wtorek, 3 maja 2016

"Podpalaczka" - Stephen King

Tytuł: “Popalaczka”
Autor: Stephen King
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 464

         Zakładam się, że każdy choć raz w swoim życiu wyobrażał sobie, jak wspaniale byłoby mieć jakąś super moc – latać, czytać w myślach lub być niewidzialnym. Wyobrażenia o rzeczach, których moglibyśmy wtedy dokonać, sprawiały dużo radości. Gdyby jednak nasze marzenia mogły się urzeczywistnić, wiązałyby się również z dużą odpowiedzialnością. Niezwykłe zdolności mogą być przecież darem, dzięki któremu życie będzie lepsze lub przekleństwem - zwłaszcza, jeśli masz osiem lat i ścigają Cię ludzie, dla których jesteś skutkiem ubocznym dawnego eksperymentu.

         W takiej sytuacji znalazła się Charlie McGee. Dziewczynka urodziła się ze zdolnościami pirokinezy, ponieważ parę lat wcześniej jej rodzice wzięli udział w badaniu prowadzonym przez agencję rządową, wskutek którego ich geny zostały zmodyfikowane. Zmiany te spowodowały, że w ich umysłach rozwinęły się zdolności, takie jak telekineza czy telepatia. Owa agencja, zwana Sklepikiem, nie zainteresowała się tym za bardzo, ze względu na fakt, że te „moce” były ograniczone. Jednak gdy okazało się, że córka Andy’ego i Vicky jest w stanie siłą woli spalić wszystko, co znajduje się w jej otoczeniu, rodzina wpadła w kłopoty. W końcu dziewczynka puszczona samopas mogłaby okazać się niebezpieczna, a jeśli znalazłaby się pod okiem naukowców…

         Nie podaję w wątpliwość, że King jest mistrzem pióra. Świadczy o tym nie tylko ilość jego dzieł, ale również stale rosnąca liczba ich adaptacji oraz niekurczące się grono fanów. Wystarczy więc spojrzeć na „Podpalaczkę”, nazwisko autora i opis fabuły, aby bez przeszkód sięgnąć po to dzieło. Niestety, obiecujące początki mogą skończyć się poczuciem lekkiego niedosytu.
         Pierwsza połowa książki ilustruje ucieczkę Andy’ego i Charlie, ledwo żywych, lecz wciąż gotowych walczyć, przed agentami Sklepiku. Mimo to, w tej części nie znajdziecie wartkiej akcji i nieoczekiwanych zwrotów wydarzeń. W dużej mierze dzieje się tak za sprawą licznych retrospekcji, na których oparta jest konstrukcja powieści. Na samym początku czytelnik zostaje rzucony w sam środek pogoni, lecz wtedy akcja zwalnia, aby wyjaśnić sprawy, które rozpoczęły się wiele lat temu. Przez to wszystko cały wyścig się wydłuża i chwilami robi się nużący zarówno dla bohaterów, jak i dla czytelnika.
         Druga część jest o wiele bardziej fascynująca. Wątki, które wcześniej wydawały się niepotrzebnie rozwleczone, w końcu kumulują się w kilku konkretnych, budujących napięcie sytuacjach. Portrety psychologiczne postaci zostają uwydatnione i – choć bohaterowie nie zachowują się nieprzewidywalnie – łatwiej jest zrozumieć ich wybory.

         „Podpalaczka” to książka o intrygującej i ciekawie skonstruowanej, lecz niewymagającej fabule. Przesadzę, twierdząc, że jest wybrakowana – po prostu nie było w niej głębi, którą King na ogół zawiera w swoich dziełach. Ot, historia rodziny, która została potraktowana przez rząd jako króliki doświadczalne i musiała poświęcić wszystko, aby przeżyć – łącznie z wolnością. Można jednak przywiązać się do bohaterów, lecz może nie tyle przeżywać ich problemy, co zastanawiać się, jak sobie z nimi poradzą. W zakończeniu w trafny sposób to wszystko zostało ujęte.

         Ta pozycja to thriller, w którym nie brak jednak przerażających scen. I nie mam na myśli obrazków pełnych krwi i śmierci. Najbardziej przerażające było to, co potrafią zrobić agenci rządowi, aby osiągnąć swoje cele – często zniżając się do poziomu, który trudno nazywać człowieczeństwem. To wszystko sprawia, że mamy do czynienia z dość ciekawą historią, którą warto przeczytać (i można nawet miło spędzić czas), ale tylko pod warunkiem, że nie będzie się miało zbyt wygórowanych oczekiwań.

***

Liczę na to, że tym razem zostanę tutaj na dłużej :)



niedziela, 25 stycznia 2015

"Poza ciszą" - Jonathan Carroll

Tytuł: “Poza ciszą”
Autor: Jonathan Carroll
Wydawnictwo: Salamandra
Ilość stron: 272
Ocena: 10/10

   Spokojne i ustabilizowane życie, w którym niewiele rzeczy może okazać się niespodzianką, często jest tylko iluzją szczęścia. Samotny człowiek, mający dobrze płatną pracę, która jednocześnie jest jego pasją, nie powinien narzekać na los. Ale może poczuć, że w jego świecie brakuje czegoś ważnego; elementu, który uświadomi mu, że nigdy tak naprawdę nie żył, bo nie miał dla kogo. A kiedy raz zasmakuje czegoś nowego, nadającego światu barwy, nie będzie mógł wrócić do tego, co było przedtem. W ten sposób zmienia się historia życia Maksa Fischera, rysownika popularnego komiksu, który spotyka na swojej drodze dwie osoby, wprowadzające w jego życie zarówno masę miłości, jak i chaosu - Lily i jej dziesięcioletniego syna, Lincolna. Max był samotny, a w wyniku kilku zaskakujących wydarzeń został obdarowany żoną i dzieckiem. Jednak czy można dowiedzieć się wszystkiego o człowieku, który przed naszym pojawieniem pisał własną historię?

“Ile waży życie? Czy jest ilorazem naszych dobrych lub wartościowych uczynków podzielonych przez ilość złych? Czy tylko położonym na wadze ludzkim ciałem - dwustoma funtami życia?”

   Max przez przypadek odkrył niepokojący fakt o przeszłości swojej ukochanej. Próby odkrycia jej sekretu sprawiły, że ich związek zawisnął na włosku. Bohater jednak, tocząc wewnętrzną walkę, zdecydował się zostać wspólnikiem tej mrocznej tajemnicy, która ostatecznie wywołała lawinę tragicznych wydarzeń.

“Człowiek może postąpić dziesięć razy źle, potem raz dobrze i ludzie z powrotem przyjmują go do swoich serc. Ale jeśli postąpi odwrotnie: dziesięć razy dobrze, a potem raz źle, nikt już więcej mu nie zaufa.”
 
   Nie jestem w stanie bardziej przybliżyć Wam fabuły, jednocześnie nie psując przyjemności czytania. “Poza ciszą” to dzieło pełne nieoczekiwanych zwrotów akcji, które nie pozwalają oderwać się od lektury. Już na pierwszej stronie autor rzucił czytelnikowi w twarz zapowiedź wydarzenia, które od razu usuwa w cień, zaczynając z pozoru zwykłą historyjkę. Jednak tamte kilka zdań ciągnie się za czytającym do samego końca, nie dając spokoju i zmuszając do odkrycia zakończenia, na które nikt nie pozostanie obojętny. Z pewnością jedni będą bardzo oburzeni, inni prawie wcale, jednak nie da się ukryć, że zakończy ono najważniejsze wątki powieści, która być może odciśnie ślad na Waszej duszy.

“Życie nie oferuje wyjaśnień czy przeprosin. To my je wymyślamy.”

   Książki Jonathana Carrolla z pozoru wydają się być ciekawymi powieściami obyczajowymi. Ale zawsze w pewnym momencie wkradają się do nich elementy magii, niezrozumiałe paradoksy czy dziwaczne wydarzenia, które powodują mętlik w głowie czytelnika. Ostatecznie jednak wszystko wydaje się jasne i oczywiste, choć czasami to my musimy zdecydować, co tak naprawdę wydarzyło się w książce - pojawiły się fantastyczne zjawiska, a może któryś z bohaterów miał paranoję? To zmusza czytelnika do myślenia, zresztą jak wszystko od początku tej książki, gdyż odkrywanie tajemnicy Lily to ciekawe śledztwo, które może zakończyć się na wiele sposobów. A to, co dzieje się później, może tylko jeszcze bardziej wbić czytelnika w fotel.

   Zdecydowanie polecam tę nieobszerną powieść każdemu, kto pragnie spędzić popołudnie przy świetnej lekturze, skłaniającej do refleksji, lecz także imponującej wartką akcją. Musicie przeczytać to dzieło, aby zrozumieć mój zachwyt, którego nie jestem w stanie tutaj pokazać. Mam nadzieję, że urzeknie Was tak samo, jak mnie.

***

Nie opuściłam tego bloga, choć w sumie może tak się wydawać… Niestety, nie jestem w stanie pisać recenzji, choć liczę na to, że to się zmieni :) Jednak powrót tutaj jest jedną z kilku rzeczy, jakie zaplanowałam zrobić dopiero po maturze, która z każdym dniem jest coraz bliżej. Teraz wpadłam na chwilkę, bo Jonathan Carroll naprawdę mnie zachwycił i poczułam ogromną potrzebę podzielenia się tym z Wami. Właściwie czytałam już jedno jego dzieło, “Zakochanego ducha”, ale “Poza ciszą” jest zdecydowanie lepszą lekturą. Trafiłam na nią przypadkowo, zachęcona cytatem, który nie pojawił się w recenzji:

“Żadna wielka miłość nie umiera do końca. Możemy strzelać do niej z pistoletu lub zamykać w najciemniejszych zakamarkach naszych serc, ale ona jest sprytniejsza - wie, jak przeżyć. Potrafi znaleźć sobie drogę do wolności i zaskoczyć nas, pojawiając się, kiedy jesteśmy już cholernie pewni, że umarła, albo że przynajmniej leży bezpiecznie schowana pod stertami innych spraw.”

Tak to właśnie jest z książkami. Na perełki można trafić na milion różnych sposób. Mam nadzieję, że odkryjecie magię Jonathana Carrolla, zachęceni tą recenzją :)