi się znaleźć kilka minutek (okej, może trochę więcej :p) na lekturę, dlatego będę miała co recenzować ; >

Wstępnie kalkulując, powinnam tutaj wrócić i dalej działać za jakieś dwa/trzy tygodnie. Postaram się też być bardziej systematyczna i jak najczęściej odwiedzać Wasze strony. Zrobię, co w mojej mocy!

Tymczasem żegnam Was i do napisania!

sobota, 8 października 2011

"Dziewczyna Płaszczka i inne nienaturalne atrakcje" - Robert Rankin

Tytuł: “Dziewczyna Płaszczka i inne nienaturalne atrakcje”
Autor: Robert Rankin
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 392
Ocena: 10/10

   Są ludzie przekonani o tym, że wszystko, co nam się przytrafia, to czysty przypadek. Są jednak i tacy, którzy wierzą w przeznaczenie i ich zdaniem życie każdego z nas zapisane jest od góry. Jeżeli byłaby to prawda, to co się stanie, jeśli poznamy naszą przyszłość? Co, jeśli ktoś będzie chciał ją wykorzystać dla własnych celów? Czy wszystkim należy ufać?
   
   Pod koniec XIX wieku Imperium Brytyjskie umocniło swoją pozycję na świecie, a także... we wszechświecie. Kiedy pewnego dnia atak Marsjan na Londyn zakończył się klęską przybyszów z kosmosu, zaczęły rozwijać się kontakty międzyplanetarne. Ludzie odkryli, że w Układzie Słonecznym poza Ziemią zamieszkany jest także Mars, Jowisz i Wenus. To zapoczątkowało wiele różnych wydarzeń, które normalnie nigdy nie miałyby miejsca...
   Jest rok 1895. “Imperatorowa Marsa”, czyli kosmiczny statek wycieczkowy wyrusza w swój dziewiczy rejs po Ziemi. Na jego pokładzie przebywają różne istoty: ludzie, dziwni Wenusjanie oraz ciągle roześmiani Jowiszanie. Znajduje się tam także profesor Coffin, który do tej pory objeżdżał świat razem ze swoim uczniem i asystentem, Georgem Foxem, prezentując publiczności różne nienaturalne atrakcje, m.in. kamień z wieży Babel, zwierciadło pozwalające zobaczyć cały świat i wszystkich ludzi na nim żyjących czy też ostatnio popularnego zakonserwowanego Marsjanina. Tym razem profesor chce dostarczyć swojemu cyrkowi najlepszą i najbardziej niesamowitą atrakcję, która według legendy, jest boginią, człowiekiem-rybą (ale nie syreną) znaną pod nazwą Japońska Dziewczyna Płaszczka lub Sayito. Właśnie z tego powodu oboje znaleźli się na “Imperatorowej Marsa”. Ale droga do odkrycia cudownego obiektu, z pewnością przynoszącego sławę i pieniądze, nie jest taka łatwa. Tym bardziej wtedy, kiedy okazuje się, że nie można ufać nawet bliskim osobom...
   Fabuła książki jest wciągająca i rozbudowana. Czytając czytelnik nie może się nudzić, ponieważ przez cały czas dzieje się coś ciekawego. Do tego dochodzą intrygi i zagadki, na których rozwiązanie nie sposób wpaść od razu. Mimo tego, że autor połączył tak wiele różnych zagadnień, tj. powstawanie pierwszych nowoczesnych urządzeń ze stosunkami międzyplanetarnymi oraz wprowadził magiczne przedmioty i urządzenia, całość jest spójna i logiczna. Na pierwszy rzut oka może wydawać się, że ciężko będzie połączyć ze sobą wszystkie te elementy, jednak to tylko mylne wrażenie.
   Jeśli chodzi o bohaterów dzieła, to obok tych fikcyjnych (którzy, swoją drogą, nie są szablonowi i posiadają własne charaktery) stoją także postacie historyczne, np. sławni dziewiętnastowieczni fizycy, konstruktorzy, a także osoby, o których każdy z nas chociaż raz słyszał. Jest to naprawdę ciekawy pomysł (chociaż często daty życia owych postaci się nie zgadzają). W związku z tym w książce możemy natknąć się na Nikolę Teslę używającego swoich wynalazków przy budowie statku kosmicznego czy też Winstona Churchilla planującego odwet po ataku Marsjan. Uważam, że wspaniałym doświadczeniem jest poznanie sławnych postaci z innej strony. Przez Roberta Rankina nabyłam nowe skojarzenia związane z historią, co znacznie ją ubarwia.
   “Dziewczyna Płaszczka i inne nienaturalne atrakcje” to książka z gatunki fantastyki z dużą dawką humoru. Spełnia warunki dobrej książki - wciąga, intryguje, zachwyca i zapada w pamięć. Styl autora jest przyjemny i ciekawy. Nie utrudnia czytania, co jest dużym plusem. Ogólnie rzecz biorąc, dzieło spełniło moje wymagania i zapewniło mi bardzo przyjemną lekturę, o której tak szybko na pewno nie zapomnę. Szczerze polecam fanom fantastyki, a także tym, którzy chcieliby odłożyć rutynę na bok i poznać kulturą pozaziemskich cywilizacji.


Książkę mogłam przeczytać dzięki uprzejmości portalu NaKanapie.pl


 Wreszcie udaje mi się nadrabiać zaległości w blogosferze : ) Brakowało mi czytania waszych recenzji. Widzę, że ominęło mnie wiele informacji dotyczących nowości książkowych. Ech... ; >


czwartek, 29 września 2011

"Przepis na torcik orzechowo-bezowy (czyli jak zrealizować marzenia)" - Agnieszka Forland

Tytuł: “Przepis na torcik orzechowo-bezowy (czyli jak zrealizować marzenia)”
Autor: Agnieszka Forland
Wydawnictwo: Kampuni
Ilość stron: 132
Ocena: 10/10

   Każdy z nas ma jakieś marzenia i cele, to nie podlega dyskusji. Ale czy staramy się je osiągnąć, czy może raczej siedzimy i czekamy, aż same się zrealizują? Postępując w ten sposób robimy duży błąd, ponieważ najważniejsze jest to, aby DZIAŁAĆ. Bezczynne siedzenie z założonymi rękami może co najwyżej spowodować, że przytyjemy parę kilo, a nasze marzenia nadal pozostaną marzeniami. A przecież życie na tym nie polega, więc co nas powstrzymuje? 

“Nasze granice wyznaczone są tylko przez nasze lęki.” 

    Agnieszka Forland, znana tarocistka, wpadła na pomysł stworzenia dzieła, poprzez które w łatwy i przystępny sposób mogłaby przekazać ludziom sposoby na osiągnięcie wyznaczonych celów. Być może niektórzy z Was pomyślą, że podobne poradniki są nieprzydatne, ale muszę przyznać, że to nieprawda. Owszem, większość z nas wie, że powinno się myśleć pozytywnie, do wszystkiego podchodzić optymistycznie itd., ale to przecież nie wszystko. W książce “Przepis na torcik orzechowo-bezowy (czyli jak zrealizować marzenia)” opisane są czynności, takie jak afirmacja czy wizualizacja, które tak właściwie są kluczem do osiągnięcia celów. Sama praca nie wystarczy - musimy także “zaprogramować” nasz umysł na sukces. Jak to zrobić? Wszystkie zasady opisane są w książce Agnieszki Forland, która wpadła na pomysł, aby “potraktować proces wyznaczania celów, jak tworzenie książki kucharskiej, a pieczenie ciast, jak realizację zamierzeń”. 

“Nie ma takiej sytuacji, której dzięki swoim myślom i działaniom nie można zmienić.” 
    
    Dzieło, które właśnie opisuję, jest zdecydowanie najlepszym poradnikiem, jaki czytałam. Z jednej strony przedstawione są w nim dość banalne rzeczy, ale z drugiej - nikt nie stosuje się do tych zasad, przez co zamiast ułatwiać sobie życie, sprawia, że jest ono o wiele trudniejsze. W takim razie pytam: po co? Czy nie lepiej zacząć patrzeć na świat przez różowe okulary, doceniać siebie i innych oraz pracować nad sobą, aby osiągnąć szczęście? Użalanie się nic nie da, a wręcz pogorszy sytuację :) 

“Nie myśl, co ludzie myślą o Tobie, niech oni zastanawiają się, co myślisz o nich (...) Nie uzależniaj poczucia własnej wartości od świata zewnętrznego.” 

    Poza tym, że książka wspaniale spełnia swoje przeznaczenie i jest świetnym poradnikiem, sprawia również, że czytelnik nie może się nudzić, czytając adekwatne dowcipy oraz ciekawostki, przeplatane z pięknymi aforyzmami, których w książce nie brak, a które wspaniale motywują do działania. A żeby zachować pozór, iż jest to książka kucharska, wewnątrz zamieszczono kilka przepisów na pyszne ciasta, dzięki którym lektura z pewnością stanie się przyjemniejsza. Muszę też wspomnieć o niezwykłej szacie graficznej, która sprawia, że książkę miło trzyma się w dłoniach! Kartki wykonane są z przyjemnego w dotyku papieru, ozdobionego wzorami, które cieszą oko, lecz nie przeszkadzają w czytaniu. Z reguły nie ma to dla mnie aż takiego znaczenia, ale w tym wypadku musiałam o tym wspomnieć, gdyż to po prostu kawał dobrze wykonanej roboty. Na dodatek do książki dołączony jest segregator zatytułowany “Moja książka kucharska”, a w nim coś, co w połączeniu z poradnikiem z pewnością pomoże nam realizować marzenia i osiągać wytyczone cele.

   Podsumowując, polecam ten poradnik każdemu - nie tylko kobietom. To wspaniała lektura, do której ciągle można wracać. Jest idealna również na prezent dla kogoś bliskiego : )


Książkę mogłam przeczytać dzięki uprzejmości Pani Agnieszki Forland i Pani Katarzyny Ślusarek oraz wydawnictwa Kampuni.

***

Witam po długiej przerwie : ) Trochę źle mi z tym, że publikuję recenzję, nie zajrzawszy wcześniej na Wasze strony, ale niestety - mam dziwne wrażenie, że doba jest za krótka! Mam nadzieję, że mi wybaczycie : ) Postaram się odwiedzić Was jak najszybciej.

Pozdrawiam serdecznie wszystkich Czytelników :)

P.S. W rzeczywistości ten róż nie jest tak ostry, jak na zdjęciu : >

wtorek, 30 sierpnia 2011

"Złudne marzenia" - Alexandra Bullen

Tytuł: “Złudne marzenia”
Autor: Alexandra Bullen
Wydawnictwo: Bukowy Las
Ilość stron: 240
Ocena: 7,5/10

   Na pewno każdy z nas kiedyś zastanawiał się, o co by poprosił, gdyby przykładowo posiadał złotą rybkę lub też znalazł magiczną lampę. Z reguły obdarzony mocą przedmiot spełnia trzy życzenia, więc możliwości byłoby sporo. Jedni zażyczyliby sobie bogactwa, inni prosiliby o sławę, a jeszcze inni o jakieś dobra materialne, które są dla nich “spełnieniem marzeń”. Niektórzy z nas chcieliby poznać swoją drugą połówkę, inni przeżyć przygodę życia... Każdy człowiek jest inny, więc z pewnością życzenia różniłyby się od siebie. Jedno jest pewne: do tej pory o złotych rybkach marzą wszyscy, ale czy ktokolwiek je dostaje? A jeśli nawet magiczne przedmioty istniałyby, czy w ich posiadanie mogłaby wejść dowolna osoba? A może szansę ułożenia sobie życia otrzymaliby jedynie ci, którym los wiele razy rzucał kłody pod nogi?

“Wszyscy natrafiamy na wyboje na drodze, którą podążamy. Ale to nie znaczy, że idziemy złą drogą.”

   W książce Alexandry Bullen zatytułowanej “Złudne marzenia” mamy do czynienia z możliwością spełnienia trzech życzeń. W tym wypadku magicznym przedmiotem są... sukienki. Główna bohaterka, Hazel, otrzymuje je przez przypadek (a może to było zaplanowane przez los?). Ma szansę zmienić swoją przeszłość, która nie wygląda zbyt kolorowo. Dziewczyna od małego “wędruje” od jednej rodziny zastępczej do drugiej. Dziesiątki razy zmieniała miejsce zamieszkania i za każdym razem traciła przyjaciół, o ile w ogóle zdążyła się z kimś zaprzyjaźnić. W końcu nastolatka przestała przywiązywać się do ludzi, chcąc oszczędzić sobie cierpienia.
   W dniu swoich osiemnastych urodzin, Hazel dostaje kopertę, w środku której widnieją informacje o jej biologicznej matce. Dziewczyna jest uradowana i postanawia odnaleźć swoją rodzicielkę. Niestety, kobieta, która ją urodziła, już odeszła z tego świata, co strasznie przygnębia Hazel. W tamtej chwili najbardziej na świecie pragnęła zdążyć ją poznać... I jej życzenie się spełniło - Hazel przeniosła się w czasie o całe osiemnaście lat...

   Pomysł na fabułę książki nie jest zbyt wyszukany, ale za to świetnie zrealizowany. Nie od dziś wiadomo, że jakiekolwiek podróże w czasie grożą zaburzeniem czasoprzestrzeni i zmianą biegu dalszych wydarzeń. Każdy drobny szczegół może wpłynąć na przyszłość - i to właśnie jest fascynujące. Hazel wykorzystuje daną jej szansę nie tylko do poznania matki - pragnie zmienić swój żałosny los. Nie przewiduje jednak, że spędzi w przeszłości tyle czasu, przez co przywiąże się do niektórych ludzi. Bohaterka dowie się, na czym polega prawdziwa przyjaźń i posmakuje miłości, a to wszystko z ludźmi, którzy w teraźniejszości są dwa razy starsi od niej...

   Książka nie powala na kolana, ale muszę przyznać, że jest ciekawie napisana i czyta się ją bardzo przyjemnie. Pojawiają się w niej przewidywalne momenty, ale można przymknąć na nie oko i dalej rozkoszować się łatwym stylem autorki. Możliwe, że wielu z Was poczuje sympatię do niektórych bohaterów, wykreowanych świetnie - każdy z nich ma swój własny charakter, złożony z wad i zalet.

   Podsumowując, książka jest idealna dla niezbyt wymagających czytelników oraz dla tych, którzy chcą miło spędzić czas przy lekkiej, ale jednocześnie głębokiej lekturze.

Książkę mogłam przeczytać dzięki uprzejmości wydawnictwa Bukowy Las.



***

Powiem Wam, że przez wakacje uzbierało mi się kilka książek, ale jakoś nie miałam okazji wrzucić zdjęć :) Zrobię to za kilka dni :P


Pozdrawiam serdecznie,
Deline


środa, 24 sierpnia 2011

"Last minute" - Sylwia Kubryńska

Tytuł: “Last minute”
Autor: Sylwia Kubryńska
Wydawnictwo: Nowy Świat
Ilość stron: 328
Ocena: 7,5/10

   W pewnym momencie życia każdy ma wrażenie, że chciałby, aby było inaczej. Nic nie jest tak, jak powinno być, przez co człowiek nie czuje się szczęśliwy. A czy jest lepszy sposób na zlikwidowanie monotonii i ucieknięcie od problemów niż podróż do dalekiego kraju?
   Agnieszka ma dobrą pracę, wspaniałą przyjaciółkę oraz kochającego męża i na pierwszy rzut oka wszystko wskazuje na to, że kobiecie niczego nie brakuje i wiedzie szczęśliwe życie. Wszystko diametralnie się zmienia w momencie, kiedy bohaterka traci pracę. Po tym wydarzeniu w jej życiu pojawia się fala nieszczęść: domniemana zdrada męża, ciągłe wizyty w szpitalu z powodu częstych migren... Zdesperowana kobieta nie wie, co zrobić. Z pomocą przybywa jej przyjaciółka, Zuzanna, która twierdzi, że Agnieszka musi odpocząć od dotychczasowego życia. Wykupuje wycieczkę “last minute” dla nich obu do Tunezji. Agnieszka nie jest przekonana co do tej dwutygodniowej “przygody”, ale ostatecznie wybiera się w podróż, która miała zmienić w jej życiu bardzo wiele...

   Fabuła książki jest dość ciekawa, chociaż nie ma w niej zaskakujących zwrotów akcji (ale niespodziewanych wydarzeń nie brakuje). Chociaż dzieło napisane jest w narracji trzecioosobowej, czytelnik lepiej może poznać Agnieszkę dzięki momentom, w których to ona opowiada. W ten właśnie sposób pobyt w pięknej i słonecznej Tunezji przeplata się z niełatwym dzieciństwem bohaterki, które tłumaczy, dlaczego kobieta nie utrzymuje kontaktów z rodziną. Jednak Agnieszka zjawiła się w tak odległym kraju, aby otworzyć drzwi szczęściu i dać szansę miłości; aby zacząć wszystko jeszcze raz, od nowa. Z tego względu w książce nie brakuje wątku miłosnego, który rozwija się w ciekawy sposób...

   Portrety psychologiczne bohaterów zostały świetne sporządzone, przez co łatwo wczuć się w ich sytuację i spróbować zrozumieć tok myślenia. Ułatwia to także styl pisania autorki - chwilami zabawny, a jednak prosty i przyjemny. Sylwia Kubryńska stworzyła dzieło, które czyta się lekko i szybko, można jednak doszukać się w nim czegoś głębszego.

“Każdy dzień jest inny. Każdy może być początkiem i końcem. Co się kończy, daje początek innemu. Nigdy nic nie kończy się zupełnie. Kiedy się budzisz, ciesz się!”

   “Last minute” to powieść, która daje nadzieję. Czytając ją, miałam wrażenie, że autorka przez książkę pragnie przekazać ludziom, że jeśli chcą, mogą być szczęśliwi. Aby to osiągnąć, czasem wystarczy naprawdę niewiele - krótki odpoczynek w pięknym miejscu, chociażby we własnym kraju lub po prostu dzień spędzony inaczej niż zwykle. To nie dużo, a może człowieka uszczęśliwić. Bo najważniejsze, to czerpać przyjemność z każdej małej rzeczy.

   Podsumowując, książkę polecam wszystkim, którzy od czasu do czasu lubią przeczytać coś lżejszego, ale jednocześnie niebanalnego. “Last minute” to lektura idealna na deszczowe dni, ale także na chwile niezdecydowania.

Książkę mogłam przeczytać dzięki uprzejmości wydawnictwa Nowy Świat.


***

Wiem, że dawno mnie tutaj nie było, przepraszam! Za chwilę nadrobię zaległości w czytaniu Waszych recenzji ; )


Pozdrawiam,
Deline

czwartek, 11 sierpnia 2011

"Jutro 2. W pułapce nocy" - John Marsden

Tytuł: “Jutro 2. W pułapce nocy”
Autor: John Marsden
Wydawnictwo: Znak literanova
Ilość stron: 272
Ocena: 9/10

   John Marsden, autor siedmiotomowej serii “Jutro” urodził się w Melbourne, w Australii. Rodzicom pisarza bardzo zależało na wykształceniu swoich dzieci, dlatego John wraz ze swoim rodzeństwem uczęszczał do najlepszych szkół prywatnych, m.in. do znanej z surowych zasad szkoły wojskowej The King’s School w Parramatta. Nic więc dziwnego, że autor poruszył w swojej serii dla młodzieży temat wojny, skupiając się na elementach militarnych zwłaszcza w drugiej części cyklu, gdzie nasi bohaterowie wreszcie kontaktują się z mieszkańcami miejscowości obok. Ellie i jej przyjaciołom wydaje się, że od tego momentu o wszystko zatroszczą się dorośli, a oni na powrót staną się dziećmi. Jednak w obliczu grożącego niebezpieczeństwa nie należy niczego oczekiwać ani nikomu ufać, o czym przekonali się nastolatkowie. Trzeba natomiast myślami wyprzedzać wydarzenia i być przygotowanym na to, co nadejdzie jutro.

“Przyszłość jest... Sam nie wiem, jaka jest przyszłość. To czysta kartka papieru, na której rysujemy kreski, ale czasami osuwa nam się ręka i kreski nie wychodzą tak, jakbyśmy chcieli.”

   Czasem okazuje się, że w pewnych sytuacjach dzieci potrafią myśleć bardziej racjonalnie niż dorośli. Być może wynika to z ich wyobraźni i próby pokazania odwagi. W każdym razie w książce “W pułapce nocy” mamy do czynienia właśnie z taką sytuacją. Tym razem osoby dorosłe znajdujące się na wolności zawodzą, choć powinny mieć głowę na karku i podejmować jak najmądrzejsze decyzje. W tym wypadku jedyną nadzieję można pokładać w grupce nastolatków. Bohaterowie dochodzą do wniosku, że siedząc bezczynnie w Piekle nie polepszą swojej sytuacji. Pragną walczyć w imię uwięzionych - rodziców, przyjaciół, nauczycieli, a także pozostałych mieszkańców Wirrawee - i zlikwidować wroga. W czasie wojny nie ma czasu na próżnowanie. Muszą wziąć sprawy w swoje ręce i bronić kraju, a przecież “najlepszą obroną jest atak”.

   Druga część serii “Jutro” wciąga jeszcze bardziej niż poprzednia. Akcja nadal płynie szybko, przez co czytelnik nie może się nudzić (chociaż na początku wydawało mi się to całkiem możliwe). Oryginalny pomysł na fabułę jest ciągnięty przez autora i przez cały czas prezentuje się świetnie. Bohaterowie żyją w “nowym świecie” już długi czas, ale czy na pewno można powiedzieć, że się przyzwyczaili? Z pewnością nie myślą o telewizji czy używaniu kosmetyków, bo na te luksusy nie mogą sobie pozwolić. Teraz liczy się tylko to, aby przetrwać. I mimo tego, iż oswoili się z sytuacją, nadal targają nimi różne emocje. W końcu nie tak łatwo jest w jednej chwili stać się dorosłym i zamiast wykonywać polecenia, samemu ustalać plan działania. Każdy błąd bohaterów może zostać przypłacony przez nich życiem, ale oni i tak próbują zaatakować wroga.

“Czasami po prostu trzeba być odważnym. Trzeba być silnym. Czasami nie można ulegać czarnym myślom. Trzeba pokonać te diabły, które wpychają się do twojej głowy i próbują wzbudzić paniczny strach. Przesz naprzód, krok za krokiem, z nadzieją, że nawet jeśli się cofniesz, to tylko trochę, tak że kiedy znowu ruszysz przed siebie, szybko nadrobisz zaległości.”

   Sięgając po to dzieło, nie byłam pewna, czy się nie zawiodę. Obawiałam się, że druga część zanudzi mnie na śmierć, a tu wręcz przeciwnie - już nie mogę się doczekać kolejnej! Może się wydawać, że siedem tomów to sporo, ale dzięki temu bohaterowie pozostaną z nami dłużej. Myślę, że cieszy to każdego fana serii, ponieważ postacie nie są schematyczne i wyprane z uczuć czy emocji. Każdy z naszej wspaniałej grupy - Ellie, Robyn, Fi, Homer, Lee, Chris, a także Corrie i Kevin - ma inny charakter, co jest ważne, jeśli książka ma być ciekawa i wciągająca. Marsdenowi udało się stworzyć takie dzieło i myślę, że wielu z Was podzieli moją opinię. W takim razie jeśli masz już za sobą pierwszy tom serii, bez wahania zabierz się za drugi - na pewno nie pożałujesz. Natomiast jeżeli jeszcze nie sięgnąłeś po serię i nie miałeś do czynienia z odważnymi nastolatkami z Wirrawee - zrób to jak najszybciej! Recenzję pierwszej części znajdziesz TUTAJ.

Książkę mogłam przeczytać dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak literanova.



***

Eh, mam ochotę ponarzekać sobie na tę straszną pogodę. Nie pragnę od razu upałów, bo one też nie są dobre. Najlepiej wypośrodkować i nie popadać w skrajności, prawda? :D Przynajmniej zawsze w czasie deszczu mogę zabarykadować się w pokoju z książką i jakimś czasoumilaczem :) Jutro wyruszę do biblioteki po "Zieloną milę" S. Kinga i książkę "Ponieważ Cię kocham" G. Musso (dzieło pt. "Uratuj mnie" zwaliło mnie z nóg!). Mam nadzieję, że te pozycje mnie nie zawiodą ;p


Pozdrawiam serdecznie,
Deline


poniedziałek, 8 sierpnia 2011

"Dziedzictwo Agwatronu. Sztylet krwistej władczyni" - Paulina Koniuk

Tytuł: “Dziedzictwo Agwatronu. Sztylet krwistej władczyni”
Autor: Paulina Koniuk
Wydawnictwo: Novae Res
Ilość stron: 410
Ocena: 8/10

    “Sztylet krwistej władczyni” to drugi tom cyklu “Dziedzictwo Agwatronu” napisanego przez szesnastoletnią Paulinę Koniuk. Jak pamiętacie, czytałam pierwszą część tej serii - recenzja TUTAJ. Zdecydowałam się na ponowne spotkanie z tą młodą autorką, cały czas rozwijającą swój warsztat. Jako że poprzednia książka nie powaliła mnie na kolana, miałam sceptyczne podejście do tej części, jednak stwierdziłam, że warto dać szansę Paulinie. Zabrałam się do lektury z nadzieją, że w tej recenzji nie będę musiała powtarzać tego, co napisałam już wcześniej na temat twórczości autorki. Czy się udało? Cóż...

    Pewnego dnia czternastoletnia Diana o niezwykle wyjątkowej urodzie, przeprowadza się wraz z matką Sarą do domu otrzymanego w spadku. W budynku od lat nikt nie mieszkał, więc wymaga wielu ulepszeń - jak choćby podłączenia prądu - oraz przeprowadzenia porządków. Diana niechętnie próbuje zadomowić się w nowym miejscu. Z natury jest pesymistką, co czyni z niej przeciwieństwo własnej matki - wiecznie roześmianej i pozytywnie nastawionej do życia Sary, która, zdaniem córki, cały czas myśli, że życie to bajka. Dziewczyna dowiaduje się od sąsiadów, że w domu, w którym przyszło jej mieszkać, straszy. Jej nowy znajomy, Eryk, opowiada o nawiedzonym strychu, na którym czyha wiele niebezpieczeństw. Mimo ostrzeżeń kolegi, Diana udaje się na strych podczas nieobecności matki. Spotyka tam nieznajomą, białowłosą dziewczynę o krwistoczerwonych oczach i zaostrzonych kłach. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że dziewczyna ni stąd, ni zowąd znalazła się w ich domu. Fascynujące jest także to, że istota wygląda (poza pewnymi szczegółami) jak lustrzane odbicie Diany...
    Wraz z przeprowadzką w nowe miejsce, życie Diany zmienia się o trzysta sześćdziesiąt stopni. Dziewczyna dowiaduje się, że istnieją rzeczy, które z punktu widzenia nauki nie mają prawa bytu. Odkrywa także inny, o wiele ciekawszy świat, a razem z nim tajemnice dotyczące jej matki oraz ojca, który opuścił Sarę przed narodzinami dziecka. Pozostaje także sprawa magicznego sztyletu, który Diana znalazła w domu. Nastolatka jest zafascynowana, ale jednocześnie zdziwiona wszystkim, co zaczyna dziać się wokół niej. W końcu jako umysł ścisły jest przekonana, że wszystko można logicznie wytłumaczyć. Tymczasem okazuje się, że to wcale nieprawda...

“Lepiej byłoby, gdyby niektóre odpowiedzi nie istniały. Nigdy nie dotarły do naszych uszu.”

    Pragnę przypomnieć, że w pierwszej części fabuła była strasznie oklepana i przewidywalna, chwilami nawet nudząca. Nie mniej jednak pomysły autorki byłyby świetne, gdyby tylko inaczej je zrealizować. Jeśli zaś chodzi o tę część, to jestem naprawdę mile zaskoczona! Od początku widać, że warsztat pisarski Pauliny Koniuk został ulepszony, a jej niezwykłe pomysły (bo trzeba przyznać, że autorka ma niesamowitą wyobraźnię) zostały dopracowane i umiejętnie wykorzystane, co jest dużym plusem. Książka jest obszerniejsza od poprzedniej, przez co mamy okazję jeszcze bardziej poznać Agwatron - świat od podstaw stworzony przez młodą pisarkę, zamieszkiwany przez wiele różnych ras (zarówno tych znanych, jak i mniej popularnych), rządzący się swoimi prawami. Czytając, byłam pełna podziwu, szczególnie w momentach, w których widać było szczegółowość Pauliny Koniuk, jeśli chodzi o kreowanie świata. Pod tym względem autorka spisała się fantastycznie!
    Jeżeli natomiast mowa o fabule... Zgodzę się z tym, że jest lepiej rozbudowana niż w poprzedniej części i o wiele mniej przewidywalna (chociaż te elementy i tak pozostały). Wątki poboczne były naprawdę ciekawe, ale niestety ten główny został napisany według powszechnie znanego schematu ratowania świata (w tym przypadku nawet dwóch) przez z pozoru zwyczajną bohaterkę i jej przyjaciół. Oczywiście, nie zabrakło niebezpiecznej podróży, a także magicznego przedmiotu o niezwykłej mocy. Mam mieszane uczucia co do fabuły. Jest bardzo rozbudowana i ciekawa, przez co czytelnik po prostu nie może się nudzić, ale z drugiej strony, jest w niej coś odrzucającego. Myślałam nad tym i doszłam do wniosku, że wina nie leży po stronie autorki. Najprościej mówiąc, książka zostanie bardzo pozytywnie odebrana przez młodszą część czytelników oraz przez tych, którzy nie mają za dużo do czynienia z fantastyką.
    Podsumowując powyższy wywód, książka jest o wiele lepsza od swojej poprzedniczki. Ciekawi, szczegółowo wykreowani bohaterowie w pięknie opisanej krainie zachęcają do sięgnięcia po dzieło. I ja również to robię - nie wahajcie się poznać twórczości młodej pisarki. Być może nie wszystkim przypadnie do gustu, ale - jak już wspomniałam - należy docenić fakt, że autorka z każdym napisanym zdaniem jest coraz lepsza w tym, co robi, co wkrótce może doprowadzić ją na szczyt. Pomysłów jej nie brak, pozostaje tylko kwestia przedstawienia ich tak, aby nie mogły zostać przypisane do znanych schematów. Mam wielką nadzieję, że kolejne książki Pauliny Koniuk będą jeszcze lepsze. Z pewnością po nie sięgnę.

Książkę mogłam przeczytać dzięki uprzejmości wydawnictwa Novae Res.
Pozdrawiam ciepło i życzę udanego ostatniego miesiąca wakacji :)